Dzieciaki chcą, aby co wieczór im czytać. Jeśli taka czynność ma miejsce systematycznie, przez całe ich życie, wtedy jakiekolwiek odstępstwo od reguły może być niezwykłe. Tak jakby nie dostać obiadu, albo kolacji. Chociaż może niedokładnie. Bo fakt, że maluchy nie zjedzą jakiegoś posiłku zdarza się częściej. Przynajmniej w naszym domu. Jednak nadchodzi taki dzień, kiedy dzieciaki chcą czegoś więcej – bo skoro mama i tata potrafią sami czytać – dlaczego oni nie?
Nauka czytania przychodzi naturalnie, jeśli kilkulatek ma książki wokół siebie. Córka odkąd nauczyła się mówić, co chwilę pytała o literki. Naturalnym więc było, że umiejętność czytania opanowała sama. A co zrobić z niepokornym niespełna pięciolatkiem? Żadnego zainteresowania literkami… Słowo czytane przez rodzica jest w pełni akceptowane. Wieczorny rytuał czytania – rzecz święta, więc skupienie musi być. Co z tymi literkami? Jak zachęcić malucha? W przypadku synka wydawało się to niemożliwe. A jednak…
Najpierw zainteresował się literami ze swego imienia, potem kolejnych członków rodziny. Teraz trafiliśmy na serię książeczek polecaną przez wielu internautów. I się zaczęło…
„Psotny Franek” Agnieszki Frączek jest właśnie taką pozycją, która ma zachęcać do nauki samodzielnego czytania. Książka należy do serii Czytam sobie, czyli trójstopniowego programu wspierającego edukację w samodzielnym składaniu słów. Wydawnictwo postarało się, by w przedsięwzięciu wzięli udział wybitni i znani pisarze.
Wybraliśmy poziom 1, czyli – Składam słowa. Tekst ma zaledwie 150 do 200 słów, ułożonych w krótkie zdania. Zastosowano tylko podstawowe głoski w tekście czytanym, są też ćwiczenia głoskowania. Uważam, że da się napisać tekst bez użycia dwuznaków, ale żeby on był interesujący, jest już nie lada wyzwaniem. Agnieszce Frączek udało się napisać zabawną historyjkę o kruku, który udawał papugę oraz nieźle psocił.
Dla dzieciaków rozpoczynających naukę czytania ważnym będzie fakt, że litery w tekście są w miarę duże – choć mogłyby być odrobinkę większe. Tym, co najbardziej zachęca do czytania, jest nagroda znajdująca się na końcu książki – naklejki i dyplom. A wiadomo, jak ważna może być odpowiednia motywacja. Na ile dziecko zrozumiało tekst można się dowiedzieć, zadając pytania umieszczone wewnątrz okładki.
W „Psotnym Franku” warte podkreślenia są ilustracje Joanny Rusinek. Właśnie takie powinny być obrazki dla początkującego miłośnika słów – bez krzykliwych kolorów, za to zgodne z tekstem, a nawet żartobliwe. Książeczkę przyjemnie się czyta i ogląda. Wysoki poziom szaty graficznej pokazuje, że młody czytelnik potraktowany został poważnie. Najważniejsze jednak, że książka podoba się nie tylko rodzicom…