„Zbrodniarz i dziewczyna” – Michał Witkowski

Zbrodniarz i dziewczynaPrzed wydaniem „Zbrodniarza i dziewczyny” wokół Michała Witkowskiego zrobiło się mnóstwo medialnego szumu. Zresztą za sprawą samego autora. A to ogłosił się blogerką modową, a to stwierdził, że nie jest już pisarzem. Zawrzało, kiedy za sprawą Kai Malanowskiej rozpętała się dyskusja na temat zarobków pisarzy. Witkowski podał taką kwotę zaliczki, jaką zapłaciło mu wydawnictwo za „Zbrodniarza i dziewczynę”, że wszyscy na chwilę wstrzymali oddech (z zazdrości?). Moim zdaniem tego typu promocja jest symbolem naszych czasów. Już nie wystarczy pojawiać się w pismach literackich. Trzeba być na Pudelku.

W „Zbrodniarzu i dziewczynie” głównym bohaterem jest alter ego autora – Michaśka. Książka jest drugą częścią cyklu, po „Drwalu”, autor zaplanował jeszcze jedną część. Jeśli ktoś poznał pierwszy tom, wtedy niektórzy bohaterowie będą mu doskonale znani. Fascynacja lujami się nie zmieniła, tylko bohater nieco zmęczył się życiem. Nie dla niego miłość, namiętność, pozostają antydepresanty i opona z tłuszczu, którą należy spalić podczas intensywnych treningów z indywidualnym trenerem.

Wszystko się zmienia za sprawą Studencika. Michaśka spotyka go w barze i choć obiekt marzeń jest po trzydziestce, to wciąż wygląda młodzieńczo. Miłosnym podchodom kibicują kelnerki. Szybko jednak się okazuje, że Studencik to agent Tomek w wersji dla gejów, który ostatecznie angażuje Michaśkę do rozwiązania śledztwa. We Wrocławiu bowiem grasuje retromorderca. Przebrane ofiary podrzuca do miejsc, w których działali przedwojenni geje. Ofiarami są młodzi ludzie, zazwyczaj chłopcy z marginesu. Wszystko wygląda tak, jakby to robił Michał Witkowski. Tyle, że on ma alibi.

Student pozwoli Michaśce pomagać w śledztwie. Czytaj: Michał jest przynętą. W pewnym momencie odbywają podróż pociągiem do Międzyzdrojów. Tak, ta miejscowość musi się pojawić, nawet jeśli akcja powieści toczy się w grudniu. Według Michaśki podróż przypomina tę z kryminału z Cybulskim i Krzyżewską w rolach głównych. Witkowski wyraźnie nawiązuje do „Zbrodniarza i panny”. Jak widać tytuł filmu Janusza Nasfetera przydał się autorowi „do prozy”.

U Michała Witkowskiego znajdziemy całe mnóstwo nawiązań – zaczynając od tytułu książki. Potem mamy główne miejsce wydarzeń, czyli Wrocław. Jednak niewiele tu z Breslau Krajewskiego, oprócz retro mordercy i ciuchów sprzed wieku. Mnie najbardziej ubawiła Paula, nauczyciel języka polskiego (pomieszanie końcówek męskich z żeńskimi jest celowe), która swoimi monologami przypomina Adasia Miauczyńskiego z „Dnia świra”, ale w wersji gejowskiej.

Ironia, dygresje, nawiązania literackie to ulubione pole manewru Michała Witkowskiego. Kryminał jest tylko pretekstem, bo tematem głównym jest witkowszczyzna. W „Zbrodniarzu i dziewczynie” nie znajdziemy zwykłego świata. Nie poznamy przeciętnych rodzin, z typowymi problemami. Pisarz obraca się w swoim ulubionym świecie. Tym razem nieco poszerza swoje uniwersum. Dzięki temu, że Michaśka pomaga w rozwiązaniu zagadki kryminalnej, przygląda się sekcji zwłok. Tu mamy już turpizm na całego. Witkowski w szczegółowy i naturalistyczny sposób opisze nam wszystkie szczegóły krojenia zwłok. W pewnym momencie zauważymy też pewną czułość głównego bohatera wobec trupów.

Michał Witkowski lubi przesadę, sporo tego w „Zbrodniarzu i dziewczynie”. Nie tylko szczegółowo opowie nam o plamach opadowych, czy o tym jak wpływa na apetyt zwęglone ciało. Najważniejszy jest bowiem: On. Nie, nie morderca, a Michaśka. Nawet zbrodniarz musi się do tego dostosować. Witkowski bawi się konwencją. Daje nam kryminał gejowski z elementami romansu. Dlatego, jeśli ktoś szuka książki w stylu Stiega Larssona, mocno się rozczaruje. Tu kryminał stanowi pretekst do zabawy językiem, tworzenia dygresji, autoironii. Do kogo przemawia ten styl, sięgnie po książkę. Ciekawa jestem jednak, jaki show wymyśli Michał Witkowski wokół następnej książki?

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.

  1. Właśnie (!) skończyłam czytać „Zbrodniarza …” i mocno się rozczarowałam. Witkowszczyzna w tym przypadku jest niestety słabsza, sporo tutaj megalomanii. Na temat zawartości kryminału w kryminale to już Michaśka sporo opowiadał. Szkoda, że więcej szumu wokół książki niż dobrej literatury. „Drwal” zdecydowanie lepszy. Pozdrawiam!

    • W „Zbrodniarzu…” sporo dłużyzn w stosunku do „Drwala”, który zdecydowanie bardziej wciąga. Czyżby syndrom drugiego tomu?

  2. Ha, uwielbiam kryminały, które są kryminałami tylko z wierzchu, a które w rzeczywistości okazują się znacznie bardziej rozbudowaną lekturą. Witkowskiego nic jeszcze nie czytałem, o całym tym zamieszaniu, o którym wspominasz na początku recenzji w ogóle nie słyszałem (trochę mnie ono odstrasza), summa summarum kusi mnie, żeby dać szansę temu autorowi, chociaż póki co, moim priorytetem z prozy stricte gejowskiej jest „Mój Giovanni” Baldwina : )

Skomentuj Aga CM Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *