„Wyspa niebieskich lisów. Legendarna wyprawa Beringa” – Stephen R. Bown

Wyspa niebieskich lisów, Stephen R. BownJak większość czytelników, jako dziecko, uwielbiałam powieści podróżniczo-przygodowe. Od „W pustyni i w puszczy”, „Robinsona Cruzoe” poprzez perypetie Tomka Szklarskiego czy opowieści z Verne’a. Potem przyszedł czas na poznawanie książek o wielkich podróżnikach oraz ich wyprawach. W czasach, kiedy nie było internetu, takie historie pobudzały wyobraźnię, choć niekiedy trudno było pojąć pewne kwestie. Dzisiaj wystarczy wpisać odpowiednie hasło do wyszukiwarki. A jednak coś z tych dawnych lektur pozostało, ponieważ nadal lubię zagłębiać biografie podróżników i odkrywać niuanse ich wypraw, choć oczywiście dzisiaj zwracam uwagę nie tylko na kwestie przygodowe. Właśnie dlatego sięgnęłam po tytuł „Wyspa niebieskich lisów. Legendarna wyprawa Beringa” Stephena R. Bowna.

Nazwisko autora nie jest mi obce, ponieważ miałam okazję sięgnąć po jego wcześniejszą książkę „Amundsen. Ostatni wiking”. Opowieść o pierwszym zdobywcy bieguna południowego okazała się fascynująca, nie mogłam zatem pominąć kolejnej książki Stephena Bowna pt. „Wyspa niebieskich lisów. Legendarna wyprawa Beringa”. Ci dwaj odkrywcy od dawna wydawali mi się fascynujący, choćby z tego względu, że wybierali się w nieznane miejsca dla Europejczyka, ale intrygowało mnie, że decydowali się ruszyć w miejsca zimne, surowe i niegościnne dla człowieka.

Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, jak to możliwe, że Duńczyk kierował wielką rosyjską ekspedycją. Czasy Piotra Wielkiego kojarzą mi się z obcinaniem bród bojarom czy budową Petersburga. Stephen R. Bown po wprowadzeniu czytelników w nastrój wyprawowy, zaczyna od fundamentów, czyli opowiada o Piotrze I i jego wielkich planach unowocześnienia swojego kraju. Car nie chciał, by Rosja była gorsza niż inne mocarstwa, dlatego pragnął natychmiastowych unowocześnień.. W tym celu zaczął walkę z zacofaniem, zadbał również o możliwość rozwoju. Powołał do życia Akademię Nauk, chciał, by kraj się powiększał o nowe terytoria, stąd plany zorganizowania wielkich wypraw.

Odkrywanie nowych terytoriów miało potwierdzić wielkość Imperium Rosyjskiego. Na czele Pierwszej Wyprawy Kamczackiej (1724-1730) stanął nie kto inny, jak kapitan Vitus Bering. Autor książki opowiada o tym, jak Duńczyk trafił do rosyjskiej marynarki. Trudno sobie wyobrazić rozmach tamtych ekspedycji, także pod względem finansowym czy logistycznym. By zbadać wybrzeże wschodniej Azji, dotrzeć do Ameryki, trzeba było zacząć od podstaw, od zbudowania okrętów. Dopiero potem można było ruszyć w nieznane.

Uczestnicy wyprawy zdecydowani byli na wielkie poświęcenia. Bering zdawał sobie sprawę, że przez wiele lat nie zobaczy żony i dzieci. Decyzja o wzięciu udziału w takim przedsięwzięciu musiała być trudna, ale istotny był cel. Osiągnięcie go oznaczało wielką sławę dla zdobywcy nieznanych terenów, poprawę jego statusu społecznego, a przede wszystkim pozwoliłoby Rosji zdobyć międzynarodowy prestiż. Nic dziwnego, że Druga Wyprawą Kamczacka liczyła 3 tys. członków od zwykłych marynarzy po naukowców i kosztowała Imperium pół miliona rubli. Śledzimy przebieg ekspedycji, nie brakuje w nich dramatyzmu, zwłaszcza kiedy dochodzi do katastrofy okrętu św. Piotr. Widzimy, jak przebiega walka o przetrwanie i z tytułowymi niebieskimi lisami. Jesteśmy przy Beringu, gdy umiera. Nawet jeśli wiemy, jak skończy się pobyt załogi na wyspie, to i tak w napięciu poznajemy historię rozbitków, oczekując, czy im się uda przetrwać, czy nie.

Stephen R. Brown w interesujący sposób przybliża kulisy i przebieg wypraw Beringa, opierając się na dostępnych źródłach. Autor książki nie zapomina o pokazaniu obu ekspedycji w sposób szczegółowy, ale robi to w sposób pasjonujący, walcząc z przyjętymi mitami. Nawet gdy podaje dane dotyczące wypraw, to nie odczuwałam znudzenia, bo każdy element opowieści jest na właściwym miejscu i podane w odpowiedniej proporcji. Do tego nie zabrakło tła historycznego. Najważniejsze, że Bown daje nam przyjemność wzięcia udziału w niezwykłej wyprawie, w której liczyła się nie tyle siła fizyczna, co niezłomny charakter i hart ducha. Podobnie jak w poprzedniej swojej książce autor opisał głównych bohaterów ekspedycji nie zapominając o ukazaniu ich charakteru, przez co stali się nam bliżsi. W końcu i oni byli ludźmi z krwi i kości, niepozbawieni emocji, tak jak my. Potrafili osiągnąć naprawdę wiele, mimo że technologia, którą dysponowali posiadała sporo ograniczeń. Stephen R. Bown opowiada o tym w taki sposób, że trudno się oderwać, chociaż to nie jest powieść przygodowa, a popularnonaukowa. Tego pierwszego elementu nie zabraknie, jak i trudnych pytań dotyczących decyzji podejmowanych przez dowódców wypraw.

Skomentuj Dominika Fijał Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *