„Dziennik czasu okupacji” – Raja Shehadeh

Dziennik czasu okupacjiRaja Shehadeh jest palestyńskim pisarzem, który stara się utrwalać zastaną rzeczywistość. Czytałam wcześniej „Obcego w domu”, dlatego postanowiłam sięgnąć po „Dziennik czasu okupacji”, czyli zapiski prowadzone autora przez dwa lata od grudnia 2009 roku. Ich wyjątkowość polega na tym, że pisarz żyje w Ramallah, na terytorium okupowanym przez Izrael i pokazuje nam, jak wielka polityka wpływa na życie zwykłych ludzi.

Na pierwszym miejscu Raja Shehadeh stawia swoje własne doświadczenia i obserwacje. To co widzi, skłania go do refleksji. Tyle, że pokazuje swój świat z punktu widzenia ofiary – człowieka, któremu odebrano wolność. Życie w Palestynie składa się bowiem z wielu utrudnień, sporą część z nich poznamy za sprawą „Dziennika czasu okupacji”.

Jak są traktowani Palestyńczycy przez Izraelczyków? Widzimy w zapiskach, że to ludzie drugiej kategorii. Żydzi traktują ich jak kolonizatorzy, nie pozwalają spotykać się z bliskimi, bo dzieli ich mur. Właśnie przez niego Palestyńczycy tracą swobodę poruszania. Za sprawą obrazowych opisów czytelnika przeraża widok zniszczeń, których autorami są głównie Izraelczycy, ale i Palestyńczycy, tworząc osiedla, destrukcyjnie wpływające na krajobraz naturalny.

Oprócz tych spraw codziennych, obserwacji zwykłego życia, autor zerka też w stronę polityki bliskowschodniej. Nadzieję w nim budzi Arabska Wiosna, gdyż olbrzymim marzeniem Shehadeha jest demokracja. Jako mieszkaniec Palestyny, na dodatek chrześcijanin, wie, jak kruche może być to pragnienie. A on jeszcze chciałby, aby na ziemi, w której mieszka, przestrzegano praw człowieka i obywatela.

Choć Palestyna złożyła wniosek o uzyskanie statusu nieczłonkowskiego państwa-obserwatora w ONZ, to zwykli ludzie wciąż poddawani są represjom. Nie widać też zanadto, by pojawiało się dla nich jakiekolwiek światełko w tunelu. Stąd to, co pisze autor, jest tak gorzkie. Mimo tego smutku i nostalgii, wciąż jednak marzy o tym, by udało się zmienić sytuację Palestyny.

W poprzedniej książce Shehadeh był nastawiony na opisywanie przeszłości. Tu skupia się najbardziej na terażniejszości. Opowiada jednak swoją sytuację. Przywołuje postać ojca, który działał na rzecz Palestyny. Wspomina o tym, jak jego rodzina utraciła dom w Jafie, przenosząc się do Ramallah, całe życie tęskniąc za tym, co utracone. Jednak, by zrozumieć chwilę obecną, trzeba wiedzieć, co ukształtowało tych ludzi.

W „Dzienniiku czasu okupacji” widzimy Palestyńczyków, którzy utracili wiarę w odzyskanie wolności. Są bierni, nie mają ochoty stawiać czoła przeciwnościom losu. Shehadeh znajduje jednak wyjątki, choćby Sabriego, który działał na swoją korzyść metodą prawną. Tyle, że po jego śmierci wszystko się może skończyć.

Obrazy, które daje nam autor książki, są przejmujące. Przemawiają do dbiorcy również zdjęcia. Shehadeh pokazuje choćby, jak Banksy skomentował za pomocą swoich graffiti, utworzenie tej betonowej bariery izolującej Palestyńczyków od Żydów. Pisarz, choć nie kryje swojej niechęci do postępowania Izraelczyków, widzi też możliwość porozumienia. Dąży do tego, by można było znaleźć rozwiązanie tego konfliktu, a przede wszystkim chciałby, by Palestyńczycy przestali być ludźmi drugiej kategorii.

