„Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci” – Laura Cumming

Grom z jasnego nieba, Laura CummingNie jestem znawczynią malarstwa, choć mój zmysł wzroku lubi skupić się na dziełach wybitnych artystów. Nawet jeśli nie wiem za wiele o danym obrazie, to przecież historie wielu artystów bywają niezwykle fascynujące i nierzadko poznajemy je na kartach książek fikcyjnych czy opartych na faktach. Są również opowieści inspirowane samymi obrazami, wystarczy przypomnieć sobie choćby książkę „444” Macieja Siembiedy. Parę lat temu fascynowaliśmy się powieścią „Szczygieł” Donny Tartt. Mowa w niej była o obrazie Carela Fabritiusa. Temu właśnie artyście wiele miejsca poświęci w swojej książce „Grom z jasnego nieba” Laura Cumming. Czytaj dalej

„W dobrych rękach” – Yael van der Wouden

W dobrych rękach, Yael van der WoudenMyślałam, że nie zdążę się podzielić wrażeniami z jedną z ostatnich książek, jakie przeczytałam w tym roku, ale się udało. Zależało mi na tym, by opowiedzieć o jednej z ciekawszych powieści wydanych w tym roku, a „W dobrych rękach” Yael van der Wouden właśnie taką jest. Mamy do czynienia z debiutem urodzonej w Tel Awiwie holenderskiej pisarki. Warto zaznaczyć, że powieść została dostrzeżona i doceniona przez krytyków. Znalazła się na w finale Nagrody Bookera, ponadto van der Wouden otrzymała za nią Women’s Prize for fiction 2025. Czytaj dalej

„Amerykańska księżniczka” – Annejet van der Zijl

Amerykańska księżniczka, Annejet van der Zijl„Prawdziwa historia Kopciuszka”. Taki podtytuł nosi książka Annejt van der Zijl. Opowieści tego typu wkładamy zwykle między baśnie. Nic dziwnego, bo w prawdziwym świecie nie mają szans na zaistnienie. Bohaterka książki, którą właśnie przeczytałam, również nie do końca wpisuje się w ten schemat. Można powiedzieć, że momentami jest jego zaprzeczeniem. Podczas lektury zastanawiamy się czasami, kto tak naprawdę jest tu księciem, a kto księżniczką. Czytaj dalej

„Jednoroczna wdowa” – John Irving

Jednoroczna wdowa, John IrvingCzęsto zastanawiam się, czy przeczytana przeze mnie książka przetrwa próbę czasu. Chodzi mi również o to, jak odbierałam powieść jako dorastający czytelnik i teraz, po kilkunastu latach. Moja przygoda z książkami Johna Irvinga trwa już niemal dwie dekady. Tytuły takie jak „Świat według Garpa”, „Regulamin tłoczni win”, czy „Modlitwa za Owena” wprowadziły mnie w nowe rejony, gdzie wątki tragiczne i komediowe mają wspólny cel – zainteresować czytelnika opowiedzianą historią. Oprócz tego Irving pokazał mi zupełnie nieznaną mi Amerykę, a dokładniej przemiany społeczne, jakie w niej zachodziły w kolejnych dekadach po II wojnie światowej. Czytaj dalej

Recenzja książki: „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie” – Beata Chomątowska

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w BredzieDwa takie zeszyty jeszcze leżą w domu. Przechował je mąż. Teraz służą jako eksponaty, które wprowadzają dzieciaki w realia PRL-u. Oczywiście, młodzi nie wyobrażają sobie innego świata niż ten z komputerami, smartfonami. Poprzednia epoka kojarzy im się ewentualnie ze śmiesznymi komediami. Mojemu pokoleniu na widok tego typu zeszytów, może nagle zechcieć się wspominać „dawne, dobre, czasy”…

Beata Chomątowska napisała wcześniej książkę z gatunku: literatura faktu. W ubiegłym roku recenzenci zachwycali się jej „Stacją Muranów”. Sama miałam okazję spotkać autorkę podczas Literackiego Sopotu. Wywołała na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Świetnie i w ciekawy sposób potrafiła opowiadać o swojej książce. Tym bardziej po rozmowie o Muranowie, nie mogłam się doczekać historii o nieco innym charakterze.

