Jedną z pisarek, którą chciałam poznać dzięki inspiracjom Literackiego Sopotu, była Raluca Nagy. Edycja rumuńska festiwalu pozwoliła mi odkryć kilka nowych nazwisk, a książka „Teo od 16 do 18” miała premierę właśnie w czasie, kiedy odbywała się impreza. Raluca Nagy z zawodu jest antropolożką, ale także pisarką. „Teo od 16 do 18” jest pierwszą powieścią Nagy przełożoną na język polski. Przekładu dokonała Olga Bartosiewicz-NIkolaev.
Historia prowadzi nas przez dzieciństwo po dorosłość tytułowej bohaterki. Poznajemy ją jako kilkulatkę i to ona opowiada nam swoją historię. Na początku jest to naiwna, niedojrzała twórczość. Widzimy jednocześnie, że Teo wyróżnia się spośród swoich rówieśników. Od dziecka ma też wiele problemów zdrowotnych. Dorastająca dziewczyna przeżywa nastoletnie problemy, chce być akceptowana przez rówieśników. Po ukończeniu szkoły średniej wybiera się na studia, a następnie rozpoczyna karierę naukową. Wyjeżdża bowiem często za granicę, dzięki różnym stypendiom.
Żadnego z miast, w jakich mieszka Teo, nie poznamy z nazwy. Narratorka nadaje swoje własne, podobnie dzieje się w przypadku języków. Wszędzie tam, gdzie jedzie Teo, musi poznać mowę autochtonów. Świetnie sobie jednak radzi, choć czytelnik ma wrażenie, że nie nadąży za główną bohaterką. Dziewczyna przeżywa wiele trudnych doświadczeń. Relacje nie zawsze przebiegają tak, jakby chciała. Najtrudniejszy okazuje się moment, kiedy od lekarza otrzymuje diagnozę: rak szyjki macicy. Choroba wywołana przez wirusa HPV zmienia wszystko. Teo przeprogramuje sposób myślenia, zmieniają się również jej relacje. Zagadkowa druga część tytułu, czyli „16” i „18”, odnosi się właśnie do typów wirusa odpowiadającego za rozwój raka.
Teo przypomina współczesnego nomadę. Tyle razy przenosi się z jednego kraju do drugiego, że właściwie może zapomnieć o swoich korzeniach. Istotna staje znajomość języków, a sama bohaterka zmienia opowieść o wieży Babel, ponieważ uczy się kolejnych, by móc się porozumieć z innymi ludźmi. Kwestia relacji jest tu bardzo istotna. Pisarka stawia przed Teo tylu mężczyzn, ilu było apostołów. Choć ani razu w tekście nie pada słowo Bóg, los głównej bohaterki stanowi odniesienie do Jezusa.
W powieści „Teo od 16 do 18” otrzymujemy literacką podróż przez życie młodej kobiety, która próbuje odnaleźć siebie w nie zawsze przyjemnej rzeczywistości. Raluca Nagy nie ułatwia czytelnikom zadania. Nie wiem, ile rzeczy mi umknęło po jednokrotnej lekturze. Myślę, że jeśli uda mi się wrócić do tego tekstu, wyłapię inne symbole, dotrę do kolejnych ukrytych warstw. Już pierwsze strony powieści wprowadzają pewne zaskoczenie. Narratorka i jednocześnie główna bohaterka, mówi do nas w nietypowy sposób. Wraz z upływem czasu zmienia się czcionka. Kolejnym utrudnieniem staje się wspomniany wcześniej język, pełen obcych wtrętów. Na końcu książki dodane zostały najważniejsze tłumaczenia dłuższych wypowiedzi.
Raluca Nagy ma sporo odwagi, gdyż w pewnym sensie reinterpretuje chrześcijaństwo w taki sposób, by w miejscu mężczyzny, postawić kobietę. Teo cierpi, jest odrzucana, samotna: dokładnie tak jak Jezus. Spotyka też w różnych krajach mężczyzn o imionach apostołów. Jednocześnie w powieści nie brakuje ironii, czy humoru również w przedstawianiu spraw związanych z wiarą. Będą też wątki polskie: dotyczących momentu śmierci Jana Pawła II i reakcji Macieja, ukochanego Teo pochodzącego właśnie z naszego kraju. Oczywiście nie chodzi o banalne przestawienie sytuacji, a skłonienie czytelnika do refleksji.
„Teo od 16 do 18” jest powieścią wymagającą od czytelnika. Nie otrzymujemy prostej literackiej drogi, a ogromną ilość tematów, interpretacji czy nawiązań. Język odgrywa tu wielką rolę. Ne zazdroszczę tłumaczce oddawania wszystkich zawartych w tekście gier słownych, absurdu językowego w powiązaniu z humorystycznym znaczeniem. Po przejściu tych wszystkich warstw odsłania się odważna historia, która porusza i skłania do refleksji.