„Kocha, lubi, szanuje…” – Alice Munro

Kocha, lubi, szanuje... - Alice MunroData wznowienia zbioru opowiadań Alice Munro pt. „Kocha, lubi, szanuje…” została określona na 19 lutego, ale udało mi się przeczytać książkę jeszcze przed premierą. Jako, że styl noblistki bardzo do mnie przemawia, niecierpliwie czekałam na ów zbiór. Otrzymałam dziewięć opowiadań i tak jak się spodziewałam, była to niesamowicie przyjemna uczta literacka.

Właściwie na tym mogłabym skończyć wpis o „Kocha, lubi, szanuje…” Alice Munro. Doskonale zrozumie mnie każdy, kto przeczytał choć kilka opowiadań autorstwa kanadyjskiej noblistki. Łatwo znaleźć dla wszystkich historii wspólny mianownik. Czujemy, że autorka wciąż mówi o tym samym. Na pierwszy rzut oka przecież zawsze mowa w tych opowieściach o kobietach oraz o miłości. Jednak, kiedy przyjrzymy się tym tekstom bliżej, zobaczymy, że każde opowiadanie jest zupełnie inne. Podobnie jak z ludźmi, nie sposób znaleźć drugiej takiej samej osoby, a przecież można określić cechy wspólne dla przedstawicieli tego gatunku. Czytaj dalej

„Odcienie miłości” – Alice Munro

Odcienie miłościZbiór jedenastu opowiadań pt. „Odcienie miłości” Alice Munro, który miały premierę 11 września, należy do tego rodzaju prozy, na wydanie których czeka się z niecierpliwością. Ubiegłoroczna laureatka Literackiej Nagrody Nobla napisała te teksty w 1985 i 1986 roku, ale polscy czytelnicy musieli długo na nie czekać. Wszystko przez to, że dopiero od niedawna twórczość pisarki stała się znana i lubiana w tej części świata.

Tematem opowiadań jest miłość, ale można przecież powiedzieć, że motywem przewodnim w twórczości noblistki są uczucia. Jak różne mogą być odcienie miłości i relacje międzyludzkie, zobaczymy właśnie w ostatnio wydanym zbiorze.

Alice Munro posiada niezwykły dar oddawania na papier obserwacji zwykłego, małomiasteczkowego życia. Wydaje się, że przeciętni bohaterowie powinni być nudni i przewidywalni. Takie odnosimy wrażenie patrząc na człowieka z daleka, nieuważnie. Jednak pisarka potrafi dokonać niemożliwego. W tych pozornie szarych postaciach odnajduje niezwykle barwne życie emocjonalne. Głównymi bohaterkami opowiadań są kobiety. One przeżywają miłość na wiele różnych sposobów. Pojawiają się też mężczyźni, niekoniecznie pozytywni – jak choćby kobieciarz z opowiadania „Porost”, który nie waha się przed zdradą.

Dlaczego dokonujemy takich, a nie innych wyborów? Alice Munro nie odpowie nam na to pytanie, ale pokaże, do czego jesteśmy zdolni. W opowiadaniu „Biała Hałda” Isabel żyje w udanym związku z Laurencem, a mimo to zakochuje się w pilocie. Wie, że jej wybór musi zakończyć się źle, a jednak nie potrafi się zatrzymać. W twórczości noblistki widoczne jest, że bohaterowie nie do końca wierzą w to, iż decydują o swoim losie. Niekiedy poddają się temu, co on przynosi, bez walki. A wtedy pozornie błaha decyzja, czy przypadek potrafi całkowicie odmienić ich życie.

Relacje jakie nawiązujemy w ciągu całego życia w jakiś sposób mówią o tym, kim jesteśmy. Alice Munro opisuje w swych opowiadaniach przeróżne typy uczuć, by pokazać jakimi ludźmi są jej bohaterowie. Mamy do czynienia z miłością do rodzeństwa, do dzieci, między przyjaciółmi. Codzienność nie zawsze pozwala je doceniać, czy nawet zauważać. My natomiast otrzymujemy obrazy, w których ukazane zostało całe życie bohaterów, najczęściej z pewnego dystansu czasowego i w sposób fragmentaryczny, poszarpany – musimy sobie je poskładać w pewną całość.

Narracja opowiadań wydaje się być leniwa, jak niedzielne popołudnia. Jednak to tylko pozory. Często w tekstach aż kipi od emocji, ale ukazane one są one z chirurgiczną precyzją, bez zbędnych ozdobników (choć pisarka nie unika ciekawych porównań). Noblistka nie ocenia swych bohaterów, pozostawia to odbiorcom. Podobnie się dzieje z interpretacją kolejnych opowiadań. Są one zbudowane w sposób zmuszający do zastanowienia się nad przedstawionymi sytuacjami. Czujemy się tak, jakby bliska przyjaciółka opowiadała nam całe swoje życie. A my w zadumie pochylamy się nad każdym jej zdaniem. Dlatego właśnie proza Munro wymaga wielkiej uwagi, ponieważ zmusza nas do analizowania emocji bohaterów, a także do tego by się zastanowić, co się właściwie wydarzyło w ich życiu.

Noblistka tak pisze opowiadania, że od pierwszego zdania trudno się od nich oderwać. I choć historie snuje pozornie niespiesznie, cały czas istnieje w nich napięcie, ponieważ oglądamy momenty zwrotne w życiu bohaterów. Te ważne chwile mogą dotyczyć tylko uczuć bohaterów, ale samo oddanie świata wewnętrznych emocji postaci jest na mistrzowskim poziomie. Postacie stają się nam bliskie, a w niektórych z nich możemy  odnaleźć samych siebie. Na tym właśnie polega siła opowiadań Alice Munro.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.

„Księżyce Jowisza” – Alice Munro

Księżyce JowiszaNa tę książkę czekałam już od dawna, bo właśnie za sprawą prozy Alice Munro otrzymuję olbrzymią dawkę literatury z najwyższej półki. Noblistka zapewnia czytelnikom mnóstwo przyjemności, choć jej proza wydaje się pozornie niezwykle prosta. Dzisiaj premierę ma zbiór opowiadań „Księżyce Jowisza”, więc mogę przyjrzeć się dokładniej temu, co przekazuje nam autorka nazywana kanadyjskim Czechowem.

Alice Munro zaczęła pisać te teksty w 1977, a skończyła w 1981 roku. Rok później zostały one zebrane i wydane jako całość. Dzisiaj jedenaście opowiadań poznać mogą polscy czytelnicy, dzięki Wydawnictwu Literackiemu i przekładowi Agnieszki Pokojskiej.

Co spaja te wszystkie teksty? Przede wszystkim ich bohaterkami są kobiety. Oprócz tego tematem głównym może być codzienność. Ale czy można pięknie pisać o zwyczajności? Alice Munro potrafi z tego co nas spotyka na co dzień, stworzyć świetną historię. Jak wygląda życie? Dla jednych może być ono pełne emocji, u innych przebiegać może ono nieśpiesznie. Autorka opowiada o różnych relacjach międzyludzkich. NIekiedy poznajemy w jednym opowiadaniu niemal całą historię życia bohaterów, innym razem zaledwie malutki wycinek.

W bardzo ciekawym wstępie noblistka postanowiła parę spraw wyjaśnić na temat swej twórczości. Między innymi pokazuje nam warsztat pisarski i opisuje jak powstawały opowiadania: „Punktem wyjścia jednych (…) było doświadczenie osobiste, innych (…) w znacznie większym stopniu obserwacja” (s. 8). Niekiedy odbiorcy skupiają się na wątkach autobiograficznych prozy Munro. Sama autorka zabrała również głos w tej sprawie: „Niektóre opowiadania w tym zbiorze mają więcej wspólnego z moim życiem niż inne, ale żadne aż tak wiele, jak się powszechnie sądzi” (s.7).

