Gdyby pogoda nie dopisywała, padałby deszcz, to po lekturze książki pt. „Zapomniane muzeum przy Rue Mistral” i tak poczułabym, że są wakacje. Właśnie latem wydawane są kolejne tomy z cyklu kryminalnego „Verlaque i Bonnet”, choć zdarzają się wyjątki od tej reguły (miłe dla czytelnika oczywiście). Klimat prowansalski przyciąga odbiorców nastawieniem na urodę i uroki życia, a nie na jego mroczną stronę. Akcja powieści M. L. Longworth rozgrywa się w pięknej okolicy Aix-en-Provence.
W dziewiątej części cyklu udamy się do muzeum. Takiego, które rzadko jest odwiedzane przez turystów i mieszkańców miasta. Znamy takie miejsca z własnego podwórka. Pomijane przez wszystkich, ponieważ nigdy nie stały się na tyle modne, by przyciągnąć naszą uwagę. W Aix przy rue Mistral można spotkać uczniów, którzy są tam nie z własnej woli, a z klasą. Jednak niewiele osób uda się tam na własne życzenie, ponieważ eksponaty nie są tak wyjątkowe, jak w najsłynniejszych muzeach. Kiedy jednak okazuje się, że muzeum zostaje obrabowane ze wszystkiego, co było w środku, budzi to szok u osób zajmujących się tym miejscem.
Zgłoszenie o kradzieży przyjmuje policja, a dyrektor muzeum, Achille Formentin, wydaje się zdruzgotany tym, co się stało. Komisarz Bruno Paulik i sędzia śledczy Antoine Verlaque wkraczają do akcji. Sprawa wydaje się dziwna ze względu na brak sensu w działaniu włamywacza, albo włamywaczy. Jak to możliwe, że nikt po sąsiedzku nie zauważył wyniesienia wszystkich eksponatów?
Kiedy policja bada sprawę, sędzia Antoine Verlaque rozważa tropy. Ma jednak na głowie sprawy bardziej przyziemne. Zwykle zastanawiał się nad posiłkiem, deserem, odpowiednim trunkiem, teraz jeszcze dochodzi do tego kwestia dziecka. Jego ukochana Marine jest w ciąży, więc to wcale nie dziwi. Żona sędziego oczywiście nie przestaje się zastanawiać nad swoim stanem, ale Verlaque idzie w tych rozważaniach krok dalej, ponieważ martwi się, jaką szkołę wybrać dla swojej pierwszej pociechy.
Tymczasem wydaje się, że śledztwo nijak się nie rozwija, a wszystko jeszcze bardziej komplikuje morderstwo. Tylko jaki motyw miał przestępca czy przestępcy? Nic nie trzyma się kupy. W pewnym momencie śledczy dochodzą do wniosku, że w muzeum musiał być jakiś niedoszacowany eksponat. Taki, który wart jest miliony i za który ktoś jest gotów zabić.
M. L. Longworth w książce „Zapomniane muzeum przy Rue Mistral” daje czytelnikom bardziej skomplikowane śledztwo niż zazwyczaj. Trzeba uważać, żeby niczego nie przegapić. Zwodzić nas może nieco zaglądanie na talerze i do kieliszków głównych postaci, ale przecież czytelnicy doskonale wiedzą, że właśnie podczas posiłków i rozmów z żoną sędziemu śledczemu myśli się najlepiej. Kwietniowa Prowansja zachwyca nas swoim urokiem, ale nawet w tak pięknej okolicy zdarzają się przestępstwa. Nie zmienia to jednak nastawienia Verlaque do życia. Potrafi cieszyć się każdym posiłkiem, docenić każdą spokojną chwilę. Wkrótce wszystko ma się zmienić i nasz bohater jako pięćdziesięcioletni mężczyzna ma tego świadomość.
„Zapomniane muzeum przy Rue Mistral” z pewnością docenią wszyscy ci, którzy poznali poprzednie części. Kanadyjska pisarka potrafi oddać klimat miejsca i choć pisze kryminał, ani trochę nie skupiamy się na mrocznej stronie życia. Wręcz odwrotnie, autorka wyciąga z niego wszystko co najlepsze. Właśnie z tego powodu tak dobrze czyta się książki M. L. Longworth. Otrzymujemy zagadkę kryminalną, którą śledzimy z zapartym tchem. Chcemy wiedzieć, co będzie dalej, ale oczywiście główni bohaterowie pokazują nam coś jeszcze prócz zbrodni i przestępstw. Oglądamy ludzi mieszkających w pięknym regionie Francji. Widzimy głownie życie codzienne uprzywilejowanej grupy społecznej, do której należy Verlaque, ale pisarka nie zapomina o zwyczajnych Francuzach. Oni też potrafią żyć z klasą, choć wszystko do czego doszli zawdzięczają własnej pracy. Trudno się nie zarazić tą radością życia, którą emanują bohaterowie książki. Choć nigdy nie byłam w Prowansji, niemal jestem w stanie zobaczyć i poczuć opisywane miejsca. M. L. Longworth potrafi oddziaływać na wiele zmysłów, a wszystko to otrzymujemy za sprawą jednego kryminału.
PS Książkę na język polski przełożyła Małgorzata Trzebiatowska.
Nie znam tego cyklu, ale będę go miała na uwadze. Zachęcił mnie klimat prowansalski… 😉
W takim razie lektura obowiązkowa 🙂