Kamyki Astona – L. Geffenblad

Kamyki AstonaLottę Geffenblad poznaliśmy przy okazji spotkań z autorkami podczas Literackiego Sopotu. Szwedzka pisarka na podstawie swych „Kamyków Astona” stworzyła krótkometrażowy film animowany (dodam, że był wielokrotnie nagradzany). Mieliśmy okazję go obejrzeć podczas spotkania z L. Geffenblad. Jako nieliczni w Polsce mogliśmy poznać drugą część mądrej oraz ciepłej historii o Astonie – w wersji filmowej.

Tytułowy bohater – mały piesek – podczas powrotu do domu znajduje samotny kamień. Postanowia dać mu dom i zabiera go do siebie. Otula go we własną czapeczkę i kładzie w łóżeczku dla lalek. Tak zaczyna się pasja Astona. Kolekcjonuje wszystkie napotkane na swej drodze otoczaki. Od jesieni do lata w domu jest ich zatrzęsienie.

Rodzice postanawiają rozwiązać ten problem organizując wycieczkę na plażę. Kamyki podróżują w futerale, a nad morzem wreszcie nie muszą być samotne, bo podobnych kamieni jest zatrzęsienie. Łatwo sobie wyobrazić radość rodziców. Szybko okazuje się jednak, że futerał nie jest pusty. Aston na kamiennej plaży znajduje samotny patyk…

Lotta Geffenblad w niezwykle ciepły sposób pokazuje jak rozwiązać problem zbieractwa, który dotyka dzieci w pewnym wieku. Książka idealnie nadaje się na długie jesienne wieczory. Przede wszystkim dlatego, że duża jej część utrzymana jest w jesienno-zimowych barwach. Jednak z przepięknych ilustracji emanuje mnóstwo ciepła.

Główny bohater książki jest niezwykle empatycznym i wrażliwym pieskiem. Jego rodzice również potrafią go zrozumieć i wspierać. Nagle podczas czytania tej histoii okazuje się, że opowiada i o nas, i naszych dzieciach. Bo przecież każdy ma w sobie coś z małego zbieracza. Tyle, że Aston robi to nie dla samego posiadania, ale najzwyczajniej w świecie adoptuje kamienie, które napotyka, dając im całą swoją uwagę i miłość.

 „Kamyki Astona” napisane zostały prostym językiem. Każde zdanie ma znaczenie. Pokazano wrażliwość małego pieska, który nawet pod kopcem śniegu potrafi wypatrzyć samotny kamień. I dać mu dom… Dzięki takim obrazkowym książeczkom mały odbiorca może bardziej zrozumieć samego siebie. Czerpać radość ze spokojnej obserwacji świata. Nawet jeśli pozornie wszystko jest szare, mokre i szorstkie. Zarówno opowieść, jak i ilustracje do niej intrygują i zapraszają małych czytelników do wertowania książeczki. Myślę, że można ją czytać już trzylatkom, ale i starsze dzieciaki z chęcią do niej zajrzą – wielokrotnie.

Literacki Sopot – dzieciom

Sobotę i niedzielę spędziliśmy nad morzem. W końcu są wakacje, więc wyjazd do Sopotu jest idealnym celem wypraw. Tyle, że zamiast taplania się w wodzie, dzieci wolały spotkać się z pisarkami szwedzkimi, przebywającymi na Międzynarodowym Festiwalu Literacki Sopot. A maluchy uwielbiają kapiele w morzu…

Najpierw – w sobotę – dzieciaki uczestniczyły w warsztatach „Od glinianej tabliczki do ebooka”, które odbywały się w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Dzieciaki pisały w glinie, ozdabiały inicjały, na wzór średnowiecznych manuskryptów. Bawiły się i jednocześnie uczyły.

Lotta GeffenbladPóźniej udaliśmy się do Muzeum Sopotu, na spotkanie z Lottą Geffenblad, autorką „Kamyków Astona”. Jako pierwsi w Polsce, mieliśmy możliwość poznania drugiego tomu, który istnieje w wersji książkowej oraz animowanej. Zdobyliśmy autograf, a dzieciaki zachwyciły się językiem szwedzkim. Lotta Geffenblad2

Niedziela również była dniem związanym z książką. Zaczęło się od warsztatów „W krainie baśni i bajek”.  Dzieci rozpoznawały postacie, poprawiały historie, wcielały się w Kopciuszka i segregowały ziarna. Na zakończenie pytały, kiedy będą następne spotkania, ponieważ bardzo im się podobało. Szkoda tylko, że fekwencja była niska, choć z naszej perspektywy Warsztatyidealna. Dzięki temu było kameralnie i ciepło. Dzieciaki w nieznanym miejscu czuły się swobodnie. A pani prowadząca potrafiła skupić uwagę uczestników warsztatów. Inna sprawa, że o tej samej porze odbywały się również inne zajęcia dla młodych miłośników książek. Było więc z czego wybierać.

Po południu w Muzeum Sopotu można było przybyć na spotkanie z poetą islandzkimEldjarn Þórarinnem Eldjárnem. Opowiadał o swoich wierszach dla dzieci. Brakowało jedynie wydań książkowych w języku polskim. Niestety, trudno owe wiersze przetłumaczyć, ponieważ poeta posługuje się żartem i grą słów. Do tego dochodzi rym i aliteracja. Skomplikowane zadanie dla tłumacza, choć myślę, że warto się tym zająć.

Warsztaty wydawnictwoRównież wydawnictwa zapraszały na zajęcia dla dzieci. My wybraliśmy się na warsztaty z Åsą Lind, która napisała cykl o „Piaskowym Wilku” oraz Moni Nilsson, autorką książek o „Tsatsikim”. Zajęcia nawiązywały do treści książek. Dzieci wykonywały kapsuły czasu i nietypowy kalendarz, bo zrobiony z… kijka.

Maluchy były bardzo zadowolone z tego, że mogły zobaczyć autorki z bliska. Najbardziej zdumiał je fakt, że można rozmawiać z kimś, używając obcego języka. Ćwiczyliśmy angielski, no i oczywiście – szwedzki. Dzieciom spodobało się liczenie do dziesięciu po szwedzku. Dzięki takim pogawędkom pisarki zapewniły sobie paru fanów więcej… Przybyło nam sporo książek. Wszystkie z autografami. Wkrótce więc pojawi się tu wiele wrażeń z lektury książek dla dzieci. Będzie dominowała literatura szwedzka.

Po południu w Muzeum Sopotu można było przybyć na spotkanie z poetą islandzkim