Jako, że noblistka często pisze w pierwszej osobie, niekiedy można odnieść błędne wrażenie, że sama jest bohaterką tych opowiadań. Oprócz tego świat rzeczywisty osadzony został w miejscach doskonale znanych pisarce. Wspominając o przeszłości postaci, również czujemy, że Alice Munro opowiada o czymś, co było jej bliskie. Sama nawet wspomniała, że między innymi tytułowe opowiadanie zostało oparte na rzeczywistych wydarzeniach – związanych ze śmiercią jej ojca. Doświadczenie osobiste, pisze Munro we wstępie, to jednak tylko pretekst do wykreowania czegoś nowego, co ma więcej wspólnego z fikcją niż faktem.

Dlaczego proza Alice Munro jest taką ucztą literacką? Myślę, że cały jej urok polega na prostocie. Za pomocą kilku słów autorka tworzy całe światy. Sprawia, że choć opowiadanie ma zaledwie kilkadziesiąt stron, czujemy, że doskonale znamy bohaterów. Stają się nam bliscy jeszcze z jednego powodu. Pisarka ma dar zatrzymywania codzienności. Wybiera jakiś moment z życia bohaterek, by dokonać zbliżenia na to, co akurat istotne. Pozornie nic się nie dzieje, tak wygląda sytuacja z zewnątrz. Jednak postacie w środku aż kipią od emocji, choć nie zawsze potrafią je odkryć przed drugim człowiekiem.

Mistrzyni szczegółu – tak można najkrócej określić prozę Alice Munro. Gdyby przyjrzeć się opisywanym bohaterkom jedynie z zewnątrz, można by sądzić, że niczym się od siebie nie różnią. Tyle, że pisarka dokonuje fotograficznego zbliżenia, byśmy jak na fotografii mogli poznawać kolejne detale. Odkryjemy ich wiele, pod warunkiem, że zadamy sobie pewien trud. Choć pozornie proza noblistki wydaje się prosta, to jest ona bardzo bogata. Wystarczy przeczytać jedno wybrane opowiadanie dwa razy, by dostrzec, że za każdym razem odkrywamy coś innego. Dzięki opowiadaniom Munro widzimy wartość każdego życia. Pisarka dostrzega jego różnorodność, ale nie ocenia wyborów bohaterów. Dla niej najważniejsze jest dostrzeżenie owych doświadczeń i zaprezentowanie ich nam – w niezwykły sposób.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za „Księżyce Jowisza”

Literacki Nobel dla Alice Munro

Taniec szczęśliwych cieniWreszcie się doczekałam. Właśnie dzisiaj moja ulubiona pisarka otrzymała Literackiego Nobla. Chociaż raz udało mi się trafić, ponieważ właśnie za Alice trzymałam wszystkie dostępne mi kciuki…

W sumie moja przygoda z Munro jest jakaś taka niepełna. Przeczytałam jej debiutancki zbiór opowiadań i ten ostatni. Teraz mam w rękach „Przyjaciółkę z młodości”, ale jeszcze jej nie skończyłam… Jedno za co uwielbiam tę kanadyjska pisarkę, to sposób kreacji świata. W krótkim opowiadaniu tworzy jego schemat, ale daje czytelnikowi kredki, którymi trzeba sobie ten świat dopisać… Ale nie chodzi o to, że są to historie niedokończone. Raczej musimy pomyśleć, co dzieje się we wnętrzu głównych bohaterów.

Już  w  debiutanckim „Tańcu szczęśliwych cieni” widać kunszt noblistki (jak miło móc toDrogie życie słowo napisać). Z kolei ostatni tom opowiadań „Drogie życie” jest już czystym majstersztykiem. Nasunęło mi się jedno skojarzenie, że Munro jest odpowiedniczką Wisławy Szymborskiej, ale działającą w krótkiej formie zwanej opowiadaniem. Mam tylko jedno marzenie, że Munro da się złamać i napisze jeszcze jakiś tom. Z czystym sumieniem mogę tę pisarkę polecić wszystkim. Nie trzeba się bać jej twórczości, bo tak niekiedy dzieje się, kiedy autor dostaje Nobla. Wtedy przypina mu się łatkę – trudnego. Czytajcie Munro, bo jej proza jest piękna, ale odbiór nie jest trudny.

Alice Munro – „Taniec szczęśliwych cieni”

Taniec szczęśliwych cieniAlice Munro, nazywana jest kanadyjskim Czechowem, kandydatką do Literackiej Nagrody Nobla. Niestety, nie miałam dotąd kontaktu z prozą tej autorki. Na szczęście, wydany ostatnio – „Taniec szczęśliwych cieni” pozwolił mi wkroczyć w świat wykreowany przez Munro.

Dobrze się złożyło, bo książka ta jest debiutem autorki – a lubię zaczynać od początku. Ciekawa jestem, jej późniejszych opowiadań, bo choć książka powstała 45 lat temu, dopiero teraz dociera do nas. Zdarza się, że debiut nie zawsze zachwyca. W tym przypadku nie ma się czego bać. „Taniec szczęśliwych cieni” stanowi zbiór piętnastu opowiadań na najwyższym poziomie.

Pierwsze skojarzenie, które miałam, czytając książkę, było nierozłącznie związane z Wisławą Szymborską. Gdyby polska poetka pisała prozę, tworzyłaby tak jak Munro. Dlaczego? Otóż kanadyjska pisarka na ledwie dwudziestu stronach – na których mieści się średnio jedno opowiadanie, potrafi zawrzeć cały świat, mikro i makrokosmos jednocześnie. Znaczenia, które kryją się na kolejnych stronach mogą wywołać lekki zawrót głowy. Skondensowanie – tak najkrócej można podsumować prozę Munro.

Łatwo wkroczyłam w świat, do którego zapraszają mnie kolejne narratorki. Są nimi głównie kobiety, choć nie zawsze. Wyłania się z niego interesujący obraz kobiet – outsaiderek. W opowiadaniach widoczne są wątki autobiograficzne. W kilku historiach pojawia się lisia ferma, życie codzienne lat trzydziestych i czterdziestych XX w. i kanadyjska prowincja, chora matka.

Choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że Alice Munro opisuje zwykłych ludzi, jednak dla niej każdy bohater jest wyjątkowy. Nie istnieje takie pojęcie jak zwykły człowiek. Po prostu autorka oddaje mu głos i pozwala snuć swoją historię. Tak jak w pierwszym opowiadaniu: dzieci jadą z ojcem – komiwojażerem sprzedawać medykamenty, ale przy okazji wszyscy razem udają się do jego dawnej ukochanej. Nikt nie robi z tego tajemnicy, nic złego się nie dzieje, jednak bohaterowie zatrzymają to wydarzenie wewnątrz siebie i nikomu o tym nie powiedzą. Pozostaje   rysa w relacji ojciec – córka.

Każde opowiadanie pozwala czytelnikowi wkroczyć do kanadyjskich domów z pierwszej połowy XX wieku. Problemy, które poznamy, pokażą człowieka jako niezwykle skomplikowany twór. Alice Munro zachowuje się jak zegarmistrz. Tworzy miniaturowe dzieło, tak precyzyjne, jak najlepszy szwajcarski zegarek.

Bohaterowie, których poznamy, nie będą mieli w sobie zbyt wiele heroiczności. Za to zauważymy w nich sporo kompleksów, lęków, niespełnionych nadziei. Domy, do których wkroczymy, przepełnione będą skomplikowanymi relacjami międzyludzkimi. Za każdym jednak razem te historie poruszą czytelnikiem. Munro, przedstawiając pozornie codzienną sytuację, podkreśla jednak, że tym razem coś się wydarzy. Jakiego wyboru dokonają bohaterowie, jakie będą tego konsekwencje?

Do tej pory uważałam, że na szczycie krótkiej formy prozatorskiej znajduje się Julio Cortazar. Teraz ma towarzystwo w postaci wybitnej pisarki, jaką jest niewątpliwie Alice Munro.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WL