Stanisław Grzesiuk określany jest mianem barda Warszawy, a jego piosenki popularyzowane są przez kolejne pokolenia muzyków. Słynny artysta wiódł burzliwe życie, a w czasie drugiej wojny światowej trafił do obozu koncentracyjnego. Choć jego autobiograficzny debiut został opublikowany już w 1958 roku, to jednak nie wszystkie wspomnienia obozowe mogły trafić na światło dzienne. Cenzura wciąż miała się świetnie. Teraz jednak mamy okazję poznać nowe wydanie, bez skreśleń. Dzisiaj ta książka jest ważnym świadectwem i co ciekawe po sześciu dekadach po premierze, nie stała się archaiczna. W 1958 roku wywołała burze i dyskusje, a sprawa trafiła do sądu, gdyż niektórzy więźniowie poczuli się oburzeni tym, w jaki sposób Grzesiuk opisał życie obozowe. Zamiast martyrologii dał nam szczegółowy i naturalistyczny opis.
Książka „Pięć lat kacetu” to opowieść o tym, jak jednemu człowiekowi udało się przeżyć w obozie koncentracyjnym. Stanisław Grzesiuk w 1940 roku został aresztowany podczas łapanki przez nazistów. Trafił na roboty przymusowe do niemieckiego gospodarstwa, ale po bójce w jaką się wdał z gospodarzem, a potem po nieudanej próbie ucieczki, znalazł się w obozie koncentracyjnym. Przebywał w Dachau, Mauthausen i Gusen. W tym ostatnim obozie warunki były szczególnie trudne, a śmiertelność ogromna. Komendant obozu twierdził, że nikt nie ma prawa przeżyć w tym miejscu dłużej niż pięć miesięcy.
Stanisław Grzesiuk opisał życie w obozie po kilkunastu latach od zakończenia wojny. Mimo to jego wspomnienia są niezwykle szczegółowe. Choć autor twierdzi, że wiele rzeczy i nazwisk zatarło się w jego pamięci, to czytając jego opowieści mamy wrażenie, że wydarzenia zostały spisane tuż po fakcie. Według niego „kto chciał przeżyć, nie wolno mu było bać się śmierci, bo każdy, kto chciał żyć, a bał się śmierci – bał się na bicie i wykonywać ściśle zarządzenia, czekając na cud i koniec wojny, że go zwolnią albo że przetrzyma. Gdy się zorientował, że się kończy, za późno już wtedy było na zryw i dla takiego zostawało tylko krematorium.”. Ważne było, by unikać pracy, a także umiejętnie organizować jedzenie. Zarządzenia Niemców miały na celu wykończenie więźniów w jak najkrótszym czasie. Dlatego trzeba było postępować na przekór tym wytycznym.
Czym musiał cechować się więzień? Według autora każdy z długo przebywających wyróżniał się pewną brutalnością. A jednocześnie Grzesiuk pokazuje, że możliwe było, by ludzie postępowali w sposób etyczny i sprawiedliwy wobec drugiego człowieka. Autor książki stwierdził, że starał się unikać czynów hańbiących, widzimy także, że w miarę możliwości pomagał innym, organizował dla współwięźniów odzież i żywność.
Narracja Grzesiuka jest prosta w odbiorze, ale też sprawia wrażenie szczerej. Autor nie unika pokazywania siebie jako cwaniaka, który potrafi kombinować i życie zawdzięcza sprytowi. Świetnie radził sobie w przedwojennej miejskiej dżungli, teraz w rzeczywistości obozowej robi wszystko, by jego doświadczenie życiowe i tutaj dawało mu szansę na przetrwanie. Oczywiście oprócz sprytu potrzebne było wielkie szczęście. Stanisławowi Grzesiukowi to się udało.
