Książka Sylwii Góry pt. „W stronę Anny” została wydana została już jakiś czas temu, ale sięgnęłam po tę biografię dopiero teraz. Autorka, kulturoznawczyni i literaturoznawczyni, pisała wcześniej o kobietach wykluczonych, buntowniczkach, reformatorkach, ale również osobach mniej znanych w powszechnym odbiorze. Czy Anna Iwaszkiewicz również zalicza się do tej grupy? Wydaje się, że nie; w końcu była żoną wybitnego pisarza. A jeśli gwiazda męża przysłoniła ją zupełnie? Sylwia Góra postanowiła odkryć jak najwięcej o Annie Iwaszkiewicz, a nie osadzać jej zaledwie w roli żony Jarosława.
Już na początku autorka biografii tłumaczy nam, że „W stronę Anny” nie otrzymamy tradycyjnej formy, do jakiej przyzwyczailiśmy się sięgając po tego typu książki czyli takiej, w której chronologicznie ułożone zostały wydarzenia z życia opisywanej osoby. Tu nie znajdziemy linearnej opowieści, a tematy poruszające różne kwestie związane z Anną Iwaszkiewicz. Oczywiście w roli żony Jarosława także ją zobaczymy, choć nie będzie to dominujący i jedyny jej obraz.
Urodziła się jako Hanna Lilpop w 1897 roku, ale jej życie od początku było trudne. Trudno sobie wyobrazić jaki wpływ na psychikę dziewczynki miała decyzja matki, Jadwigi, która porzuciła dwuletnią wówczas córkę dla miłości do pianisty Józefa Śliwińskiego. Dzisiaj w takiej sytuacji sąd decyduje, z kim zostaje dziecko. Wtedy było to równoznaczne z tym, że malutka Hania zostaje z ojcem. Wilhelm Lilpop zmagał się z głęboką depresją, a potem odebrał sobie życie. Sylwia Góra przygląda się wnikliwie chorobie psychicznej Anny, docierając nawet do jej karty szpitalnej z Tworek z 1935 roku i konsultując zapiski medyczne z ekspertem w dziedzinie psychiatrii.
Ciotka Aniela, siostra Wilhelma Lilpopa, która wychowywała małą Hannę pisała do Jadwigi w liście, że dziewczynka uda się z matką na nauki do Warszawy. Tak się jednak nigdy nie stało. Hanna otrzyma tylko domową edukację, ale przypuszczalnie przyczyniła się do tego krucha psychika dziewczynki. Już jako trzynastolatka wykazywała objawy choroby psychicznej. Sytuacja się powtórzy w 1935 roku, kiedy będzie już Anną Iwaszkiewicz. Mąż będzie ubolewał nad tym, że jego żona nie otrzymała klasycznego wykształcenia, gdyż kobieta nigdy nie będzie miała dość wiary w siebie, by uwierzyć we własne możliwości. Anna sama odbierze sobie możliwość zastania pisarką czy nawet tłumaczką. W młodości zetknie się z najwybitniejszymi twórcami, powieli też wybór matki, która związała się z artystą. Nigdy nie zdecyduje się na to, by pisać. Natomiast kwestia choroby psychicznej będzie stanowiła temat tabu.
Tytuł „W stronę Anny” jest czytelnym nawiązaniem do lektury formacyjnej bohaterki, czyli prozy Marcela Prousta oraz do eseju Pawła Hertza „W stronę Hani”. Anna Iwaszkiewicz świetnie znała języki obce, podejmowała próby tłumaczenia Prousta, ale odrzuciła propozycję przełożenia „W stronę Swanna”. Dlaczego możemy wierzyć, że posiadała talent pisarski? Sylwia Góra przywołuje fragmenty zapisków z dzienników Anny, z których wyłania się pewien obraz świetnego warsztatu, ale również jak głębokie były jej przemyślenia. Widzimy też rozwój literacki oraz osobowościowy od nieco egzaltowanej romantyczki po dojrzałą osobę.
Sylwia Góra w biografii „W stronę Anny” zwraca naszą uwagę na pewną nieuchwytność. Anna Iwaszkiewicz wymyka się opisom. Ile osób o niej mówi, tyle może być różnych opinii. Można by zobaczyć w niej antysemitkę, niektórzy uznawali ją za dewotkę, itp., a zaraz dowiadujemy się chociażby, że z narażeniem życia angażowała się w pomoc Żydom w czasie II wojny światowej (za co pośmiertnie otrzymała medal Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata).
Autorka biografii podejmuje próbę zbliżenia się do tego najwierniejszego obrazu Anny Iwaszkiewicz, podkreślając jednocześnie, jakie to dzisiaj jest trudne, nawet mimo licznych źródeł do których udało się dotrzeć autorce. Czytając „W stronę Anny” dostrzeżemy samotność bohaterki książki, widzimy jej życie na uboczu, brak zrozumienia ze strony bliskich. Teraz jednak postawiona została w centrum uwagi. Może jej samej by się nie podobała taka sytuacja, ale odbiorcy pozwala to na odkrycie niezwykłej postaci oraz skłania do refleksji nie tylko nad losem Anny Iwaszkiewicz, ale również nad sytuacją kobiet żyjących w tamtych czasach.