Bohaterka książki „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie” wyjeżdża wraz ze swym chłopakiem: R. do Holandii. Z jednej strony chcą zarobić na Zachodzie konkretne pieniądze, a z drugiej poznać na czym polega prawdziwa wolność. Wyruszają do kraju, który kojarzy im się właśnie z takimi atrybutami. Są pewni, że nie będzie żadnych ograniczeń. Kwintesencja raju na ziemskim padole. Kontrast dla Polski, która dopiero zaczyna się podnosić po tym, jak upadł komunizm. Beata i R. ruszają do niby bliskiej Holandii, do której dziś można się dostać w kilka chwil, ale wtedy nie było ich stać na samolot, więc wybierają się w drogę – autostopem. Jak w „Podróży za jeden uśmiech”. Bez przygód się nie obyło.

Beata Chomątowska pokazuje w powieści różnice jakie zaistniały między bohaterami, a Holendrami. Młodzi gastarbeiterzy spodziewali się całkowitej swobody, luzu, a przywitał ich chłód mieszkańców Bredy. Nastąpiło zderzenie kultur, bo choć Polska i Holandia nie są tak daleko od siebie położone pod względem geograficznym, ale pod względem kulturowym oba kraje znalazły się na przeciwległych biegunach.

Główna bohaterka obserwuje rdzennych mieszkańców Bredy oraz emigrantów, którzy tam przybyli. Polacy, opisywani przez Beatę, nie są czyści jak łza. Obraz emigrantów może przygnębiać, bo ostatecznie nie można na nich polegać. Młodzi ludzie przyjeżdżający do Holandii mają różne cele – od matrymonialnych zaczynając, po zarobkowe, czy choćby takie, by skosztować przyjemności oferowanych przez coffee shopy.

Beata, podczas swego pobytu w Bredzie przechodzi pewną transformację. Staje się dojrzalsza i bardziej odpowiedzialna. Obserwując Polaków-emigrantów i Holendrów, stara się analizować ich postawy, zgłębiać je i wyciągać wnioski. Okazuje się, że ci zamknięci w sobie ludzie żyjący „pod niskim niebem”, będą potrafili zaprzyjaźnić z przybyszami ze Wschodu. Nie robią tego jednak na hurra, tylko z właściwym dla siebie dystansem, powoli otwierają na obcych. Dzięki temu Beata może poznać i zrozumieć tych ludzi.

Kolejną sprawą, która zaskoczy główną bohaterkę, będzie sposób studiowania. W Bredzie nie spotka się z metodami, które są jej znane z Polski. Nie wolno się spóźniać, trzeba się trzymać powszechnie znanych zasad. Żadnego kombinowania, bo inaczej nie ma szans, by udało się zaliczyć semestr. Trzeba poradzić sobie z obcym językiem i nauczyć się mówić – tego się wymaga od studentów, by dyskutowali, a nie słuchali jedynie wykładów. Tego nie ma w Holandii.

Beata Chomątowska rewelacyjnie naszkicowała portret swego pokolenia u progu dorosłości. Zderzając z sobą dwie kultury polską i holenderską, uzmysłowiła nam, że w latach dziewięćdziesiątych wciąż tkwiliśmy w cieniu komunizmu ze swoimi kompleksami i stereotypami. Holandia nie dla wszystkich okazała się ziemią obiecaną. Największa bariera tkwiła w mentalności samych bohaterów. Beata wydaje się być alter-ego autorki. Ciekawy zabieg, który powoduje, że czujemy się nieco zdezorientowani, bo niekiedy wydaje się, że czytamy reportaż, by za chwilę uświadomić sobie, że mamy do czynienia z powieścią.

„Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie” jest opowieścią o poszukiwaniu własnej drogi w życiu, bez zbędnego sentymentalizmu ale z olbrzymim poczuciem humoru. Beata Chomątowska pisze w sposób ironiczny, a jednocześnie niezwykle ciepło. Opisywani przez nią bohaterowie, mimo licznych przywar, wzbudzają w czytelniku pozytywne uczucia. Pisarka pokazuje nam świat, który wcale nie musi być tak szary, jak nam się pozornie wydaje. Wszystko dzięki ludziom i relacjom miedzy nimi panującym. Autorka daje nam sygnał, że warto przyglądać się światu i obserwować go z uwagą.

Dziękuję za książkę Wydawnictwu Czarne.