Wiele z wydarzeń, które miały miejsce na Bliskim Wschodzie od 2009 do 2012 roku, również mogliśmy obserwować za sprawą mediów. Jednak Shehadeh pokazuje nam zupełnie inną perspektywę. Pisze jako palestyński patriota, przedstawia swój punkt widzenia. Ma prawo to robić, bowiem sam jest ofiarą tego konfliktu. My otrzymujemy niebywałą możliwość spojrzenia na tę sytuację z nieznanej nam perspektywy. Głos Shehadeha słyszymy z tej strony konliktu palestyńsko-izraelskiego, która rzadko dochodzi do głosu. Przez to zmusza nas do myślenia. A że jest to ważna opinia świadczy nagroda, którą otrzymał Shehadeh – w 2008 roku była to Nagrodę Orwella, natomiast w 2012 roku był finalistą Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego

 Dziękuję Wydawnictwu Karakter za książkę.

„Kiedyś o tym miejscu napiszę” – Binyavanga Wainaina

Kiedyś o tym miejscu napiszęPrzede wszystkim trudno zapamiętać nazwisko autor, jeszcze trudniej je wymówić. Sięgnęłam po książkę afrykańskiego pisarza Binyavangi Wainainy pt. „Kiedyś o tym miejscu napiszę”, gdyż chciałam się dowiedzieć, jak wygląda zupełnie obcy mi świat Kenii, czy szerzej – całego czarnego kontynentu. Pisarz w 2001 roku zdobył ważną nagrodę Caine Prize for African Writing. Znany jest jako autor słynnego tekstu ?Jak pisać o Afryce?: W swoim tekście traktuj Afrykę jakby była jednym krajem. Jest gorąca i pylista, porośnięta trawami i pełna potężnych stad zwierząt oraz wysokich, chudych, głodujących ludzi (cyt. ze strony wydawcy). Oczywiście Wainaina walczy z takim stereotypowym widzeniem świata, Chciałam poznać te wspomnienia, by poznać Czarny Ląd niejako od środka, a nie tylko oczyma ludzi przybywających tam z zewnątrz.

Autor opowiada o swoim dojrzewaniu w Afryce. Opisuje zarówno przemiany społeczne, jak  i obyczajowe, które miały tam miejsce. Pisze z perspektywy Kenijczyka, ale zabiera nas do wielu innych krajów: Ugandy, RPA, Nairobi. Poznajemy jeden wielki tygiel – charakterów, plemion, kultur i języków. Czytając tę historię, można się poczuć jak na wieży Babel w momencie, kiedy Bóg dokonał pomieszania mowy.

Bohater opowieści dorasta w Kenii. Jego matka urodziła się w Ugandzie, ale na to kim się jest ma również znaczenie plemię, z którego się pochodzi. Kraj w którym dorasta Wainaina, ma być spokojnym miejscem, ale to tylko pozory. Problemem staje się edukacja, bohater musi wyjechać do RPA, by się uczyć. Dzięki temu ma porównanie, jak wyglądać może nowoczesna Afryka.

Autor najpierw czuje wewnętrzną potrzebę czytania. Później dojdzie do tego przymus pisania. Chce tworzyć na własnych zasadach. Owa potrzeba narodzi się po tym, gdy weźmie udział w spotkaniu rodzinnym w Ugandzie. Wtedy właśnie narodzi się myśl, że: „Kiedyś o tym miejscu napiszę”.

Wainaina nie może się odnaleźć na studiach związanych z marketingiem i zarządzaniem. Czuje, że to nie dla niego. Tyle, że trudno mu przyznać przed rodzicami, iż zawiódł. Kusi go przede wszystkim pisanie, ale jednocześnie przez to wypada z wyścigu szczurów. Wraca do domu rodzinnego i tworzy – mimo braku pełnego poparcia ze strony bliskich, by wreszcie za sprawą pieniędzy z Caine Praize, móc założyć pismo „Kwani?” (Bo co?) .

Autor dostaje zlecenia, ma opisać sytuację Sudanu z perspektywy Afrykanina. Tu następuje mocna krytyka Zachodu. Binyavanga Wainana ma pamiętać o poprawności narzuconej mu niejako z góry. Bo jeśli pisać o Afryce, to pod dyktando Unii Europejskiej, wtedy może liczyć na sporą kwotę pieniędzy. Książka ze względu na swą niepoprawność ma trafić do kosza na śmieci. „Stosownym językiem każę im się odpierdolić. Załatwiam pieniądze z innych źródeł i książkę wydaje <<Kwani?>>” (s.271-272) – podsumowuje. Za chwilę dodaje: „Zaczynam rozumieć dlaczego w Kenii powstaje tak mało dobrej literatury. Talenty marnują się na pisanie finansowanych z darów edutainmentów i broszur edukacyjno-informacyjnych po siedem tysięcy dolarów od zlecenia. Nie komplikuj, a dobrze ci zapłacą” (s.272).

Afryka Wainainy jest dla twórcy zarówno obiektem miłości, jak i krytyki. Ważne są dla autora chwile z życia codziennego, historia rodzinna, wspomnienia z dzieciństwa. Jednak wszystko przedstawiane jest inaczej, niż chcieliby Europejczycy – bez skrajnych opisów głodu, morderstw, walk. Historia cały czas w tej opowieści jest obecna, ale pokazywana jest przez pryzmat jednostki. Ba, ważniejsza może być muzyka, która cały czas towarzyszy głównemu bohaterowi. Wciąż poruszamy się w jakimś rytmie, a dźwięk ma wielką siłę, potrafi jednoczyć cały naród.

Książka „Kiedyś o tym miejscu napiszę” zaskakuje. Przede wszystkim bohater pisze z perspektywy człowieka należącego do klasy średniej. Opowiada swoją historię w sposób autoironiczny, ciętym językiem, nawet szyderczo. Krytykuje stereotypowe myślenie Zachodu, ale też nie podoba mu poddawanie się tym schematom ze strony mieszkańców Czarnego Lądu. Wygodnie jest robić wszystko pod dyktando, bo można czerpać z tego zyski. Wainaina ceni niezależne myślenie. Książka, którą napisał, jest tego odzwierciedleniem. Myślę, że można się pokusić o stwierdzenie, że tekst „Jak pisać o Afryce” był manifestem artysty, tak przez tę opowieść pokazuje, w jaki sposób można go realizować. Tekst pulsuje, oszałamia, wciąga. Wywołuje też w czytelniku poczucie wstydu, za stereotypy, które pokutują w nas do dziś, bo można spojrzeć na Afrykę inaczej. Wystarczy przeczytać książkę Wainainy.

„Kiedyś o tym miejscu napiszę” przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Karakter.

Obcy w domu – Raja Shehadeh

Obcy w domuRaja Shehadeh został nominowany w 2012 roku do Nagrody im. Kapuścińskiego za reportaż literacki „Palestyńskie wędrówki”.  Nie czytałam tej pozycji, ale zainteresowały mnie problemy, jakie podejmuje autor w swoich książkach.

„Obcy w domu” jest opowieścią autobiograficzną o człowieku, który został wypędzony, jeszcze zanim się urodził. Jego rodzina pochodziła z Jafy, ale miejscowość została zaanektowana w 1948 roku przez Izraelczyków. Rodzice Rai udali się do Ramallah, gdzie mieli letni dom. Shehadeh rodzi się w 1951 roku – czasie, kiedy życie Palestyńczyków było bardzo trudne.

