Mam wrażenie, że literatura japońska jest ostatnio bardzo popularna, gdyż widzę coraz więcej książek z tego kraju tłumaczonych na język polski. Jednocześnie coś mnie również przyciąga do tych tytułów, choć często są zupełnie różne od tego, co znam z własnego podwórka. Zupełnie inne tempo akcji, odmienny nastrój i ukryte emocje. Te ostatnie niekiedy sprawiają, że obawiam się, że coś może mi umknąć. Książka „Dziwna pogoda w Tokio”, Hiromi Kawakami właśnie do takich należy. Trzynaście lat temu mogliśmy już poznać tę historię, ale pod innym tytułem: „Sensei i miłość” w tłumaczeniu Anny Zalewskiej. W tym roku otrzymujemy wznowienie pod zmienionym tytułem, choć tej samej translatorki.
Główną bohaterką jest dojrzała kobieta, która spędza wolny czas w barach sake w Tokio. W jej życiu niewiele się dzieje. Chodzi do pracy, a wieczory lubi spędzać poza ścianami mieszkania. Samotność w tłumie nie jest dla niej niczym niezwykłym. Nie szuka znajomości, aż pewnego dnia spotyka w barze swojego dawnego nauczyciela. Nazywa go Senseiem. Mężczyzna jest osobą po siedemdziesiątce i podobnie jak jego dawna uczennica, spędza czas w barach.
Tsukiko Omachi oraz jej dawny nauczyciel języka japońskiego podejmują rozmowę. Okazuje się, że mają podobny gust kulinarny, a także podejście do świata. Zaczynają coraz częściej na siebie wpadać i wspólnie wędrować do różnych miejsc, w których można coś zjeść, czy napić się sake. Introwertyczna Tsukiko dobrze czuje się przy starszym mężczyźnie. Nie musi na siłę prowadzić z nim rozmowy. Równie dobrze im się razem milczy.
Relacja tych dwóch osób polega na wspólnym spędzaniu czasu, ale zbudowana została na kruchym fundamencie. Łatwo ją zburzyć, wystarczy, że któreś z nich nie pojawi się w danym miejscu, czy nie przysiądzie się w barze. Jednocześnie zauważamy, że Senseia i kobietę zaczyna coś łączyć. Lubią ze sobą przebywać, słuchają się wzajemnie. Odbywają również wspólne podróże np. na grzyby czy udają na wędrówkę po pewnej wyspie.
W „Dziwnej pogodzie w Tokio” w zasadzie nic się nie dzieje. Bohaterowie popijają sake, rozmawiają, albo milczą. Są obok siebie, ale uważnie się obserwują. Wiele rozgrywa się między słowami. Kobieta próbuje wyczuć emocje byłego nauczyciela, a on odpowiada tym samym. Budują więź, która przeradza się w uczucie. Nie jest to jednak płomienny romans starszego mężczyzny i dużo młodszej kobiety. Miłość między nimi polega na wzajemnej uważności i codziennym byciu obok.
Czy oznacza to, że para doskonale się rozumie? Hiromi Kawakami pokazuje, że Tsukiko nie zawsze ma pojęcie o co chodzi Senseiowi, często odpowiada mu jednym słowem, albo nie mówi wszystkiego, co myśli. Dla bohaterki najważniejsze jest, by starszy mężczyzna jej towarzyszył i by mogła czuć jego obecność. Doskonale zdaje sobie sprawę, że każdy wspólny dzień jest darem.
Wyobrażam sobie Tokio, jako miejsce pełne ludzi, które nigdy nie śpi. Bohaterowie opisani przez Kawakami, wypadli z tej pędzącej rzeczywistości. Sprawiają wrażenie samotnych, zupełnie obojętnych na to, co dzieje się wokół. Dlatego też dobrze do siebie pasują. Ich zwyczajność sprawia wrażenie, że są nieco wyobcowani, a sama narracja skupiona jest na codziennych rytuałach. Na pozór nic się nie dzieje, a czytelnik zastanawia się przede wszystkim nad tym, co rozgrywa się między bohaterami poza wypowiedziami. Z tego powodu „Dziwna pogoda w Tokio” raczej będzie książką dla tych, którzy nie domagają się wartkiej akcji, a dla osób, które cenią historie, jakie znamy za sprawą takich filmów jak „Między słowami”, czy „Perfect Days”.
PS Książkę przełożyła Anna Zalewska.
Czytam właśnie tę książkę i zaczęłam sprawdzać opinie w Internecie, na jej temat. Sama mam bardzo mieszane odczucia, bardzo lubię literaturę azjatycką, aczkolwiek ten pomysł na książkę mnie jak na razie nie kupił. Zobaczę, czy dobrnę do końca.
Jest to książka, która opowiada o relacji mężczyzny i kobiety inaczej, niż by to było w przypadku literatury europejskiej. Widać różnice związane choćby z opisywaniem emocji, tym co się dzieje między słowami, dlatego tak różnie opowieść może być odbierana.