Czytałam jakiś czas temu książki podróżnicze Wojciecha Cejrowskiego, teraz kolej na „Blondynkę w dżungli” Beaty Pawlikowskiej.
W sumie trudno nawet nazwać tę pozycję książką. Ledwo ponad sto stron, jeszcze pisane tak, że łatwo ją pochłonąć w kilka chwil. Autorka rusza do puszczy amazońskiej, porusza się po niej w sposób mało nowoczesny, bo pieszo lub czółnem. Trudno nie pokusić się do porównań z Cejrowskim, jednak książka pisana jest w zupełnie innym stylu innym językiem. To co będzie razić u WC kowboja, tu opisane zostało w zupełnie inny sposób. Łatwo się czyta, trudniej samemu rzucić wszystko i ruszyć śladem autorki, zwłaszcza jeśli się już wie z czym to jest związane.
Nie można powiedzieć, że Pawlikowska oddała nam kompedium wiedzy o Amazonii. Jest to jedynie poruszenie tematu, opis własnych wrażeń z wizyty w świecie bez dóbr kultury zachodu. Podróżniczka opowiada o trudach życia w puszczy, ale jednocześnie zachwyca się wspaniałością świata, gdzie natura jest na pierwszym miejscu, a cywilizacja, to jakaś większa wioska na drugim krańcu dżungli.
Pingback: Z Blondynką na Tasmanii… | Czytam, bo chcę i już