Główny bohater wzrasta w tymczasowym domu, miejscu, gdzie żyje się tęsknotą za czymś, co zostało utracone prawdopodobnie na zawsze. Jego ojciec angażował się na rzecz pokojowego współistnienia Palestyńczyków i Izraelczyków. Pierwsi uznali go za zdrajcę, drudzy z kolei nie w pełni ufali.

Raja dorastał w cieniu ojca. Uwielbiał opowieści babki, które dotyczyły utraconego hotelu w Jafie. Nadopiekuńcza matka zostawiała go często w domu, więc jego kontakty z rówieśnikami były bardzo ograniczone. Stał się delikatny i wrażliwy, co bardzo denerwowało jego ojca.

Shehadeh przez całe życie pragnie się uwolnić od jego wpływu. Skazane jest to jednak na niepowodzenie. Od początku bohater stara się przypodobać ojcu, ciągle szuka  jego akceptacji, jednak bez skutku. „Obcy w domu” między innymi jest historią o trudnych relacjach między synem a ojcem. Ich osobiste relacje nie były łatwe. Jednak zaważyły na osobistych wyborach życiowych Rai. Chłopak wzrastał w cieniu ojca Aziza, ale w sumie podążał podobną drogą. Jak on skończył studia prawnicze, choć początkowo nie wiedział którędy iść. Ten delikatny chłopak chciał służyć dobru Palestyny, mimo że nieco inaczej niż Aziz. Ostatecznie dochodzi do ostrego konfliktu między ojcem a synem.

Kolejnym elementem powieści jest konflikt izraelsko – palestyński. On właśnie przekłada się na relacje rodzinne. I kiedy Raja Shehadeh dowiaduje się o morderstwie ojca, zdaje sobie nagle sprawę, że już nigdy się nie pojednają. Nie doczeka akceptacji Aziza, ani go nie przeprosi.

„Obcy w domu” to ważna książka, która nie dzieli świata na czarno-biały. Z jednej strony mamy obraz Izraelczyków, będących według Shehadeha okupantami. A z drugiej – autor sam będąc Palestyńczykiem – pisze, że jego rodacy też są winni temu co się dzieje obecnie. Otrzymujemy historie o Izraelczykach bezprawnie wywłaszczających Palestyńczyków, gdzie biurokracja działa tylko na korzyść okupantów. Oni torturują i prześladują więźniów. Shehadeh krytykuje również rodaków. Tak jak ojciec uważa, że winę ponoszą sami Palestyńczycy, którzy wycofali się z działań politycznych na terytoriach okupowanych. Po prostu oddali wszystko agresorowi, bo nie chcieli w żaden sposób współpracować.

Aziz pragnął uznania państwa Izrael, ale jednocześnie uważał, by jak najwięcej uzyskać od okupantów – a docelowo wywalczyć w ten sposób wywzolenie – drogą kolejnych ustępstw. Nieco przypomina to pozytywistów w czasach zaborów. Taki pogląd był dla Palestyńczyków ewidentną zdradą, przykładem kolaboracji.

Książka Shehadeh porusza nie tylko tematyką, którą podejmuje. Pokazuje pewien problem, stawia sporo trudnych pytań. Mnie urzekła również opowieść o trudnych relacjach między ojcem a synem.  Shehadeh podszedł do tematu inaczej niż Schulz w „Sklepach Cynamonowych” – choć wnioski mogą być podobne. Świetnie zostało pokazane piękno Palestyny – wygląda niemal jak pierwsza ukochana. Rewelacyjny język „Obcego w domu” wręcz przenosi czytelnika w opisywane miejsce. Utracony kraj został pokazany w sposób niezwykle zmysłowy i fascynujący, ale i z pewną nostalgią. Shehadeh tworzy obrazy, by je utrwalić na zawsze, gdyż krajobraz pod wpływem Izraela ulega ciągłej przemianie, aż do całkowitej dewastacji.

Dziękuję wydawnictwu Karakter z książkę „Obcy w domu”.