W książce „Pięć lat kacetu” zobaczymy jakie sposoby miał autor na przeżycie. Nie wybiela siebie, pokazuje własne postępowanie, które łatwo ocenia się z naszej perspektywy jako niewłaściwe. Widzimy wesołego kombinatora, który grą na mandolinie stara się bawić innych, ale czerpie z tego korzyści materialne. Nawet w tak okrutnym miejscu, gdzie o śmierć łatwiej niż o kromkę chleba, potrafi posługiwać się humorem, co mogło razić odbiorców w 1958 roku. W taki sposób przecież nie wypadało pisać o kacetach. A Grzesiuk łamie te niepisane zasady. Opowiada o wrzodach na nogach i nie tylko, opowiada o homoseksualizmie wśród więźniów, kradzieżach jedzenia, czy sposobach nazistów na uśmiercanie człowieka. To ostatnie powinno razić najbardziej i rzeczywiście trudno znieść te naturalistyczne opisy. Grzesiuk pokazuje nam, jak człowiek zachowuje się w tak trudnym dla siebie położeniu. Widzimy jak szybko znikają pewne wartości, z których tak jesteśmy dumni, bo przecież odróżniają nas od zwierząt. Autor pokazuje, jak szybko i łatwo można przyzwyczaić się do zła, ale daje nam również pewną nadzieję, ponieważ opisuje także ludzi, którym udało zachować się twarz, a jednocześnie przeżyć obóz. Warto poznać tę lekturę, ponieważ Stanisław Grzesiuk opowiada o sobie bez idealizowania więźniów i siebie. Pisze o obozie, ale w sposób konkretny oraz szczery, bez zbędnych ozdobników.
Dodałem do zakładek. Jestem historykiem. Ojciec mojej mamy spędził cztery lata na robotach przymusowych w Niemczech Sudeckich, siostra babci była przez kilka lat więźniarką obozu w Dachau – trafiła tam po tym, gdy bauerka nazwała ja polska świnią , ta odpysknęła bauerce „Ty niemiecka świnio” W rok po wyzwoleniu obozu zmarła. Takich publikacji trzeba jak najwięcej!
Dla historyków i polonistów to kąsek, po który chętnie sięgną, choć każda z tych grup zwracała będzie uwagę na trochę inne aspekty. A siostra Twojej babci podobnie się zachowała, jak Stanisław Grzesiuk, który również się postawił swojemu bauerowi, przez co znalazł się w obozie.
Czytałam bardzo dawno temu, ale to jedna z tych książek, które z wiekiem rozumie się bardziej. Niebawem ponownie po nią sięgnę.
Po latach zwraca się uwagę na inne problemy, więc warto powrócić do znanych sobie książek.
Brzmi jak bardzo ciężka lektura, ale zarazem taka, którą koniecznie trzeba przeczytać; rzadko sięgam po książki opowiadające o II Wojnie Światowej, ale ta jest jedną z moich lektur obowiązkowych. No i nowe wydanie będę musiał kupić; mam to stare, czyli ocenzurowane :/.
Co jakiś czas czuję potrzebę, by sięgać po tego typu książki. Ku pamięci, ale także po to, by zobaczyć różne perspektywy życia obozowego.
Ja uwielbiam całą trylogię Grzesiuka! Miał wspaniały dar opowiadania! Pozdrawiam!
Wkrótce sięgnę po kolejne części i mam nadzieję, że również podzielę ten zachwyt. Pozdrawiam 🙂
Kartkowałem w księgarni i zastanawiałem się, na ile te usunięte fragmenty były kwestią cenzury, a na ile zwykłych poprawek redakcyjnych… Przecież w niektórych przypadkach chyba mogło być też tak. Jak uważasz?
Grzesiuk to ikona, uwielbiam jego „Boso, ale w ostrogach” i w zadumę mnie wprawia mural z jego podobizną na Gagarina w Warszawie („stąd jestem!”), niedaleko jego Tatrzańskiej. Odbyłem kiedyś długą włóczęgę po tej okolicy, właśnie z tą książką z tyłu głowy.
Polecam film dokumentalny o Grzesiuku pt. „Grzesiuk, chłopak z ferajny”.
Wkrótce sięgnę po tom „Boso, ale w ostrogach”, więc mam nadzieję, że ta książka zachwyci i mnie. Jeżeli chodzi o „Pięć lat kacetu” to edytorzy podkreślają, że podstawą było wydanie z 1958 roku, ale po porównaniu z rękopisem nie zostały przywrócone te fragmenty, które zostały skreślone przez autora. Dodano kilka scen, co według redagujących to wydanie wzbogaciło zakończenie.
Mam na oku tę pozycję. Swego czasu zaczytywałem się w literaturze obozowej i przyznaję, że bardzo ciekawi mnie perspektywa „warszawskiego cwaniaka”.
Widać tutaj wyraźnie, że „warszawski cwaniak” poradzi sobie wszędzie, a także umili swoimi występami smutną egzystencję więźniów.