„Szczęśliwa ziemia” – Łukasz Orbitowski

Szczęśliwa ziemiaŁukasz Orbitowski znalazł się w trójce kandydatów do „Paszportów Polityki”. Choć nie wygrał, chciałam poznać powieść, dzięki której uzyskał nominację do tej nagrody. Proza tego pisarza zaliczana jest do nurtu fantastyki i grozy. W związku z tym, że tak dużo się mówi o „Szczęśliwej ziemi”, postanowiłam przyjrzeć się najnowszej powieści Łukasza Orbitowskiego. Fakt, że powieść pisana jest w podobnym stylu jak książki Stephena Kinga, jeszcze mogłoby mnie nie przekonać do lektury „Szczęśliwej ziemi”. Za to osadzenie jej w polskich realiach i zwrócenie uwagi na pokolenie współczesnych trzydziestolatków zabrzmiało już niezwykle obiecująco.

Problem z tą powieścią polega na tym, że nie należy zdradzać zbyt wiele z fabuły. Autor opisuje fikcyjne miejsce – Rykusmyku. Jest to małe prowincjonalne miasteczko, które może się szczycić posiadaniem zamku. Wprawdzie są tu głównie ruiny, ale miejsce to szczyci się niechlubną sławą. W Rykusmyku mieszkają główni bohaterowie książki: Sikorka, Blekota, DJ Krzywda, Trombek i Sedes. Młodzi chłopcy wspólnie dojrzewają, mają marzenia. Żyją w cieniu zamku i właśnie on wpłynie na ich przyszłe życie.

Kiedy bohaterowie zdecydują się na zejście do podziemi zamku, wydarzy się coś, co całkowicie zmieni ich życie. Od tego momentu rozpoczyna się ich dorosłość.Trójka z bohaterów postanawia opuścić Rykusmyku. Każdy z nich ma jakiś cel w życiu. W miasteczku pozostaje tylko Szymek-Sedes. Ostatni z bohaterów słyszy w głowie „skrzek”, który go czyni bezradnym wobec życia. Nie jest w stanie niczego zrobić.

Młodzi mężczyźni, którzy wyjechali, również posiadają pewien defekt. Mają swoje pragnienia, ale realizują je na opak. Chcą miłości, bogactwa, sukcesu. Nawet, gdy dochodzą do wymarzonego celu, nie potrafią go utrzymać. Nie mają dość siły, by to, co zdobyli pielęgnować. Pokolenie trzydziestolatków opisywanych przez Łukasza Orbitowskiego skazane jest na zmarnowanie. Za szybko chcą osiągnąć coś, co nie jest realne. Patrzą na wysokie góry, a nie potrafią zdobyć małych pagórków. Nie potrafią cieszyć się z małych sukcesów. Stąd się bierze ich niechęć do wszystkiego i brak siły na zmienianie swojego życia.

W książce świat realny przeplata się z magicznym. Fantastyka jest jednak komentarzem do tego, co rzeczywiste. W podziemiach zamku mieszka tajemnicze zwierzę, które potrafi spełniać marzenia. Mamy do czynienia z archetypicznym kultem byka, który domaga się ofiar. Może pomóc, jednak żąda wysokiej ceny. Młodzi chłopcy przechodzą w ruinach zamku pewną inicjację. Po latach Bartek, Staszek i Karol wrócą  do Rykusmyku. Mają zamiar  zmierzyć się z przeszłością i spróbować cofnąć czas. Jednak Orbitowski nie daje nam jednoznacznych odpowiedzi. Trudno określić jak to, co się wydarzyło w podziemiach zamku, wpłynęło na bohaterów. Widzimy jedynie ich nieudolność życiową.

Autor powieści każe czytelnikowi zastanowić się nad ludzką egzystencją. Podczas lektury „Szczęśliwej ziemi” zadawałam sobie pytanie, na ile jesteśmy w stanie wpłynąć na swój los? Może to nasza postawa nie pozwala nam sięgać wyżej, choć w młodości stawialiśmy sobie poprzeczkę na zupełnie innym poziomie? A z drugiej strony, czy człowiek potrafiłby udźwignąć nadmiar szczęścia? Czy zauważyłby, ile go posiada i docenił? Patrząc przez pryzmat własnego egoizmu bohaterom tej powieści udaje się jedynie upaść, a rzeczywistość stanie się dla nich grozą.

Przyznam, że „Szczęśliwa ziemia” nie jest łatwą lekturą, która ma jedynie przestraszyć. Niektórzy traktują grozę jako element rozrywki. Orbitowski udowadnia, że można przeplatając elementy fantastyki i realizmu, dać czytelnikowi powieść o ludzkiej egzystencji. Przerażać może to, że jest to książka o nas samych. Zależy tylko, jak wybraliśmy między „mieć” a „być”.

Dziękuję za powieść Wydawnictwu SQN.

  1. Ha, ta książka ciągłe za mną chodzi! Nie daje mi nawet minuty wytchnienia 🙂 Ciekaw jestem bardzo twórczości Pana Orbitowskiego, bowiem nie dane było mi jej jeszcze poznać. Zaczęło się od „Świętego Wrocławia”, który mnie niezmiernie zaciekawił za sprawą pewnej recenzji, a zaraz potem przyszła właśnie „Szczęśliwą ziemię”, która zdaje się mnie nie opuszczać. Gdziekolwiek się nie ruszę, co rusz na nią trafiam – chyba będę musiał ją przeczytać 🙂

  2. Orbitowskiego też mam ochotę poznać. I prawdę powiedziawszy – gdyby nie Paszporty nawet bym może o nim nie wiedziała.
    A wiesz – czytając recenzję książka skojarzyła mi się z „Ciemno, prawie noc” Bator.

  3. Pingback: „Horror Show” Łukasz Orbitowski | Czytam, bo chcę i już

  4. Pingback: Literacki Sopot dla dzieci i dorosłych | Czytam, bo chcę i już

  5. Pingback: „Inna dusza” – Łukasz Orbitowski | Czytam, bo chcę i już

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *