Często się zdarza, że jedno i to samo wydarzenie opowiedziane przez różne osoby, wydaje się nie mieć ze sobą niemal nic wspólnego. Każdy z nas jest inny i w zależności od temperamentu, wieku i wielu innych czynników może widzieć je inaczej, a potem je przedstawić w odmienny sposób. Nie wierzycie? Przeczytajcie dzieciom książkę pt. „30 znikających trampolin” Doroty Kassjanowicz, a zobaczymy jedną historię opowiedzianą w trzydziestu różnych wersjach.
Kiedy zerkniemy na tytuł książki, domyślimy się, że wszystko kręci się wokół jednej trampoliny. Takiej, która zniknęła. Kolejne opowieści szybko nas utwierdzą w tym przekonaniu. Gdyby ją streścić w kilku słowach, mamy do czynienia z prostą historią, której główny szkielet związany jest z wydarzeniem, z jakim być może wiele dzieci się zetknęło. Oto znika trampolina, a dopiero na koniec dowiadujemy się, że została porwana przez wiatr i w ten sposób trafiła na cudze podwórko.
Na początek możemy poczuć się zaskoczeni, bo okazuje się, że można opowiedzieć historię oczami, a potem uszami. Dwa różne zmysły, więc opowieści zmieniają perspektywę. Następnie bawimy się jeszcze lepiej, gdy otrzymujemy opowieść science fiction oraz baśniową. Moje zaciekawienie rosło, a przecież wiedziałam, że za każdym razem czytam o tym samym. Jednocześnie czułam się, jak gdyby ktoś przede mną występował za każdym razem w innym stroju. Raz barwnym, innym razem fantazyjnym, ale też czasami w ciemnym. Bo wersji strasznej również tu nie zabraknie.
Przedstawienie trzydziestu wariantów tej samej historii to niełatwa sprawa. Odbiór każdej z nich będzie różny. Jedni będą się lepiej bawili podczas czytania wersji „gazetowej”, inni „filmowej, czy „mamy”, albo „taty”. Każdy jednak znajdzie coś dla siebie. Dorota Kassjanowicz bawi się słowem, wymyśla szalone wersje, ale też takie, które każdy przeciwnik błędów ortograficznych pominie, albo zamknie oczy podczas lektury, bo i takich eksperymentów nie zabraknie.
Dzięki pięknie wydanej książce, ze świetnymi ilustracjami Pauliny Daniluk, młodzi czytelnicy mają okazję sprawdzić, która historia najbardziej do nich przemówi. Jeśli stwierdzą, że czegoś brakuje, mają okazję spróbować swoich sił i sprawdzić własne pomysły. Zwykła na pozór sytuacja staje się pretekstem do zabawy, w trzydziestu różnych wariantach. Spodoba się to szczególnie tym młodym czytelnikom, którzy lubią bawić się słowami i cenią różne gry słowne. Polecam też tę książkę na różnego rodzaju terapie, bo można z jej pomocą pokazać dzieciom, jak różni jesteśmy. Autorka napisał w posłowiu, że do napisania „30 znikających trampolin” zainspirowała ją książka Raymonda Queneaua pt.,,Ćwiczenia stylistyczne”. Widzimy, że opowieściami można bawić się na wiele sposobów. Dorota Kassjanowicz pozwala młodszym i starszym czerpać frajdę z poznawania tego, co znane, ale za każdym razem na nowo zaskakujące.