„W dobrych rękach” – Yael van der Wouden

W dobrych rękach, Yael van der WoudenMyślałam, że nie zdążę się podzielić wrażeniami z jedną z ostatnich książek, jakie przeczytałam w tym roku, ale się udało. Zależało mi na tym, by opowiedzieć o jednej z ciekawszych powieści wydanych w tym roku, a „W dobrych rękach” Yael van der Wouden właśnie taką jest. Mamy do czynienia z debiutem urodzonej w Tel Awiwie holenderskiej pisarki. Warto zaznaczyć, że powieść została dostrzeżona i doceniona przez krytyków. Znalazła się na w finale Nagrody Bookera, ponadto van der Wouden otrzymała za nią Women’s Prize for fiction 2025.

„W dobrych rękach” Yael van der Wouden zaczyna się w taki sposób, że skojarzyła mi się z najbardziej nudną popołudniową niedzielą z czasów dzieciństwa, jaką można sobie wyobrazić. Taką w deszczowy dzień, kiedy niewiele można było zrobić, by zapełnić czas wolny. Isabel, mieszkanka domu położonego gdzieś na holenderskiej prowincji, zdaje się być równie nudna. Jest 1961 rok, a młoda kobieta właściwie nic innego nie robi, jak strzeże porządku i tego, by wszystko w domu znajdowało się na swoim miejscu. Odkąd zmarła matka, to Isabel dba o to miejsce.

Pewnego dnia wszystko staje na głowie, gdyż jeden z braci Isabel zaprasza do domu swoją dziewczynę, a sam udaje się za granicę. Sztywna i strzeżąca zasad kobieta znajdzie się na skraju załamania, gdy w jej domu zamieszka ktoś, kto nie należy do rodziny, kto ma inne zasady i przyzwyczajenia, niż ona. Henrik i Louis w pewnym sensie wyrwali się z tego miejsca. Dom należy wprawdzie do najstarszego z braci i to dziewczyna Louisa wprowadza się tu na pewien czas, a Isabel nie ma w tej kwestii za wiele do powiedzenia.

Obie kobiety są diametralnie różne. Zastanawiamy się, jaka za chwilę nastąpi katastrofa, gdyż Eva w żaden sposób nie próbuje się podporządkować zasadom, jakie przestrzega siostra jej ukochanego. Obie jednak połączy coś, czego spodziewały się po sobie najmniej, a mianowicie zapałają do siebie uczuciem. Zaczyna się niewinnie, aż nagle pojawia się namiętność i uczucie między kobietami. Jakie będą tego konsekwencje? Czy zasadnicza Isabel zmieni się pod wpływem Evy, czy ich związek będzie miał jakiekolwiek szanse?

Wkrótce okazuje się, że Eva wcale nie jest kimś przypadkowym. Z historii, którą można odczytywać jako romans między dwiema kobietami, odkrywamy kolejny poziom tej historii. „W dobrych rękach” porusza bowiem problem zbiorowej pamięci. Bohaterowie, ich rodziny, a nawet całe otoczenie starało się wymazać niewygodne fakty ze swojej historii. Ukochany dom Isabel, nawet przedmioty codziennego użytku skrywają niewygodną przeszłość. Mienie pożydowskie zmieniło swoich właścicieli, by po wojnie nie wrócić już w ręce dawnych posiadaczy, czy ich potomków. Powieść można czytać jako rozliczenie z niewygodną przeszłością. Widzimy, jak w Holandii, kilkanaście lat po zakończeniu wojny, wielu ludzi żyje w kłamstwie. Wytłumaczyli sobie i usprawiedliwili się za to, co zrobili osobom pochodzenia żydowskiego. Następne pokolenia nie miały nigdy się dowiedzieć. Najlepiej by nie zadawały zbyt wielu pytań i przyjmowały wszystko bez zastanowienia.

Główna bohaterka powiela zachowanie swojej matki. Jest surowa, zamknięta emocjonalnie, a z drugiej strony w jej głowie rodzi się mnóstwo pytań, na które nie otrzymała do tej pory odpowiedzi. Choć na początku nie da się lubić Isabel, to domyślamy się, że jej zachowanie z czegoś wynika. Podczas lektury książki dostrzegamy, jak między dwiema bohaterkami rośnie napięcie, jednocześnie atmosfera gęstnieje, a w naszych głowach rodzi się wiele pytań. Jakie tajemnice skrywa dom, a jakie Eva? Yael van der Wouden zaskakuje czytelników i w taki sposób zbudowała tę opowieść, by skłonić nas do refleksji. Na początku nic się nie dzieje, oglądamy niesympatyczną, sztywną bohaterkę, by za chwilę się przekonać, że nie zabraknie zaskakujących wydarzeń, ale również emocji. Poznajemy opowieść o tym, jak obciąża nas przeszłość, ale pojawia się też nuta nadziei. Akcja powieści rozgrywa się ponad pół wieku temu. Główna postać wydaje się osobą z poprzedniej epoki, nawet dom staje się niemal żywą postacią, która zatrzymała czas przedwojenny. Kiedy pojawia się Eva, sytuacja zmienia się radykalnie, odkrywamy stopniowo przeszłość tego miejsca i to, co połączy i podzieli dwie tak różne osoby i światy.

PS Powieść na język polski przełożył Justyn Hunia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *