Z kryminałami Jørna Liera Horsta sprawa jest dość skomplikowana. Niedawno wydano „Szumowiny” tego autora, czyli powieść z serii o komisarzu Williamie Wistingu. W Norwegii był to szósty tom z cyklu, ale w Polsce książki nie są wydawane według kolejności powstawania, ponieważ wydawnictwo Smak Słowa zdecydowało się na przetłumaczenie tych powieści, które dały autorowi uznanie. Ostatecznie możemy przeczytać pięć kryminałów norweskiego pisarza. Warto pamiętać, że wcześniej Jørn Lier Horst był szefem wydziału śledczego w okręgu Vestfold, ale zdecydował się porzucić to zajęcie dla pisarstwa, a na swoim koncie ma również książki dla dzieci i młodzieży.
W powieści „Szumowiny” wszystko zaczyna się w momencie, gdy morze przynosi wraz z falami ludzką stopę. Dzieje się to latem w okolicy Stavern, ale to dopiero początek tego typu znalezisk. W ciągu tygodnia na brzegu odnajdywane są kolejne lewe stopy, najczęściej w sportowych butach. Kim były ofiary? Co je łączy? Jak odnaleźć osoby do których należały?
William Wisting powoli i dokładnie zbiera kolejne ślady. Prowadzi śledztwo jak przystało na dobrego policjanta, nie pomijając żadnego tropu, choćby wydawał się najmniej ważny. W pewnym momencie sprawa zaczyna się łączyć z zaginięciami, jakie miały miejsce w domu starców. Czy można połączyć osoby i stopy? Przydatne okażą się badania DNA. Okazuje się, że choć początkowo nic się tu nie chce zazębiać, stopniowo komisarz odnajduje pewien wzór.
Tymczasem córka Wistinga, dziennikarka, jak zawsze trochę wchodzi w drogę swojemu ojcu. Postanawia porozmawiać z osobami, które popełniły jakieś zbrodnie, by dowiedzieć się, czy więzienie wpłynęło na ich resocjalizację. Czy norweski system penitencjarny pomógł w jakimś stopniu tym ludziom? A może wręcz odwrotnie – pobyt w więzieniu jeszcze bardziej zdemoralizował skazanych? Młoda kobieta przez przypadek znajdzie się w centrum dramatycznych wydarzeń. Horst lubi posługiwać się duetem ojciec i córka, w każdej z czytanych przeze mnie części cyklu ten schemat się pojawia. Okazuje się, że Line ma wiele wspólnego z ojcem, również potrafi łączyć ze sobą fakty, a jej sugestie trafiają w punkt, choć często dziewczyna naraża się na niebezpieczeństwo.
Komisarz policji ma problem ze śledztwem, ponieważ jego zdrowie zaczyna szwankować. Obawia się, że nie jest w stanie dostrzec wszystkich śladów i odpowiednio powiązać faktów, które ma przed nosem. Podczas rozmów z córką odkrywa swoje poglądy. Wisting należy do ludzi, którzy nie mają złudzeń. Uważa, że system penitencjarny w Norwegii jedynie oddziela ludzi wolnych od więźniów, tym ostatnim nic nie dając. Śledztwo, które prowadzi, jeszcze bardziej go umocni w przekonaniach. Na dodatek zobaczymy, jak wyglądała sytuacja w Norwegii w czasie zimnej wojny, bo i w te czasy poprowadzi go sprawa.
W powieści „Szumowiny” pomysł z odciętymi stopami, które przypływają z falami morskimi trzeba przyznać, że jest efektowny. Samo rozwiązanie też nas nie zawiedzie. Jørn Lier Horst, z zawodu śledczy, pracę policji zna od podszewki. Techniki i metody zastosowane przez głównego bohatera są wiarygodne, ale w związku z tym nie można oczekiwać, że akcja będzie pędziła jak w filmie sensacyjnym, bo tak przecież nie wygląda rozwiązywanie zagadek kryminalnych. Trzeba pracować skrupulatnie, często w sposób żmudny. Widzimy, że takie działanie zmęczy nawet Williama Wistinga, który dla dobra śledztwa się przepracowuje.
Książkę czyta się bardzo dobrze, choć tak jak pisałam wcześniej, akcja nie pędzi. A jednak szybko wciągamy się w śledztwo, bo chcemy wiedzieć dokąd nas doprowadzi. Asa w rękawie autor wyciągnie na sam koniec, wtedy najbardziej narasta napięcie i wreszcie elementy układanki znajdą się na właściwych miejscach. Choć sama historia jest interesująca, Jørn Lier Horst daje nam coś więcej. Porusza w „Szumowinach” ciekawe kwestie etyczne oraz problem resocjalizacji więźniów. Widzimy też problemy społeczne z jakimi zmaga się współczesna Norwegia, która z zewnątrz wydaje się nam niemal idyllą. Dzięki temu Horst zmusza czytelnika do refleksji, ponieważ zastanawiamy się nie tylko nad zagadką kryminalną, ale stajemy przed pewnymi dylematami, które rozważa komisarz Wistling.kryminał,
Ciekawa decyzja wydawnictwa, by nie publikować powieści w kolejności chronologicznej – jeśli poszczególne części nie są ze sobą zbyt mocno powiązane, to wszystko ok, ale w przeciwnym razie czytelnik może mieć niemałą łamigłówkę 🙂
A z drugiej strony bohater robi się coraz młodszy… Na szczęście udaje mi się w tym wszystkim połapać, bo choć widzimy życie prywatne komisarza, to najważniejsze jest śledztwo.
A teraz ma wyjść tom pierwszy, a właściwie tom poprzedzający ten pierwszy. 😀
Z tego co zrozumiałam, to mamy do czynienia z prequelem. „Gdy mrok zapada”, jest najnowszą książką Horsta, bo został wydany w Norwegii w 2016 roku. Myślę, że jakoś sobie z tym poradzimy… 🙂
Mam słabość do spokojnie toczących się kryminałów, ale zdecydowanie odstrasza mnie polityka wydawnictwo. Nie znoszę czytać serii nie w kolejności. Mam nadzieję, że te części uznane przez wydawnictwo za słabsze w końcu też trafią na nasz rynek.