Książka Ryszarda Kapuścińskiego pt. „Jeszcze dzień życia” jest na pierwszy rzut oka niepozorna objętościowo. Nie jest również tak dobrze znana i doceniania jak „Cesarz”, „Szachinszach” czy „Heban”, a jednak właśnie ten tytuł doczekał się nietypowej adaptacji filmowej. Od kilku dni w kinach możemy zobaczyć animowaną produkcję „Another Day Of Life” Damiana Nenowa i Raúla de la Fuente, opartą właśnie na reportażu Ryszarda Kapuścińskiego. Przy okazji warto sięgnąć po wznowienie książki wzbogacone ilustracjami pochodzącymi z filmu.
„Cesarz reportażu” początkowo publikował swoje teksty w formie zbiorów. W latach sześćdziesiątych pracował jako korespondent w Afryce i Ameryce Łacińskiej. Powstawały krótkie reportaże. Dopiero „Jeszcze dzień życia” przyniósł coś nowego, dłuższą formę. Od tego reportażu można powiedzieć, że zaczyna się najwyższy poziom jego pisarstwa. Mistrzostwo formy osiągalne tylko dla nielicznych.
Książka „Jeszcze dzień życia” została wydana w 1976 roku. Rok wcześniej Ryszard Kapuściński przebywał w Angoli. Był korespondentem PAP, który przesyłał do Polski informacje o wydarzeniach w byłej kolonii portugalskiej. Trwały tam bratobójcze walki. Autor pisze tym, co się działo, zanim Angola stała się niepodległa. Stało się to 11 listopada 1975 roku, ale wcześniej większość mieszkańców Luandy zaczęła opuszczać stolicę w obawie o własne życie. Ryszard Kapuściński opisuje swoje wrażenia z tej ewakuacji. Dostrzega w tych obrazach pewną powtarzalność. Mieszkańcy pakują cały dobytek w skrzynie, co wygląda jakby miasto zmieniało się z kamiennego w drewniane, by potem odpłynąć na statkach. Uciekali przede wszystkim Portugalczycy w obawie, że oddziały FNLA zniszczą Luandę.
Ryszard Kapuściński zostaje i relacjonuje, co widzi. Przesyła teleksem informacje do Warszawy, a czytelnicy mają okazję poznać treść tych komunikatów. Reporter obserwuje ludzi i porzucone miasto. Potem wyrusza w podróż w rejony tak niebezpieczne, że ludzie cieszą się z każdego przeżytego dnia. Mężczyzna, która towarzyszy Kapuścińskiemu wypowiada zdanie, które pojawia się w tytule książki. Dla mieszkańców Angoli przyszłość jest tak niepewna, że nikt się nie zastanawia nad jutrem. Najważniejsze by przeżyć, tu i teraz.
Wojna w Angoli pochłonęła wiele ofiar. Czytelnicy nie obserwują jej z perspektywy decydentów. Istotni są zwykli ludzie, którzy pragną przetrwać w tym chaosie. Ryszard Kapuściński zabiera nas do serca tego wojennego szaleństwa. Umiejętność opisywania tego, co widzi reporter, to nie wszystko. Pisarz opowiada o wydarzeniach, daje nam obraz tej wojny, a ponadto skupia się na emocjach. Tworzy sugestywne obrazy, które nie pozwolą czytelnikowi na bycie obojętnymi. Zresztą sam Ryszard Kapuściński co jakiś czas pokazuje, po czyjej stronie jest jego sympatia. Trudno mu być bezstronnym w obliczu tego, co doświadczył i zobaczył.
Przejmujące są relacje pokazujące, jak łatwo stracić życie podczas wojny. Widzimy, że to krwawy konflikt, który kończy się śmiercią. Reporter opisuje dwudziestoletnią dziewczynę z MPLA (Ludowego Ruchu Wyzwolenia Angoli), która wyróżnia się pośród partyzantów nie tylko płcią i urodą, ale przede wszystkim charyzmą. Po kilku godzinach od rozmowy z Kapuścińskim o tym o co walczy, partyzantka ginie. Reporterowi pozostaje poczucie straty i pustki.
Książka Kapuścińskiego może być także odczytywana w sposób uniwersalny, nie tylko jako relacja z konkretnych zdarzeń. Kapuściński opisując wojnę w Angoli staje po stronie pokoju. Dostrzegamy pewne procesy polityczne, a także widzimy bezsens przelewu krwi. Kapuściński wiele ryzykował, gdy znalazł się w wirze wydarzeń. Uzyskał też pewną wiedzę, która miała tak duże znaczenie, że mogła wpłynąć na losy wojny. Tu rodzi się dylemat. Czy ważniejsze jest przekazywanie informacji, czy dobro ogółu?
Od wydarzeń opisanych w reportażu „Jeszcze dzień życia” minęło wiele lat, warto jednak do tego tekstu powrócić, nie tylko ze względu na adaptację filmową. Przede wszystkim należy podkreślić, iż tekst oparł się upływowi czasu. Jest nadal aktualny i uniwersalny. Istotna jest forma tego tekstu. Podczas lektury książki zobaczymy, jak cienka jest nić między reportażem a powieścią. Autorowi zarzucano to, że historie są beletryzowane, ale myślę, że dzisiaj najbardziej istotne będą nasze emocje i refleksje płynące z lektury. NA uwagę zasługuje fakt, że obecne wydanie wzbogacono ilustracjami pochodzącymi z filmu.
Moja ulubiona książka Kapuścińskiego. Przeczytałem niedawno, ale nie mam wątpliwości. Już samo nowe wydanie robi niezłe wrażenie. Jakoś na dniach wybieram się na film, żeby skonfrontować te dwa twory. Pozdrawiam
Ciekawa jestem wrażeń z filmu. Intryguje mnie ta produkcja animowana i jak wypada w konfrontacji z ksiażką.
Akurat tej książki Kapuścińskiego nie czytałem, ale wznowienie oraz adaptacja filmowa wydają się być dobrą okazję, by zmienić ten stan rzeczy.
Do tej pory łatwiej było trafić w bibliotekach i księgarniach na inne publikacje Kapuścińskiego, a dzięki temu wznowieniu może się to zmienić.