Życie jest podróżą. Niektórzy traktują to zdanie dosłownie. Kochają przenosić się z miejsca na miejsce, odwiedzać znane i nieznane zakątki świata. Dlaczego tak ich pociąga przebywanie w podróży? Na to pytanie być może odpowiedź zna Paulina Paprocka, autorka debiutanckiej książki „Tysiąc mil samotności”. Zobaczymy w niej niezwykłą mozaikę miejsc. Zmieniają się one w niesamowicie barwny sposób, gdyż Paulina Paprocka nie opisuje jednej podróży, a wszystkie te, które miały dla niej znaczenie.
Nie wiesz dokąd się udać? Z książką „Tysiąc mil samotności” zobaczysz tak wiele miejsc, że z pewnością znajdzie się chociaż jedno, które Cię zainspiruje. Paulina Paprocka widziała sporo ciekawych zakątków tego świata. Nie interesuje jej jednak podróżowanie z przewodnikiem, w grupie wycieczkowiczów. Nie dla niej odhaczanie kolejnych obowiązkowych pozycji z listy. Nie znajdziemy jej w najbardziej popularnych miejscówkach. Dlaczego? Ponieważ nie tym jest dla niej podróżowanie. Co zatem widzimy w książce?
Autorka zapisuje w „Tysiącu mil samotności” miejsca, ale przede wszystkim skupia się na swoim tu i teraz. Chce odczuwać całą sobą widoki, miejsca. Spotyka na swojej drodze ludzi, z którymi widzi się niekiedy tylko raz, ale za każdym razem towarzyszą temu jakieś emocje. Nawet kiedy taka podróż jest krótka, bohaterka i narratorka opowieści stara się obserwować otaczającą ją rzeczywistość i jednocześnie zagląda do swego wewnętrznego świata. Szuka balansu między tym co wewnątrz i co na zewnątrz. Pozwala sobie na wolność bycia sobą.
Kiedy ostatnio byłam ciekawa świata? Bohaterka „Tysiąca mil samotności” jest nim cały czas zaintrygowana. „Chwyta dzień” najlepiej jak potrafi, z zachwytem przygląda się nawet drobnostkom i cały czas poszukuje prostych uroków codzienności. Nie potrzebuje drogiego hotelu, z wspaniałymi luksusowymi atrakcjami w cenie, choć z pewnych względów i takie wyjazdy się zdarzają. Wystarczy tani bilet lotniczy, plecak i dobre buty. Co innego daje pielgrzymowanie w Hiszpanii szlakiem św. Jakuba, czym innym będzie wyjazd w ferie z córką, a jeszcze inne doznania zapewni wyprawa vanem do Chorwacji.
Paulina Paprocka nie daje czytelnikowi przewodnika turystycznego po odbytych podróżach, a spis swoich wrażeń i odczuć z drogi. Bywa zabawnie, czasem poważnie, niekiedy sentymentalnie. Autorka skupia się na tym, co okazało się istotnie dla niej samej. Mamy więc do czynienia z podróżą subiektywną, w której to, co widzimy, zależy od stanu emocjonalnego narratorki. Jeśli ma ochotę poznawać ludzi, poddaje się temu, ale niekiedy podróż pozwala jej zajrzeć w siebie, a wtedy tak bardzo nie skupia się na obserwacjach, a na drodze.
W czasie podróży „Tysiąc mil samotności” Paulina Paprocka odkrywa również smaki tego świata. Zagląda do włoskiej czy gruzińskiej kuchni, popija lokalne trunki, a czytelnikowi w miarę czytania rośnie apetyt. Oczywiście jedzenie nie jest tu na pierwszym miejscu, ponieważ autorka na pierwszym miejscu stawia samą podróż, dla niej jest w stanie odżywiać się zupkami instant, liczy się dla niej bycie gotową na kolejną wyprawę.
Autorka zabiera nas w swoje podróże od 1993 roku przez kolejne trzydzieści lat. Choć napisałam, że ważne są przeżycia wewnętrzne Pauliny Paprockiej, to prócz tego nie zabraknie ciekawych spostrzeżeń na temat ludzi, których zabiera ze sobą i których spotyka na swojej drodze. Tytuł budzi skojarzenia z książką Juliusza Verne’a „20 000 mil podmorskiej żeglugi”. W dzieciństwie kochałam takie opowieści. Za sprawą książki Pauliny Paprockiej miałam do czynienia z inną przygodą, współczesną i realną, napisaną z wrażliwością i otwartością na człowieka napotykanego na drodze.