Książka Elizabeth Strout pt. „Mam na imię Lucy” zyskała spore uznanie wśród czytelników i doczekała się wielu pozytywnych recenzji. Teraz polscy odbiorcy mogą sięgnąć po zbiór opowiadań, który nawiązuje do powieści. Zobaczymy w nim bohaterów, z których los przeciął się z egzystencją Lucy Barton, główną postacią z książki. By sięgnąć po „To, co możliwe”, nie trzeba jednak znać „Mam na imię Lucy”.
W tomie opowiadań bohaterowie, którzy wcześniej byli tylko w tle, teraz zostali postawieni na pierwszym miejscu. Otrzymujemy historie ludzi powiązanych w jakimś stopniu z Lucy, ale teraz zobaczymy ich z innej perspektywy. Ważna jest tu przeszłość, ponieważ bohaterowie często ku niej się zwracają, by zobaczyć, które wydarzenia na nich wpłynęły, albo coś zmieniły w ich życiu. Niekiedy są to na pozór drobnostki, ale dla bohaterów stały się czymś niezwykle istotnym.
Elizabeth Strout skupia się na emocjach postaci. Czasami wystarczy mały impuls, by wrócić do tego, co wydarzyło się kiedyś. Kiedy jedna z bohaterek zostaje obrażona przez nastoletnią uczennicę, przypomina sobie dawne krzywdy z trudnego dzieciństwa. Widzimy woźnego, który z racji wykonywanego zawodu czuł się niewidzialny, a jednocześnie obserwował dzieci, dzięki czemu wiedział, które z nich potrzebuje pomocy. Dlatego pozwalał po lekcjach zostawać w szkole Lucy, biednej dziewczynce, by tam odrobiła zadania domowe, czy ogrzała się przy ciepłych kaloryferach. Po latach okazało się, że uczennica została pisarką.
Dzięki spotkaniom i rozmowom można spojrzeć na wiele spraw inaczej. Bohaterowie opowiadań Elisabeth Strout często doświadczają właśnie czegoś takiego. Dochodzi do konfrontacji, wywiązuje się dialog, a wtedy się okazuje, że na to samo wydarzenie patrzą inaczej. Wysłuchanie drugiej osoby, pozwala bohaterom odnaleźć to, co zostało utracone, albo zapomniane. Także uświadamiają sobie, jak widzą ich inni. Powrócą też emocje, które towarzyszyły wydarzeniom sprzed lat.
New York Times Review of Books określił powieść „Mam na imię Lucy” mianem „znakomitej prozy uważnych słów i wibrującej ciszy”. Podobnie rzecz się na w zbiorze opowiadań „To, co możliwe”. Tutaj narracja niemal pulsuje od emocji. Tyle, że często są one niewypowiedziane na głos. Bohaterowie tłumią w sobie uczucia, ale niekiedy dochodzi do wybuchu, a wtedy ból, wściekłość, czy gniew wychodzą na jaw. Skrywanie wszystkich emocji działa tylko przez jakiś czas. Prędzej czy później przelewa się czara goryczy i w tym świecie na pozór poukładanym, zobaczymy cierpienia ludzi, którzy doświadczyli upokorzeń, czy żyli w nędzy.
Pisarka w zbiorze opowiadań zastosowała oszczędną, a jednocześnie subtelną formę. Nie ma tu żadnych zbędnych zdań, ani efektownych ozdobników. Najwięcej dzieje się w duszy ludzkiej, a tego nie można zobaczyć, trzeba poczuć. Elisabeth Strout zabiera nas w podróż po emocjach. Wszystko zamyka w zdaniach, które nieoczekiwanie zmieniają znaczenie, kiedy powiążemy je z ludzką reakcją. Nawet ta sama wypowiedź może zostać inaczej zinterpretowana, w zależności od tego, co czuje odbiorca. Jest to widoczne choćby wtedy, kiedy rozmówcy dyskutują o samotności. Kiedy o niej rozmawiają, uświadamiają sobie, że przecież mają siebie. Zbiór opowiadań dotyka problemów społecznych. Pokazuje, czego dokonali ludzie, którzy różnili się od innych, bo nie pasowali do obowiązującego schematu. Zostali wykluczeni, również przez biedę. Widzimy, że mimo wszystko skorzystali ze swoich możliwości, choćby z tego względu, że znaleźli w sobie dość siły, by przetrwać. Historie zostały świetnie skomponowane, ale kolejnym atutem opowiadań są wiarygodne portrety psychologiczne postaci.
Zapowiada się kolejna ciekawa lektura. Czytałam „Mam na imię Lucy”, więc tym bardziej sięgnę po tę książkę. Pozdrawiam!
Pamiętam, że powieść „Mam na imię Lucy” Elizabeth Strout została książką roku według magazynu „Książki” i myślę, że wszystkich tych, którzy sięgnęli po powieść nie trzeba będzie namawiać do lektury opowiadań tej autorki.
Pozdrawiam serdecznie. 🙂
Powieści „Mam na imię Lucy” nie znam, ale mimo to czuję się zainteresowany opisywanym przez Ciebie zbiorem. Książka kusi mnie przede wszystkim z uwagi na to, że bohaterowie spoglądają w przeszłość i przekonują się, jak pozornie błahe i drobne decyzje mogą w znaczący sposób zmieniać człowieczy żywot.
Bardzo lubię takie historie, które właśnie pokazują spojrzenie z perspektywy czasu i ukazują te detale, które wpłynęły na egzystencję bohatera. 🙂
Brzmi to bardzo ciekawie, może jednak przekonam się do opowiadań?!:)
Sama mam słabość do opowiadań, ale tutaj ważny jest styl Strout. Jeśli komuś odpowiadała powieść „Mam na imię Lucy”, to łatwiej mu będzie się przekonać do tego zbioru.