„Baltic. Pies na krze” – spektakl dla dzieci w Teatrze Miniatura

Po przeczytaniu książki Barbary Gawryluk „Baltic. Pies który płynął na krze” nabraliśmy ochoty na spektakl, który powstał na podstawie historii o której było głośno w 2010 roku. Bilety okazały się tańsze niż do kina, pokus w teatrze też jest mniej, więc postanowiliśmy ruszyć. Nawet deszcz ze śniegiem i egipskie ciemności nie były nas w stanie powstrzymać.

Baltic_pies_na_krze

fot. Piotr Pędziszewski / mat. Teatru Miniatura

Choć spektakl miał premierę niemal rok temu, dopiero teraz mieliśmy okazję, by się na niego udać. A swoją drogą ciekawe, że wtedy kiedy rodzice mają więcej wolnego czasu – czyli w wakacje – teatry są zamknięte. I jak tu dzieciom pokazać czym jest prawdziwe przedstawienie, a nie przedszkolny teatrzyk?

Muszę przyznać, że „Baltic” jest świetną sztuką. Pięknie pokazano głównego bohatera, który wzbudza same pozytywne emocje. Dzieciaki poznały zupełnie inny przekaz, niż książkowy. Okazało się, że nie trzeba im dosłownie wszystkiego pokazywać, jak w filmie, rozumiały pewną umowność, jaką niesie za sobą spektakl. Wprawdzie pięciolatek dopytywał, czy śnieg, ciastko, telewizor są prawdziwe, ale był w stanie zrozumieć, że wszystko jest grą. Jedno mu się nie podobało – różnice między spektaklem, a książką. A kiedy sztuka się skończyła, nie chciał wyjść, bo przecież wszystkiego jeszcze nie przedstwiono…

Historia Baltica, psa który płynął przez Polskę, by wreszcie zostać odratowanym na morzu, porusza. W sztuce pokazano jak ważni są dobrzy ludzie, wrażliwi na cierpienia innych. Podczas kulminacyjnego momentu wyświetlony został króciutki filmik z akcji ratunkowej. Widać było, że poruszył wielu młodych widzów – gdzieniegdzie na widowni usłyszeć można było tłumione łkania.

Córka bardzo uważnie śledziła wydarzenia. Pięciolatek bał się fajerwerków i wybuchów, tak samo jak tytułowy Baltic … Sama oprawa plastyczna spektaklu jest zachwycająca. Piękny śnieg, rewelacyjnie oddany zimowy klimat. Przenikanie się takich kolorów jak biel, czerń, granat, kojarzy się z mroźną zimą. Oprócz tego schematycznie pokazane z oddali bloki mieszkalne, wnętrza budowane z białych sześcianów, biały las zamieniający się za jakiś czas w bożonarodzeniową choinkę.

_PPP5627

fot. Piotr Pędziszewski / mat. Teatru Miniatura

Prosto, pięknie i mądrze. Taka właśnie jest sztuka „Baltic. Pies na krze”. Uczy jak być wrażliwym na cierpienia innych. Nawet tych najmniejszych. Bo niemal każdy chciał pomóc zabłąkanemu zwierzęciu. A co do pokus… Jedna się znalazła. Otóż, w teatrze można było nabyć… Książki! I to takie rewelacyjne, żadnych szmir, same lektury z górnej półki. Jak się łatwo domyślić, nie wyszliśmy z Miniatury z pustymi rękoma…

  1. Ja również lubię teatr, chociaż przyznaję szczerze, że w młodości niezbyt przepadałem za tą formą sztuki. Dopiero w okresie studiów odkryłem magię, jaką skrywa w sobie żywa scena 🙂

    • Czasy studenckie są najlepsze dla odkrywania teatru. Sama najwięcej miałam okazji do zapoznawania się z tą formą wypowiedzi… Zazwyczaj ograniczają jednak w tym czasie pustki w kieszeniach.

  2. Pingback: „Felek i Tola” Sylvii Vanden Heede. Opowieść zachęcająca do samodzielnego czytania | