Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny – A. M. Goławska, G. Lindenberg

Toskania i UmbriaWłaśnie rozpoczęły się wakacje. Jednak dla niektórych jedyną możliwością, by poznawać wymarzone miejsca jest literatura. Często też, kiedy już uda się nam gdzieś pojechać, chcielibyśmy wszystko wiedzieć, żeby przypadkiem na miejscu nie spotkały nas jakieś niemiłe niespodzianki. Książka – „Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny” Anny Marii Goławskiej i Grzegorza Lindenberga jest właśnie taką lekturą, która staje się niezbędna, gdy chcemy bliżej poznać ten region Włoch, nawet jeśli nie planujemy w tej chwili się tam wybierać.

Po pierwsze nie lubię książek, gdzie autor opisuje jak to wyprowadził się z wielkiego miasta na południe Francji, czy właśnie do Włoch i opisuje swoje przeżycia, integrację z miejscowymi. Nie jestem w stanie zbyt wiele zapamiętać z takich książek – zlewają mi się miejsca, autorzy, tytuły. Zostaje jakaś niestrawna papka w glowie.

Jednak ten przewodnik to coś innego. Po pierwsze Toskania i Umbria kojarzą mi się z dziełami wielkich malarzy. Dopiero jednak opowieści Anny Marii Golawskiej pokazują, że niemal w każdej miejscowości można spotkać wybitne dzieła sztuki. Tak, jakby renesans nigdy się nie skończył, a my cofnęlibyśmy się w czasie o kilka ładnych wieków. A ja wreszcie poukładałam sobie artystów na mapie Włoch i we własnej głowie.

Uwielbiam architekturę średniowiecza i renesansu. Mam takie małe marzenie, żeby kiedyś zobaczyć Florencję. A tu proszę – niespodzianka. Autorzy uświadomili mi, że zachwyt tym miejscem należy dawkować  sobie w małych porcjach, żeby się nie zawieść. Przestrzegają naiwnych przed drobnymi oszustami, tłokiem, zachęcają, by szukać mniej zadeptanych – a równie ciekawych miejsc.

Autorów inspiruje „Barbarzyńca w ogrodzie” Zbigniewa Herberta, dlatego nie znajdziemy w tym przewodniku opisów hoteli, z największą liczbą gwiazdek i o najlepszym standardzie, za to mowa będzie o zaspakajaniu zmysłu wzroku. Liczył się będzie klimat, nawet jeśli w noclegowniach po kątach zalegają pajęczyny, wystarczy, że rano gospodarz uraczy gości domowym jadłem własnej produkcji – to chwyta za serce i rekompensuje w ten sposób wszystkie niewygody.

Okazuje się, że w dobie globalizacji nadal można szukać miejsc nie całkiem skażonych przez współczesną cywilizację. Gdzie nadal hoduje się świnki, uprawia winorośle, jak kilkanaście wieków wcześniej, a ludzie cieszą się z tego, co daje im łaskawa natura. Aż się nie chce wierzyć, że może istnieć gdzieś tam XXI wiek, ponieważ w starych murach wszystko wygląda jak przed laty.

Dzięki Annie Marii Goławskiej i Grzegorzowi Lindenbergowi, świat Toskanii oraz Umbrii staje się nam bliższy. Łatwiej początkującemu podróżnemu będzie zorientować się w zasadach panujących w tamtym regionie, bo jednak co kraj to obyczaj. Nawet otrzymamy krótką lekcję wymowy po włosku, tak by zrozumieć Toskańczyków. Pokażą nam, jak się orientować w wyborze noclegów, albo gdzie jadać. W końcu kuchnia włoska według niektórych należy do jednych z najsmaczniejszych na świecie. Opowiedzą nam też, jakie trunki wybierać.

Najistotniejszą jednak częścią tej książki są opisy miejsc i dóbr kultury. Dobrze, by czytelnik orientował się nieco w sztuce, ponieważ autorzy na jednej stronie potrafią wychwalać kilka dzieł, a nie zawsze są one pokazane na ilustracjach. Gdy nie byłam pewna, podglądałam obrazy w wyszukiwarce google, więc mogłam zobaczyć je wszystkie. Choć w rzeczywistym świecie, wrażenie jest bardziej niesamowite.

Przewodnik posiada sporą ilość zdjęć. Na fotografiach są przedstawione najważniejsze zabytki, ale by oddać klimat miejsca – a nie pokazać jego wersję znaną z widokówek. Dzięki temu czujemy się trochę tak, jak byśmy tam byli. Sporym plusem tej książki jest to, że autorzy nie podają suchych informacji. Dodają też opowieści z własnych doświadczeń, czy zabawnych sytuacji, które przeżyli w Toskanii oraz Umbrii. Dlatego przewodnik czyta się raczej jak ciekawą powieść – a nie nudnawy leksykon. Można przy okazji pozazdrościć miejscowym kotom, że mają beztroskie życie w tak cudownych miejscach. Bo i o tych czworonogach autorzy nie zapomnieli wspomnieć. Jakby czytelnikowi było mało, może jeszcze prześledzić podane na końcu przewodnika strony internetowe oraz pogłębiać wiedzę na temat tego cudownego rejonu Włoch. Poczułam się jakbym była tam na wakacjach.

Dziękuję za książkę Wydawnictwu Zysk i S-ka.

  1. Bardzo chciałabym tę książkę przeczytać :). To są moje klimaty. Mam nadzieję, że gdzieś ją znajdę w przyzwoitej cenie. No i mam też nadzieję na do zobaczenia w Sopocie. Aha, nie wyglądam, niestety, jak Audrey :(. pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *