„Wzgórze psów” – Jakub Żulczyk

Wzgórze psów, Jakub ŻulczykJakub Żulczyk odnosi sukcesy nie tylko jako pisarz, ale też scenarzysta. Serial „Belfer” z pewnością widziało wiele osób. Jeśli chodzi o książki tego autora, to do tej pory poznałam „Ślepnąc od świateł” oraz „Instytut”. Kiedy zobaczyłam, że Jakub Żulczyk wydał kolejną powieść, „Wzgórze psów”, postanowiłam po nią sięgnąć. Książka musiała trochę poczekać, ze względu na swoją objętość (ponad 850 stron), ale lato sprzyja czytaniu tak obszernych książek. Okazało się też, że historię pochłania się jednym tchem, choć lepiej nie zaczynać jej wieczorem, bo trudno będzie ją później odłożyć na półkę.

„Wzgórze psów” zaczyna się od mocnego monologu mężczyzny, który wypowiada swoje zdanie na temat młodszego od siebie pokolenia trzydziestolatków. Opowiada o życiu na kredyt, jako czymś w rodzaju współczesnego niewolnictwa. Jego wypowiedź jest dosadna, a język wulgarny. Przeciwieństwem dla tego jarzma obliczonego na trzydzieści lat, jest życie w małej miejscowości, z daleka od centrum.

Do takiego niewielkiego miasteczka, Zyborka, położonego gdzieś na granicy Warmii i Mazur przyjeżdża Mikołaj z żoną Justyną. Wraca do ojca, ponieważ zmusiła go do tego sytuacja finansowa. W Warszawie para nie jest w stanie się utrzymać, a tu jeszcze trzeba spłacać kredyt za mieszkanie. Kobieta straciła pracę w gazecie, Mikołaj nie jest w stanie napisać kolejnej książki. Po sławie i pieniądzach jakie przyniósł mu debiut literacki, zostało tylko uzależnienie od narkotyków. Z nałogu i totalnego upadku wyciągnęła go Justyna. Od tego zaczęła się ich miłość, potem para się pobrała i przyszły kolejne kłopoty.

Małżeństwo przeżywa kryzys, ale mają nadzieję, że w Zyborku znajdą ciszę i spokój, by uratować małżeństwo. Mikołaj liczy, że napisze tu powieść i szybko uda im się wrócić do Warszawy. Okazuje się jednak, że w małym miasteczku nie zaznają ani chwili spokoju. Mikołajowi wydawało się, że wie wszystko o rodzinnej miejscowości. Nie ma świadomości, jak wiele tu się zmieniło. Okazuje się, że w Zyborku rządzi skorumpowana pani burmistrz, która współpracuje z lokalnym bossem mafijnym. Jedynym sprawiedliwym jest ojciec Mikołaja. Człowiek, który z jednej strony dla syna jest wzorem człowieka silnego, ale Mikołaj z dzieciństwa pamięta też o jego skłonnościach do przemocy, zwłaszcza po alkoholu. Teraz Tomasz jawi się jako opoka sprawiedliwości w tym zepsutym miejscu.

Do Mikołaja wracają również demony z przeszłości. W Zyborku musi się zmierzyć z tym, co przytrafiło się przed laty jego pierwszej miłości, Darii. Stopniowo poznajemy przeszłość głównego bohatera. Układamy ją z kilku warstw. Dowiadujemy się, co spotkało Mikołaja w czasach licealnych i potem, gdy wyjechał do Warszawy. Dlaczego nie chciał wrócić do Zyborka i kto był winien temu, co spotkało Darię? Wiedza Mikołaja szybko okaże się tylko pierwszą warstwą tego, co wydarzyło się naprawdę. Jakub Żulczyk we „Wzgórzu psów” pokazuje nam, czym jest zło, prawda i sprawiedliwość. Posługuje się przy tym konwencją thrillera, trochę też w tej książce z powieści kryminalnej i sensacyjnej. Okazuje się, że giną ludzie z Zyborka. Kto za tym wszystkim stoi?

Nie brakuje też w tej książce nawiązań do popkultury. Jakub Żulczyk przywołuje co jakiś czas postać Punishera, a Daria jest kimś w rodzaju polskiej Laury Palmer. Jakub Żulczyk trzyma też nas cały czas w napięciu, bo szybko dowiadujemy się, że np. Gizmo zrobił coś złego, długo przyjdzie nam jednak czekać, co takiego się stało. Zatrzymuje o jakiś czas akcję powieści, aby cofnąć się w przeszłość i kiedy już ma się wydarzyć to, co w danej chwili najważniejsze, znowu następuje zatrzymanie i przeniesienie akcji.

Powieść Jakuba Żulczyka to także opowieść o dojrzewaniu. Bohater choć już po trzydziestce, przez to że wraca w rodzinne strony czuje, że nie jest dorosły. Chciałby być całkowicie niezależny, również odciąć się od korzeni. Kiedy wraca do Zyborka, znajdzie się w sytuacji, w której będzie musiał podjąć zdecydowane działania i  jednoznacznie opowiedzieć się po jednej stronie. Widzimy też we „Wzgórzu psów” jak przeobraziły się mniejsze miejscowości. Pisarz dotyka też kwestii społecznych. Tego, co można zmienić wokół siebie, jeśli działa się razem. Problemów, które dotyka Jakub Żulczyk w tej książce będzie znacznie więcej. Zobaczymy jak wygląda wychodzenie z nałogów, relacje w małżeństwie, rodzinie. Jest też Justyna, dziennikarka i żona Mikołaja. Jedyna postać, która nie pochodzi z Zyborka i patrzy na to miejsce z zewnątrz oraz z perspektywy dziennikarki.

Pisarz daje nam narrację pierwszoosobową, która niekiedy przechodzi w drugoosobową, więc otrzymujemy opowieść bezpośrednio od Mikołaja, Justyny i innych bohaterów. Jakub Żulczyk snuje historię jak pajęczynę. Stopniowo buduje historię, a kiedy czytelnik uświadamia sobie, że się na nią złapał, jest już za późno. Opowieść wciąga, powoli się układa w całość, a kiedy wydaje się nam, że wszystko już wiemy, wtedy naprawdę nas zaskoczy.

    • Niby tak obszerna, a rzeczywiście, szybko się ją pochłania – została dobrze skonstruowana, ma wciągać i trzymać w napięciu. 🙂

  1. Trzymałem niedawno tę powieść w ręce i przyznaję, że samo wydanie robi ogromne wrażenie (bardzo pozytywne). Jeśli tylko wyhaczę jakąś dobrą promocję, to postaram się sięgnąć po ten tytuł, tym bardziej, że prozy Żulczyka nie poznałem jeszcze osobiście (a naczytałem się o nim całkiem sporo dobrego). „Wzgórze psów” bardzo kusi, szczególnie z uwagi na fakt, że akcję osadzono na prowincji – małe miasteczka to szalenie ciekawa sceneria 🙂

    • Ostatnio coraz więcej książek o takich prowincjach i tak powinno być, bo przecież świat to nie tylko wielkie metropolie. 🙂

  2. Nie znam jeszcze prozy Żulczyka i po niedawno czytanej negatywnej recenzji jego „Ślepnąc od świateł” zaczęłam podchodzić do niego trochę jak pies do jeża, ale widzę, że chyba nie powinnam. 😉 Skoro polecasz tę książkę, to chyba nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po książki autora i przekonać się samej. 🙂

    • „Ślepnąc od świateł” ma wiele wspólnego z tą książką. Tylko że przenosi czytelników na prowincję. A główny bohater nie jest dilerem narkotyków, a pisarzem wychodzącym z uzależnienia od narkotyków. Książka jest mocna, nie brakuje w niej przekleństw, więc nie każdemu ona będzie odpowiadała.

    • „Wzgórze psów” to nie jest powieść z gatunku łatwych i przyjemnych. Mowa tu o niespełnionych marzeniach, konfrontacji dzieciństwa z dojrzałością oraz pojawia się temat zła. Klimat jest nieco podobny do serialu „Belfer”, jeśli widziałaś.

  3. Świetna, wielowymiarowa i niesamowicie wciągająca powieść, którą zaraz za Tobą polecamy dalej. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć bez względu na to czy ma się już na swoim koncie przeczytane tytuły tego autora. Historia jest kapitalnie skrojona i podszyta motywami z popkultury oraz tym, co zmusza do refleksji podczas czytania. W końcu to Jakub Żulczyk… 😉 Świetna recenzja!

    • Dziękuję. 🙂
      Również uważam, że ze względu na tę wielowymiarowość i sposób w jaki skonstruowana została powieść, warto na nią zwrócić uwagę. Natomiast każdy czytelnik z pokolenia 30+ znajdzie w jednej z tych warstw jakiś element rzeczywistości, który zna ze swojej młodości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *