O książkach pisarki pochodzącej z Turcji wszędzie jest głośno. W związku z tym i ja postanowiłam poznać jej twórczość. Kraj Elif Shafak do tej pory postrzegałam przez pryzmat powieści O. Pamuka. Czas poznać inną perspektywę.
Zaczęłam od powieści „Pchli pałac”. Wzrok przyciąga piękna okładka w stylu orientalnym. Również ilość stron, bo całe 500, uważam za plus. Pod warunkiem oczywiście, że na nich pojawia się coś interesującego.
Autorka w swej książce opowiada o mieszkańcach pewnej kamienicy, która otrzymała nazwę – Cukiereczek. Zbudował ją rosyjski arystokrata, dla umierającej żony. Kiedy oboje zmarli, dom podzielono na dziesięć lokali, które wynajęto.
Fabuła powieści została podporządkowana właśnie tym ludziom. Poznajemy ich losy, przeżycia, przemyślenia, poglądy i oczekiwania. Shafak zamknęła cały świat w tym jednym domu. Poprzez historie mieszkańców willi, otrzymujemy pewne uniwersum – świat w pigułce.
Już pierwsze zdania „Pchlego pałacu” brzmią pięknie. Shafak opowiada w niezwykły sposób, tak że chce się powoli smakować każdą wypowiedź. Język podporządkowany został próbie opisania głównego bohatera, jakim jest właśnie tytułowy budynek. Z tym, że kryje on w sobie pewną tajemnicę. I choć niby odpowiedź mamy cały czas przed nosem, to jednak autorka nas nieco zwodzi.
Zmysł węchu jest niezwykle ważny w tej opowieści. Mieszkańcy Pałacu Cukiereczek muszą się zmierzyć ze smrodem, który opanował ich budynek. Każdemu lokalowi towarzyszą nie tylko historie, ale i zapachy. Powstaje niesamowita mieszanka. Niemal udaje się Elif Shafak stworzyć taki klimat, że wręcz odczuwamy razem z lokatorami te nieprzyjemne wonie.
Mieszkańcy Pałacu są tak samo niezwykli, jak dom w którym mieszkają. Bliźniacy Celal i Cemal prowadzą w nim zakład fryzjerski, czasem przez ich okna podglądamy sąsiadów. Błękitną Kochankę handlarza oliwą, Tijen Czścioszkę z córką Su, studenta Sidara mieszkającego w suterenie z psem bernardynem, Madame Babcię czy rodzinę Ognistych – już te króciutkie opisy sporo mówią o tych ludziach.
O wydarzeniach opowiada nauczyciel akademicki zajmujący lokal nr 7. On przyczyni się do zainicjowania wydarzeń, które doprowadzą do rozwiązania tajemnicy Pchlego Pałacu. Jednak, czy będzie warto? Bohater nie zdaje sobie sprawy, jak za pomocą jednego zdania można zmienić życie wszystkich mieszkańców domu.
Akcja powieści rozgrywa się w Stambule. Jednak miasto nie stanie się bohaterem powieści. Tę rolę spełni Pchli Pałac, choć pośrednio dzięki niemu poznajemy Stambuł – poprzez mieszkańców kamienicy. Bo właśnie w willi Cukiereczek zderzają się liczne typy charakterów – od dziwaków, po fanatyków religijnych i osoby na wskroś nowoczesne. Powstaje w ten sposób barwny turecki kilim – i właśnie to jest olbrzymim plusem książki.
Jeszcze jedno łączy bohaterów – insekty. Tam gdzie bród i smród, nie da się ustrzec przed inwazją karaluchów. Pchli pałac posiada więc nie tylko ludzkich lokatorów – owady staną się udręką dla mieszkańców do tego stopnia, by wezwany został człowiek od dezynsekcji. Również i on ma do odegrania ważną rolę – gdyż spaja początek i koniec powieści. Tak, że zatoczone zostaje koło.
„Pchli pałac” czytałam smakując powoli każde słowo. Na początku pewną trudność sprawiało mi zrozumienie o kim mowa w powieści. Jednak na końcu książki dla ułatwienia wypisano mieszkańców willi Cukiereczek. Aby lepiej orientować się w nazewnictwie, podano również wymowę w języku polskim niektórych głosek tureckich. Dzięki temu szybciej można przełamać własne ograniczenia, bo właśnie taka jest powieść Shafak – ubogacająca czytelnika. Otrzymujemy typowe danie tureckie, w którym po dodaniu do siebie pozornie niepasujących składników, powstaje kulinarny majstersztyk. Mnie zachwycił. Powstało w mojej głowie coś niezwykle barwnego i wielozmysłowego.
Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz książki
Shafak kocham bezapelacyjnie, a Pchli pałac jest jedną z jej najlepszych powieści.
Jak dla mnie Shafak jest o wiele bardziej strawna, niż Pamuk. Pchli pałac jeszcze w kolejce do przeczytania.
Pamuk jest bardzo trudny i trzeba mieć całkowity spokój, by go przebrnąć. A za chwilę wezmę się za „Sufiego” Shafak…
Przyznam szczerze, że nie dotarła do mnie jeszcze żadna z książek pochodzących z Turcji, ale teraz będę to miała na względzie. Już wpisałam sobie tytuł książki „do przeczytania” ponieważ odrobinę zaintrygowała mnie treść. Korzystając z tego, że tu trafiłam (dzięki blogowi Beaty) chciałam zaprosić do wzięcia udziału w konkursie wakacyjnym, który odrobinę związany jest z lipcowym spotkaniem blogerek w Sopocie. http://ksiazkiidy.blox.pl/2013/06/KONKURS-WAKACYJNY-pachnacy-lawenda.html
Już od kilku dni się zastanawiam, co by tu ciekawego napisać… Bo oczywiście widziałam konkurs na blogu cowartoczytac.blog.pl 🙂
Znowu ciekawą, nietuzinkową lekturę proponujesz, ale mam na tapecie kolejnego Zimbardo i kilka innych rzeczy, więc na razie się nie skuszę. Ale będę pamiętał 🙂
Widzę, że jeszcze niedawno byliśmy w podobnym położeniu. Ja prozę turecką również kojarzę za sprawą Pamuka. Ale po recenzji nabieram przekonania, że twórczość Elif Shafak również powinienem poznać.
Zawsze to chociaż o jeden autor więcej… Jak sobie pomyślę, ilu czytałam autorów amerykańskich. A tureckich? Aż 2.
Pingback: Letni konkurs z Wydawnictwem Literackim | Czytam, bo chcę i już
Pingback: Honor – Elif Shafak | Czytam, bo chcę i już