„Ślepnąc od świateł”- Jakub Żulczyk

Ślepnąc od świateł, Jakub ŻulczykJakub Żulczyk za książkę „Ślepnąc od świateł” został nominowany do Paszportów Polityki 2014. Choć nie wygrał, zaintrygował mnie swą powieścią, gdyż doceniono go za sposób w jaki ukazuje mroczne oblicze stolicy. Ostatnio Jakub Żulczyk pojawiał się też w mediach.

W powieści „Ślepnąc od świateł” poznajemy Jacka, dilera, który dostarcza kokainę mieszkańcom Warszawy. Sprzedaje przede wszystkim elicie: celebrytom, politykom, a nawet znudzonym gospodyniom domowym. Okazuje się, że niemal wszyscy biorą. Matki i ich synowie studenci. Córki, które chciałyby coś osiągnąć, ale trafiają jedynie do łóżek kolejnych, coraz mniej obiecujących mężczyzn. Pracownicy korporacji, którzy pragną mieć więcej i więcej. Tak przynajmniej widzi rzeczywistość handlarz narkotyków.

Główny bohater przyjechał do Warszawy z Olsztyna. Chciał studiować, zresztą prawie udało mu się  skończyć ASP. Ostatecznie został dilerem. Sam nie lubi tego określenia i nazywa siebie detalistą. Dostarczając ludziom kokainę przygląda się ich życiu. Dystansuje się od nich, uważając się za innego niż wszyscy. Jacek nie ma nazwiska, choć fałszywych tożsamości posiada wiele. Sam nigdy nie ulega żadnym nałogom – nie pije, nie pali, nie ćpa, nie kocha. Nikt go nie zna, a jednak wielu posiada do niego kontakt w telefonie – ma zwykle zaszczytne miejsce na liście kontaktów. Jest numerem dwa, gdyż kokaina stanowi przedmiot pożądania, a diler dla wielu jest ważniejszy od matki.

Główny bohater uważa siebie za lepszego od większości warszawiaków. Myśli, że przechytrzył system. Zna wszystkich i posiadł świetny sposób na szybkie zarabianie pieniędzy. W stolicy wszyscy uczestniczą w wyścigu szczurów i tak naprawdę Jacek w niczym się od nich nie różni. Buduje sobie pewien konstrukt, w którym potrafi się odnaleźć, a my przyglądamy się temu,  jak ów twór wali się z wielkim hukiem.

Warszawa, w której rozgrywa się akcja powieści, staje się drugim głównym bohaterem. Przypomina raczej Sodomę i Gomorę. Miejsce, w mroku którego żyją same pasożyty. Zepsucie, zgnilizna i chaos – tak najkrócej można scharakteryzować stolicę. Widzimy je oczyma Jacka, który pracuje nocą, a w dzień śpi. W tej chorej betonowej dżungli przetrwać mogą jedynie najsilniejsi. Dlatego potrzebują kokainy. Ona pozwala im zapomnieć, albo wzmocnić siły. Jednak, czy Jacek ma szansę przetrwać w miejscu, gdzie wygrywają najbardziej brutalni? Diler pracuje w pojedynkę, ale potrafi znaleźć pomoc, gdy trzeba odzyskać pieniądze. W momencie kiedy zabiera nie swój towar, zaczyna się jego upadek.

Jacek żyje złudzeniem. Myśli, że nie ma słabości. Jednak stąpając po zepsutym, zgniłym mieście, sam staje się taki jak wszystko dookoła. Bohater pragnie, by cały brud zmyła powódź. Nie bierze jednak pod uwagę, że wtedy i on stanie się ofiarą owego wielkiego oczyszczenia. Przecież jego życie jest tak samo puste, jak pozostałych bohaterów, żyjących po mrocznej stronie.

Jakub Żulczyk w „Ślepnąc od świateł” pokazał świat, w którym umarły wszystkie wartości. Została tylko jedna – pieniądz. On sprawia, że bohaterowie szybko i nieuchronnie zbliżają się do dna. Kokaina na chwilę pomaga zapomnieć o owej pustce, ale to tylko ułuda. Jacek sprzedaje narkotyk, bo sam uwielbia liczyć. Myśli, że dzięki pieniądzom jest kimś innym. Wydaje mu się, że ma nad wszystkim kontrolę – i bardzo się myli. Natomiast my obserwujemy jak szybko ten porządek ulega załamaniu.

Czytając powieść Jakuba Żulczyka, można doszukiwać się w bohaterach ich rzeczywistych odpowiedników. Jednak postacie są przede wszystkim pewną figurą, dzięki której można zobrazować mroczne miasto. Widzimy zło w całej okazałości. Nie ma w tej powieści nikogo, kto byłby dobry – wszyscy stopniowo zaprzedali się albo kokainie, albo mamonie.

„Ślepnąc od świateł” to książka w której pokazano, do czego może doprowadzić pęd za pieniądzem. Pokolenie trzydziestolatków ma do wyboru, albo dalej tkwić w tym szaleńczym wyścigu donikąd, albo się zatrzymać. Jakub Żulczyk daje przerysowaną wersję tego, co dzieje się z elitą, która znalazła się w mieście marzeń i nie potrafi znaleźć w życiu innej wartości niż pieniądz. Świat ukazany oczyma dilera narkotyków przeraża. Śledząc losy Jacka wpadamy w rzeczywistość rodem z najgorszego snu. Zło, które obserwujemy, osacza i wywołuje kaca moralnego, ponieważ historia mocno oddziałuje na emocje czytającego. Brutalność i wulgaryzmy muszą jednak tu wystąpić, inaczej książka byłaby niewiarygodna. Jakub Żulczyk zaskoczył mnie natomiast metaforycznym i poetyckim językiem. Dzięki temu udaje mu się sprawić, że to co złe, diaboliczne w tym mieście ,staje się jednocześnie interesującą historią.

  1. Żulczyk ma wyczucie i styl. Sam tytuł hipnotyzuje, bo można wpaść w ciemność, gdy dokona się niewłaściwych decyzji.
    Bardzo jestem ciekawa tej książki, głównie dzięki Twojej opinii.

    • Dopiero za sprawą tego tytułu mogłam przyjrzeć się stylowi Jakuba Żulczyka. Ciekawa jestem, czy inne jego powieści są podobne?

  2. W świetle nie tak dawnych wydarzeń (śmiertelne potrącenie starszej kobiety na przejściu dla pieszych przez jednego z celebrytów, który prawdopodobnie był wówczas pod wpływem narkotyków), książka wydaje się naprawdę interesująca i przede wszystkim na czasie. Najbardziej ciekawią mnie obserwacje dotyczące życia innych – co mają im dać narkotyki, co zmieniają w ich egzystencji, itd.

    • Zdecydowanie, książka będąca głosem, który odnosi się do współczesnej rzeczywistości. Nie jest to pozytywne oblicze, ale można zobaczyć dzięki tej książce, co dzieje się z ludźmi, którzy zapomną jaki jest sens ludzkiej egzystencji…

  3. Pingback: „Wzgórze psów” – Jakub Żulczyk | Czytam, bo chcę i już

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *