Popularny autor ze Skandynawii wcale nie musi być twórcą kryminałów. Doskonałym przykładem może być Karl Ove Knausgård i jego głośna już książka „Moja walka”. W podtytule otrzymujemy podpowiedź, że mamy do czynienia z powieścią. Oczywiście dla precyzji należy dodać, że jest to powieść o charakterze autobiograficznym.
Karl Ove Knausgård najpierw nas zwodzi. Daje nam magdalenkę na wzór „Straconego czasu” Marcela Prousta, by zwrócić na siebie uwagę. Jest jak wędkarz, a nawiązania do autora „W stronę Swanna” są niewątpliwie przynętą dla miłośników książek na najwyższym poziomie. Dla równowagi otrzymujemy skojarzenie z Adolfem Hitlerem i jego „Mein Kampf”. Na szczęście bohaterowi opowieści Knausgårda chodzi nie o ideologie, a o życie.
Pisarz w „Mojej walce” opowiada o sobie. Jest tak szczery, że rodzina wytoczyła mu proces. Książka na szczęście pojawiła się w druku, niektórym bohaterom jedynie zmieniono imiona (ale nie nazwiska). A Karl Ove niczego nie zamiata pod dywan, wręcz odwrotnie: na światło dzienne wypływają takie fakty, które każda rodzina wolałaby pomijać, np. alkoholizm ojca autora, czy zamiłowanie do trunków babci.
Często się zdarza, że sięgając po jakąś powieść, zastanawiamy się ile w niej pojawia się elementów autobiograficznych. Tutaj nie musimy się niczego doszukiwać. Knausgård opisuje swoje życie, na dodatek w w skali makro. Drobiazgowo rekonstruuje swoje wspomnienia. Poznajemy na razie mały wycinek, bo otrzymujemy na razie pierwszą z sześciu części owej walki.
Na czym polega niezwykłość tej książki? Przede wszystkim zaskakuje, że choć nie ma w „Mojej walce” jakiejś wciągającej akcji, to czyta się ją rewelacyjnie. Z zapartym tchem śledzimy zmagania bohatera z jego egzystencją. Nawet jeśli nic się nie dzieje, Karl Ove potrafi tak obudować w słowa uczucia czy opisy, że chcemy poznawać tę prozę. A styl Knausg?rda mocno różni się od tego, który znamy z naszego podwórka. W „Mojej walce” brakuje ozdobników, dostajemy tylko esencję. Aż trudno uwierzyć, że opowieść będzie liczyła ponad 3500 stron.
Autor książki pisze dwutorowo. Pierwsza część książki dotyczy dzieciństwa Karla Knausgårda. Brak zrozumienia ze strony strony ojca, pierwsze miłości i imprezy. Najważniejszą postacią jest ojciec. Karl Ove pragnie jego akceptacji, ale jej nie uzyskuje. Mógłby porozmawiać z matką, ale ta wciąż jest nieobecna. Ot, banalna historia chciałoby się powiedzieć, ale wnikliwe analizy i obserwacje autora sprawiają, że powstaje coś odkrywczego.
Z kolei na drugim torze mamy do czynienia z dojrzałym bohaterem, który na wieść o śmierci ojca, przybywa z bratem do domu babki, by zorganizować pogrzeb. Willa dziadków nie jest już taka, jak Karl Ove zapamiętał ją z dzieciństwa. Teraz za sprawą alkoholizmu ojca, niedołężności babki, popadła w ruinę. Jednak przed pogrzebem bracia pragną doprowadzić ją do stanu sprzed lat. Ta część choć dotyczy rzeczy pozornie zwyczajnej, czyli przygotowań do pogrzebu, pozwala narratorowi nie tylko uporządkować własne mieszkanie, ale też uczucia: wobec ojca, brata. Pozwala też przemyśleć swój stosunek do życia i śmierci.
Dla Karla Ove Knausgårda ciało ojca po śmierci stopniowo ulega uprzedmiotowieniu. Już nie jest kimś, kto przez całe życie był apodyktyczny i niedostępny, tylko czymś. Pisze: „Teraz widziałem to, co pozbawione życia. Widziałem, że nie ma różnicy między tym, co kiedyś było moim ojcem, a ojcem, a stołem, na którym leżał, podłogą na której stał stół, gniazdkiem w ścianie pod oknem czy kablem biegnącym do kinkietu. Bo człowiek jest jedynie formą wśród innych form, w których nieustannie wyraża się świat, nie tylko żywych, lecz również martwych, zapisanych na piasku, kamieniu, wodzie” (s. 547). Śmierć staje się czymś zwyczajnym.
Autor książki posiada dar opowiadania o sprawach zwyczajnych, a nawet banalnych. Bo przecież takich historii można przytaczać wiele. Jednak nikt nie potrafi o nich pisać tak jak Karl Ove Knausgård. Nie trzeba się tu dopatrywać sensacji, porównań do Prousta. Wystarczy dać się wciągnąć w ten świat rzeczy i uczuć. Okaże się, że zapomnimy o autobiografizmie, nie będziemy się doszukiwali ekshibicjonizmu u pisarza, a to co tak normalne, czyli życie, wciągnie nas bardziej niż jakakolwiek sensacja czy kryminał.
Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.