„Wyspa Łza” – Joanna Bator

Wyspa Łza, Joanna BatorOdkąd Joanna Bator otrzymała Literacką Nagrodę Nike, bardzo chciałam sięgnąć po książki jej autorstwa. Niezbyt często zdarza się przecież, że pisarz nie tylko jest doceniany przez znawców, czy recenzentów, ale też można go uważać za twórcę popularnego. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie, że Joanna Bator należy do autorów lubianych. Postanowiłam zatem zmierzyć się z jej ostatnią książką – „Wyspą Łzą”.

Inspiracją do napisania tej opowieści stały się słowa: „znikła bez śladu”. Sandra Valentine, jeszcze młoda kobieta, która „była w takim okresie życia, kiedy jeszcze wszystko jest możliwe, a już wiadomo, że nie wszystkiego warto spróbować” (s.24). Przyjeżdża na Sri Lankę w 1989 roki i słuch o niej ginie. Kobieta, która mogła się pochwalić tym, że odniosła sukces, bo przecież nie każdy ma okazję robić karierę na Manhattanie, a zostaje po niej zaledwie plecak z niewysłanym listem do siostry i połamanymi okularami.

Joanna Bator rusza śladem Sandry, jednak nie łudzi się, że ją odnajdzie, ale rusza by „ulec tropikalnemu bzikowi podszytemu melancholią” (s.27). Najważniejszy okazuje się „sam proces bycia w drodze i zapisywania świata” (s. 27). Okaże się chociażby, że na wyspie przebywał Witkacy z Bronisławem Malinowskim, te postacie często będą przywoływane przez pisarkę, bo przede wszystkim Joanna Bator przygląda się sobie. Patrzy w głąb siebie przez pryzmat wyspy, a to co widzi stara się oddać za pomocą słów.

Inną tajemniczą postacią jest Anna Karr – „mroczna bliźniaczka”. Właśnie taką ciemną stronę odkrywa Joanna Bator we własnym wnętrzu. Doppelgänger tkwi w niej i czeka. Tym mrokiem w duszy Joanny Bator staje się melancholia. O niej przede wszystkim pisze. Okazuje się, że miejsce kojarzące się nam z przesytem kolorów, bujnością życia, narratorce kojarzy się głównie ze śmiercią. Zauważa głównie ciemną stronę wyspy. Nawet owa tytułowa łza już wiele sugeruje. Przecież z jednej strony po utracie Sandry Valentine, tylko to pozostaje bliskim – opłakiwanie. A z drugiej, skoro nigdy się nie odnalazła, może nie powinno się ubolewać nad śmiercią Valentine?

Trudno zaszufladkować książkę. Nie można nazwać „Wyspy Łzy” powieścią, ani reportażem, autobiografią czy esejem. Jednak elementy każdej z tych form występują w książce. Przede wszystkim przyznać trzeba, że jest to opowieść bardzo wymagająca. Najpierw potrzeba mnóstwa skupienia, by metafory, symbole, skojarzenia i nawiązania literackie, do nas dotarły. Oprócz tego Joanna Bator pokazuje proces pisania. Wspomina choćby „zahaczki”, obrazy-wspomnienia, które rozrastają się do takich rozmiarów, że można je umieścić w fikcji literackiej.

Przebywając na wyspie autorka choć przez chwilę stara się zatrzymać – nawet jeśli biegnie – by móc spokojnie wejrzeć w siebie. Refleksje, które zapisuje, dotyczą tego co widzi, jakich ludzi spotyka, czym się odżywia. Ale Tu i teraz prowadzi do kolejnych, głębszych przemyśleń. Mamy do czynienia z obrazami, skojarzeniami literackimi, czy też egzystencjalnymi. Zostają one spisane w czarnym zeszycie, by potem zniewolić czytelnika. Podczas lektury udzielił mi się mrok, który towarzyszy narratorce. Pojawia się niepokój, który nie chce zniknąć do ostatnich stron. Ów nastrój dopełniają fotografie Adama Golca, które w żaden sposób nie przypominają zdjęć z folderu turystycznego. Podróż przecież nie tylko pozwala poznawać nowe miejsca, ale przede wszystkim siebie. My natomiast zobaczymy w książce „Wyspa Łza” emocje i obrazy.

    • Nie miałam żadnych oczekiwać wobec tej pisarki, bo to dopiero pierwsza moja przygoda z jej twórczością. Sama jestem ciekawa książki „Ciemno, prawie noc”.

  1. Panią Bator mam na oku już od pewnego czasu. Szczęśliwym trafem moja dziewczyna jest w trakcie lektury „Rekina z parku Yoyogi”. Podczytywałem nieco ten zbiór i utwierdziłem się w przekonaniu, że warto sięgnąć także po Bator piszącą prozę – podoba mi się sposób odbierania świata przez tę autorkę : )

    • Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się sięgnąć po kolejne książki autorstwa Joanny Bator, by zobaczyć jaki ma styl. Wydaje mi się, że książką nagrodzoną Nike bardziej się zachwycano.

      • Styl Joanny Bator kojarzy mi się z melancholią. W książkach przemyca ona dużo z siebie tej, którą znam z wywiadów i spotkań autorskich. Bardzo ciekawa kobieta.
        Na początek polecam „Piaskową górę”, – to jej najlepsza książka. Żałuję, że właśnie ona nie odstała „Nike” (była nominowana). Później „Chmurdalię”, a na jesień „Ciemno, prawie noc (pora roku odda jeszcze bardziej atmosferę książki).
        „Rekin z parku Yoyogi” nieco mnie rozczarował.

        A „Wyspa…” i „Wachlarz…” czekają na półce – te wciąż są dla mnie zagadką 😉

  2. Jestem mieszkańcem sąsiadujących z rodzinnym miastem Pani Bator Świebodzic i przypadkiem natknąłem się na czytane w Trójce opowiadanie „Wyspa Łza”.
    Jako lokalny patriota uznałem za niewybaczalne przekręcenie w treści książki nazwy naszej lokalnej fabryki czekolady ze znanej „Śnieżki” na konkurencyjnego „Mieszka”.
    Zawsze ceniłem dbałość o szczegóły autorki, która dość często gości w Świebodzicach na spotkaniach autorskich, więc na łamach tej strony pragnę sprostowanie moje zamieścić, nie mając innej drogi kontaktu z pisarką. Może przeczyta moją uwagę.

Skomentuj Bogusław Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *