Literacki Nobel dla Alice Munro

Taniec szczęśliwych cieniWreszcie się doczekałam. Właśnie dzisiaj moja ulubiona pisarka otrzymała Literackiego Nobla. Chociaż raz udało mi się trafić, ponieważ właśnie za Alice trzymałam wszystkie dostępne mi kciuki…

W sumie moja przygoda z Munro jest jakaś taka niepełna. Przeczytałam jej debiutancki zbiór opowiadań i ten ostatni. Teraz mam w rękach „Przyjaciółkę z młodości”, ale jeszcze jej nie skończyłam… Jedno za co uwielbiam tę kanadyjska pisarkę, to sposób kreacji świata. W krótkim opowiadaniu tworzy jego schemat, ale daje czytelnikowi kredki, którymi trzeba sobie ten świat dopisać… Ale nie chodzi o to, że są to historie niedokończone. Raczej musimy pomyśleć, co dzieje się we wnętrzu głównych bohaterów.

Już  w  debiutanckim „Tańcu szczęśliwych cieni” widać kunszt noblistki (jak miło móc toDrogie życie słowo napisać). Z kolei ostatni tom opowiadań „Drogie życie” jest już czystym majstersztykiem. Nasunęło mi się jedno skojarzenie, że Munro jest odpowiedniczką Wisławy Szymborskiej, ale działającą w krótkiej formie zwanej opowiadaniem. Mam tylko jedno marzenie, że Munro da się złamać i napisze jeszcze jakiś tom. Z czystym sumieniem mogę tę pisarkę polecić wszystkim. Nie trzeba się bać jej twórczości, bo tak niekiedy dzieje się, kiedy autor dostaje Nobla. Wtedy przypina mu się łatkę – trudnego. Czytajcie Munro, bo jej proza jest piękna, ale odbiór nie jest trudny.

Drogie życie – opowiadania Alice Munro

Drogie życie„Drogie życie” Alice Munro jest ostatnim zbiorem opowiadań napisanym przez tę kanadyjską pisarkę. Niedawno Wydawnictwo Literackie opublikowało jej debiutancką książkę „Taniec szczęśliwych cieni”, więc obecnie mamy okazję poszukać pewnych wspólnych elementów dla prozy Munro. Wprawdzie proza kanadyjki została odkryta w Polsce niedawno, ale WL stara się nadrabiać nasze braki i na rynku dostępnych jest kilka tomów opowiadań Munro.

Intryguje już sama forma, którą wybiera pisarka. Zmieścić cały świat w jednym opowiadaniu nie jest prostym zadaniem. A jednak Munro się udaje. Często mamy do czynienia ze światem wewnętrznym bohaterów. Nie mniej jednak kusi on nas i zachęca do zapoznania się z nim.

Czternaście opowiadań Munro można porównać do obrazów Rembrandta, w których źródło światła pozwala nam tylko częściowo odkrywać sytuację. A jednak to, co otrzymujemy, odsłania problem, jednocześnie tworząc odpowiedni nastrój. Opowieść powstaje również między słowami – w tym, czego nie napisano. Język pisarki jest tak precyzyjny, że na zaledwie kilkudziesięciu, czy kilkunastu stronach powstaje  historia całego życia bohatera. Autorka buduje ją z drobnych fargmentów, niedopowiedzenia musimu uzupełnić sami.

Głównymi bohaterkami tych opowiadań są kobiety. Wprawdzie nie zawsze narracja jest przez nie prowadzona, jednak głównie o nich pisze Munro. Niekiedy widzimy świat z perspektywy dziecka. Tłem tych historii jest kanadyjska prowincja. Munro pisze często o kobietach zawieszonych pomiędzy miastem a wsią. Właśnie one potrafią się zdecydować na przełamanie konwenansów.

Ostatnie cztery teksty mają charakter autobiograficzny. Munro nie chce ich nazywać opowiadaniami. Utwory stanowią coś na kształt testamentu. Autorka skupia się nie na faktach, co na emocjach. Proste historie, w których pozornie niewiele się dzieje, gdzie codzienność ma niekiedy gorzki smak, ale Munro każe nam się nad nią zastanowić. Przygląda się drobnym sprawom, które zmieniają bieg naszego życia.

Z opowiadań wyłania się pewien obraz społeczeństwa kanadyjskiego lat czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Ludzie uwikłani są w różne związki i sytuacje, przechodzą przemiany, a całość – podkreślam – na kilkunastu stronach.

Kunsztowne budowanie narracji przez Munro kojarzy się ze szwajcarskim zegarkiem. Wszystko zostało dopracowane i precyzyjnie skonstruowane. Autorka pokazała to choćby w opowiadaniu „Nieopodal jeziora”, gdzie opisała świat widziany oczyma kobiety, mającej problemy z pamięcią – majstersztyk!

Bardzo ważne dla Munro są relacje międzyludzkie. Bohaterki niekiedy postępują nieracjonalnie, albo powoduje nimi namiętność. Młoda nauczycielka zakochuje się w lekarzu, który nie potrafi zdobyć się na odwagę i zamiast poślubić dziewczynę, kupuje jej bilet powrotny do Toronto. Jednak okrucieństwo mężczyzny, nie zabija uczucia. Vivien wspominając wydarzenia po latach, przyznaje, że nadal kocha doktora.

W prozie Munro powtarzają się pewne motywy. Podróż, pociąg, prowincja, kobiety to hasła, które spajają owe opowiadania. Najważniejsze jednak jest umiejętność uchwycenia emocji. Munro tak buduje opowiadania, że liczą się nie tyle wydarzenia, co uczucia. Potrafi świetnie budować nastrój. Klimat jej opowiadań jest taki, że czułam jakbym sama znalazła się w Kanadzie w połowie ubiegłego wieku. Rewelacyjnie też pokazane zostały relacje międzyludzkie. Munro wspaniale pokazuje zarówno lęki dziecka, jak i opisuje świat z perspektywy starszej osoby.

Muszę przyznać, że „Drogie życie” zupełnie mną zawładnęło. Trudno się oderwać od książki. Alice Munro twierdziła, że opowiadania łatwo się pisze, jeśli się jest kobietą i ma dużo obowiązków. Podobnie dzieje się z odbiorcą. Choć niekiedy mamy mało czasu na czytanie, można pochłonąć opowiadanie i na chwilę się zatrzymać. O każdej z czternastu historii trzeba jednak pomyśleć, wręcz zmuszają do refleksji. Nie da się o nich zapomnieć. Właśnie taką prozę uwielbiam.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za „Drogie życie” Alice Munro.