„Mykwa” – Zyta Rudzka

Mykwa, Zyta RudzkaNiedawno wznowiona została powieść Zyty Rudzkiej pt. „Mykwa”. Książkę opublikowano po raz pierwszy w 1999 roku. Od tego czasu pisarka wydała kilka kolejnych, głośnych tytułów, a kilka dni temu została laureatką Literackiej Nagrody Nike za powieść „Ten się śmieje, kto ma zęby”, choć już za świetną „Krótką wymianę ognia” Zyta Rudzka była nominowana do tej nagrody. Właśnie od tej powieści zaczęłam poznawanie twórczości tej pisarki. Dzięki wznowieniom mogłam sięgnąć po „Ślicznotkę doktora Josefa”, a teraz poznałam „Mykwę”.

Otrzymujemy historię o trzech pokoleniach bohaterów żyjących w dwudziestym wieku. Są to głównie kobiety, które wiele wycierpiały z powodu swojego pochodzenia. Opowieść o życiu Belli, o Franciszce, o Abrahamie Natanie staje się także historią traumy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Choć bohaterowie niekiedy nie znają zbyt dobrze przeszłości swoich najbliższych, to bolesne doświadczenia najbliższych odciskają na nich piętno. Zyta Rudzka pokazuje w lakoniczny sposób, co dzieje się z człowiekiem, który musi się bać, gdyż antysemityzm jest wciąż obecny, a sama wojna pozostawiają trwałe ślady w życiu potomków ocalałych z Zagłady.

Zyta Rudzka kreśli losy bohaterów w niechronologiczny sposób. Dopiero z czasem układamy sobie z kawałków całą historię. Nie otrzymujemy wszystkiego a tylko tyle, ile powinniśmy wiedzieć, by zrozumieć, co mogli przeżywać bohaterowie, jakie bolesne doświadczenia ich dotykają. Autorka pisze o tym bez ozdobników, bez szukania górnolotnych określeń. Język jest prosty, oparty na niedomówieniach, pauzach i milczeniu. Z tego budujemy sobie niekiedy klaustrofobiczną  przestrzeń, bo jak inaczej nazwać życie w ciemnym kopcu ziemniaków? Wielu z nas już nawet nie wie, co to jest za miejsce i do czego służyło. Natomiast Żydzi w czasie wojny, by przetrwać musieli nauczyć się być niewidzialnymi.

W powieści próbujemy odkryć te rodzinne tajemnice. Odsłaniamy stopniowo to, co zostało głęboko ukryte. Poznajemy ból, jaki towarzyszył ludziom, którzy przetrwali, ale mieli świadomość, jak wielu z ich bliskich odeszło. Zyta Rudzka pisze o tym subtelnie, z delikatnością, znajdziemy tu „czułego narratora”, choć kiedy autorka pisała tę powieść, nikt jeszcze nie posługiwał się tym terminem. Dzięki wybranej przez autorkę surowej formie, w której nawet dialogi nie są zaznaczane w tekście, cała historia staje się poruszająca i zmusza czytelnika do refleksji.

Kiedy sięgamy w przeszłość, wybieramy sobie te momenty, które nas ukształtowały oraz te które budziły największe emocje. Zyta Rudzka buduje opowieść w podobny sposób. Daje nam fragmentaryczne wspomnienia, a czytelnik odtwarza z tych okruchów wspomnień i historii cały wachlarz emocji, jaki towarzyszy postaciom. W tej chwili tematyka, jaką podjęła Zyta Rudzka jest bardzo modna, ale niekiedy zakłamywana i ukazywana w spłycony sposób. Z kolei „Mykwa” nie jest książkę obszerną, a jednak to właśnie w niej widzimy wiele. Oglądamy postacie, które wciąż muszą zmagać się ze strachem tak silnie obecnym w ich życiu w związku z antysemityzmem, z jakim się spotykają. Ma on różne oblicza, ale trwa, choć wojna dawno się skończyła.

Kim są ludzie, którym odebrano tożsamość? Jaki wpływa na relacje międzyludzkie życie z traumą? Takie pytania zadajemy sobie podczas lektury „Mykwy”. Zyta Rudzka w tej powieści porusza nasze skostniałe serca i zachęca do zadawania sobie pytań o dziedziczenie traum. Czy zatem jest to historia, która nie daje żadnej nadziei bohaterom i nam czytelnikom? Odpowiedź na to pytanie odnajdziemy w powieści, ale podpowiem, że pojawia się coś, co daje pewną otuchę i światełko, za którym warto podążyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *