Tytuł może sugerować, że sięgnęłam po romans. Nic z tego – wystarczy przyjrzeć się bliżej okładce i podtytułowi, by domyślić się, że Millie Werber i Eve Keller w książce „Dwie obrączki” opowiedzą nam wprawdzie historię, w której miłość będzie bardzo ważna, ale jeszcze bardziej istotna stanie się opowieść o kobiecie, która przeżyła drugą wojnę światową, choć właściwie miała nikłe szanse, by tak się stało.
Millie Werber jest główną bohaterką tej opowieści, to ona snuje swoje wspomnienia. Urodziła się w Radomiu w rodzinie żydowskiej. Przed wojną jej matka utrzymywała się z krawiectwa. Ojciec przebywał głównie za granicą, więc wszystkie obowiązki spoczęły na barkach matki. Pani Werber nie narzekała na brak pracy, dziewczynka wręcz odnosiła wrażenie, że jej mama nie przestaje pracować. Uczyła też swoje dzieci, że konkretny fach pozwala być w życiu niezależnym. Choć mała Millie nie pragnęła takiego losu dla siebie, okazało się, że właśnie umiejętności praktyczne pomogły jej przeżyć
W 1941 roku, jako czternastoletnia dziewczyna musi zamieszkać w getcie. Żeby przeżyć, za radą dorosłych, podejmie pracę w niemieckiej fabryce amunicji. To właśnie wtedy w 1942 roku poznaje Heńka Grynszpana, żydowskiego policjanta. Mężczyzna jest znacznie od niej starszy, ale rodzi się między nimi wielkie uczucie. Heniek załatwia swej ukochanej trochę lepszą pracę – w kuchni. Oczywiście, nie jest to lekka praca, ale czasem można zjeść potajemnie upieczony kawałek ziemniaka i przebywać w ciepłym miejscu. Młodzi pobierają się, ale ich szczęście trwa kilka chwil – może parę miesięcy? Sama Millie dziś nie potrafi tego dokładnie określić.
Policjant zginął przez współbratymca, który go zdradził, by ocalić własną skórę, a może poprawić nieco swój los. Młodej, zaledwie nastoletniej wdowie, zostaje po tej wielkiej miłości zdjęcie i dwie obrączki. Choć rozpacz Millie była wielka, żyła, ale wielokrotnie spojrzała w twarz śmierci,. Na szczęście znalazło się kilka osób, które wbrew wszystkiemu, pomogły jej ocaleć. Przeżyła za sprawą Polaka, Niemca i Żyda. Zdradzić mógł nawet najbliższy, a tu Millie otrzymała pomoc bezinteresowną z rąk ludzi, którzy niekiedy nawet jej nie znały. W 1944 roku bohaterka znalazła się w Auschwitz. Zaznała niewyobrażalnych cierpień, przetrwać pozwolił jej niekiedy przypadek, innym razem bezinteresowna pomoc drugiego człowieka.
Trudno sobie dziś wyobrazić, ile musiała przejść Millie Werber, by ostatecznie znaleźć się w Stanach Zjednoczonych i wieść spokojne życie u boku drugiego męża, który również doświadczył koszmaru wojny. Jak się okaże, nawet po 1945 roku, bohaterom będzie bardzo trudno odnaleźć się w nowych realiach. Ich życie długo nie będzie usłane różami.
Historia Millie Weber pokazuje czytelnikowi nie tylko okrucieństwo wojny. Nawet przerażające opisy uzmysławiające, jak łatwo można było zginąć, nie są najistotniejsze. Ważne jest to, jak autorka wspomnień próbowała odnaleźć w najmroczniejszych czasach odrobinę światła. Miłość, jakiej doświadczyła była przecież niemożliwa do osiągnięcia. A jednak jej się udało znaleźć osobę, na którą przelała swoje uczucia. Czy można pozwolić sobie na szczęście w czasie wojny? Dzięki wspomnieniom Millie Werber widzimy, że właśnie miłość dawała bohaterom siłę do walki o przetrwanie. Udowadniała im też inną ważną rzecz – pokazywała, że wciąż są ludźmi zdolnymi do uczuć.
Autorka i bohaterka wspomnień po ponad sześćdziesięciu latach opowiada swoją historię. Choć wcześniej nie chciała mówić o wydarzeniach z czasu Zagłady, teraz znajduje w sobie tyle sił, by dać piękne świadectwo o tym, że warto wierzyć w drugiego człowieka. Bo chociaż w czasie Holocaustu wciąż stykała się ze śmiercią, to dzięki pomocy różnych osób przeżyła. Jej świadectwo jest ważne, gdyż pokazuje historię z perspektywy jednostki. Ilość ofiar przedstawiona w postaci cyfr nie wystarczy, by wyobrazić sobie tę apokalipsę. Dopiero, kiedy przyjrzymy się takim pojedynczym wspomnieniom i zobaczymy, jak wyglądały losy ofiar, wtedy zostawią one w nas trwały ślad.
Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za możliwość przeczytania książki.