„Kraina Lovecrafta” – Matt Ruff

Kraina Lovecrafta, Matt RuffSerial „Kraina Lovecrafta” cieszy się sporym uznaniem i zbiera wiele pozytywnych recenzji ze strony krytyków i samych widzów. Adaptacja HBO zbiegła się u nas z premierą książki o tym samym tytule autorstwa Matta Ruffa. Tytuł z pewnością zaintryguje miłośników prozy Samotnika z Providence, ale ci którzy nie znają jego twórczości nie muszą się obawiać. Matt Ruff pokazuje jednak, że strachy z uniwersum Lovecrafta to nic w porównaniu ze złem, które potrafi wyrządzić jednemu człowiekowi drugi człowiek.

Historia podzielona jest na rozdziały, które początkowo wydają się ze sobą niepowiązane. Z czasem owe historie się ze sobą połączą, tworząc pewną zamkniętą całość. Opowieść zaczyna się od podróży czarnoskórego Atticusa Turnera przez Stany Zjednoczone. Weteran wojenny, choć ledwo po dwudziestce, rusza do Nowej Anglii, by odnaleźć zaginionego ojca. W tej niebezpiecznej podróży towarzyszą mu wuj George oraz przyjaciółka z czasów dzieciństwa, Letycja. W 1954 roku bohaterowie, by dotrzeć do celu, potrzebują pewnej zielonej książki. „Przewodnik Bezpiecznego Murzyna” pozwoli ominąć im niebezpieczne miejsca. Bez niego łatwo popaść w kłopoty.

W świecie, w którym można spotkać niebezpieczne istoty, podróż do tajemniczej posiadłości Ardham, może się nie powieść nie tylko dlatego, że jest ukryta przed innymi, ale zupełnie z innego powodu. W Ameryce, kojarzonej z krainą wolności, nasi bohaterowie czują się stale zagrożeni. Najbardziej obawiają się innych ludzi, o białym kolorze skóry, którzy nie wahają się używać przeciwko nim broni z byle powodu. Wciąż rządzą tu rasistowskie prawa Jima Crowa. Strachy znane z twórczości Lovecrafta nie są tak groźne, jak „miasta zachodzącego słońca”, w których czarnoskórzy mogli legalnie przebywać tylko do zapadnięcia zmroku. Łatwo sobie wyobrazić, co się dzieje, gdy Atticus będzie przejeżdżał przez jedno z takich miejsc.

Weteran wojenny dotrze do Ardham, ale czy odnajdzie swego ojca? Trafi na Zakon Prastarego Świtu i wrogie moce, z którymi będzie musiał się zmierzyć, a to zaledwie początek opowieści. Kolejne historie będą również nawiązywały do uniwersum stworzonego przez Samotnika z Providence, ale Matt Ruff robi to na własnych prawach, bawiąc się konwencją horroru i science fiction zestawiając to z amerykańskimi realiami z połowy ubiegłego wieku. Okazuje się przy tym, że większa groza związana jest z rasizmem. Zło ma całkiem zwyczajną twarz, wcale nie musi być mackowate, mroźne i bezcielesne. Czyha też na konkretne postacie, wystarczy, że wyróżnia ich ciemna karnacja skóry. Jedna z bohaterek książki, która po wypiciu eliksiru zmienia kolor skóry na biały nagle doświadczy zupełnie innego traktowania, niż do tej pory. Już nie musi towarzyszyć jej stały lęk. Życie bez poczucia zagrożenia to dla niej coś nowego.

Książka „Kraina Lovecrafta” zaskakuje mroczną wizją rasizmu. Brak tolerancji staje się gorszym zagrożeniem, niż magia, czy duchy. Matt Ruff nawiązał nie tylko do mitologii stworzonej przez autora „Zew Cthulhu”, ale również do znanego faktu, iż Lovecraft miał rasistowskie poglądy. Z jednej strony mamy do czynienia z pastiszem horroru, a z drugiej opowieścią o czasach, w których największym zagrożeniem jest brak tolerancji. Życie w ciągłym poczuciu strachu daje jednak bohaterom siłę, by zmierzyć się z nadprzyrodzonymi siłami. Dzięki rozrywkowej powieści, historii napisanej w sposób brawurowy, mamy okazję przyjrzeć się realnemu problemowi, dowiedzieć się, dokąd prowadzi stereotypowe postrzeganie drugiego człowieka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *