Brakuje mi książek dla dzieci, które mówiłby o nich, ale również takich, które byłyby osadzone we współczesnym świecie. Chciałabym, żeby były to książki bliskie dzieciom oraz by odwoływały się do znanego im podwórka. Tomasz Jastrun postarał się zapełnić tę lukę pisząc książkę dla dzieci pt. „Antoś i jeszcze ktoś”. Znaczące jest, że już na początku tytułowy bohater i narrator jednocześnie, opowiada, że i dla niego, jak i dla jego rodziców, ulubionymi opowieściami są przygody Mikołajka.
Antoś jest dziesięciolatkiem, który mieszka w mieście, pod czujnym okiem mamy i taty. Pozornie w zwykłej rodzinie nie powinno się dziać nic szczególnego. Jednak za sprawą głównego bohatera, zobaczymy tę rzeczywistość oczyma dziecka. Dzięki Antoniemu codzienność staje się pełna zabawnych przygód.
W każdym zwykłym domu rodzice ze sobą rozmawiają, mają własne poglądy, czasami prowadzące do kłótni. Jak widzą nas dzieci, co z tego rozumieją? Wiele nieporozumień wynika właśnie z tego powodu. Dzieciaki coś słyszą, a następnie przetwarzają na swój sposób. Gdy na lekcji religii padną pytania dotyczące takich terminów jak erekcja, czy orgazm, pani katechetka jest bliska omdlenia. Ratunkiem dla Antosia okaże się rozmowa w cztery oczy z rodzicami. Choć ci ostatni się jej obawiają, na koniec Antoś retorycznie pyta, o co tyle hałasu?
Dorośli widziani oczyma dzieci niekiedy są komiczni. Ojciec Antka nie potrafi nauczyć go grać w tenisa. A na dodatek daje dziecku antylekcję, jak nie należy postępować z rakietą – w czasie gry, z nerwów, po prostu ją łamie. Rodzice kłócą się przy dzieciach o błahostki. Kiedy dochodzą do wniosku, że należy zamknąć w szkole sklepik pełen niezdrowego żywienia, wypłynie na jaw nieprzyjemna dla nich prawda. Za sprawą swych niebywałych umiejętności matematycznych, Antoś udowodni im, że tak naprawdę zmieniać nawyki żywieniowe powinni zacząć od siebie. Wszystkie sceny z życia Antka oczywiście ubrane są w otoczkę żartu i humoru.
Nawet jeśli książkę dla dzieci napisał znany poeta, eseista, prozaik, felietonista miałam obawy, czy uda mu się spojrzeć na świat oczyma dziecka, tak by było to wiarygodne i ciekawe? Myślę, że doskonale udało mu się skrytykować dorosłych. Z perspektywy rodzica czytającego książkę, można dostrzec, że mimo prób, my poważni dorośli często ocieramy się o śmieszność, co innego mówiąc, co innego robiąc. Oprócz tego Jastrun na wzór szwedzkich pisarzy, nie bał się trudnych tematów.
Natomiast dzieci odbierają tę lekturę z puntu widzenia Antosia i świetnie się bawią podczas jej czytania, czy słuchania. Przygody chłopca mogą niekiedy mrozić krew w żyłach, zwłaszcza u nadopiekuńczych rodziców. Przynoszenie do domu broni policyjnej przez kolegę, odpalenie fajerwerków w środku niesylwestrowej nocy, czy zgubienie węża w szkole, te przygody stanowią zaledwie pewien wycinek doświadczeń chłopca. Młodym odbiorcom podoba się, że mogą utożsamiać się z Antosiem. Jego problemy są im bliskie, więc bohater wywołuje u odbiorców pozytywne emocje. W książce nie ma prostego, widocznego na pierwszy rzut oka dydaktyzmu. Jednocześnie widać, że bohaterowi bardzo zależy, by postępować właściwie.
Z książki najbardziej ucieszył się sześciolatek, ponieważ mógł poznać bohatera płci męskiej, na którym mógł się wzorować. Problemy Antosia były jednak bliższe ośmioletniej córce, ponieważ ona, podobnie jak główny bohater, chodzi do szkoły i zna problemy z tego wynikające. Przygody chłopca wywoływały lawiny śmiechu u moich pociech. Bałam się trochę tego, że książka polecana jest od dziewiątego roku życia. A swoją drogą ciekawe, czy przez to, że mowa o polityce, czy seksie? Dzięki lekturze „Antosia” można się świetnie bawić, a to zachęca dzieciaki do czytania.
Za możliwość poznania książki dziękujemy Czarnej Owieczce.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, z jaką starannością wybierasz lektury dla swoich pociech. Jeśli doczekam się swoich potomków to pewnie jeszcze nie raz, nie dwa będę wracać do Twoich wpisów poświęconych literaturze dziecięcej – pod tym względem Twój blog to prawdziwa skarbnica 🙂
Wbrew pozorom, nie jest to łatwe zadanie. Bo choć tytułów jest zatrzęsienie, to kolorowe, ładnie oprawione nie zawsze znaczy – dobre…
Jakiś czas temu też czytałam Antosia. Bardzo się ubawiłam przy lekturze i nie zawsze śmiech wzbudzały dzieciaki z paczki Antosia, o wiele częściej, to dorośli wzbudzali moją euforię. Polecam każdemu, do czytania dziecku i na poprawę humoru 🙂
O tak, najbardziej komiczni w książce są rodzice, ale myślę, że dzieci mniej zwracają na to uwagę. Dla nich ważniejszy jest Antoś 🙂
Chcemy panie Jastrunie kolejną część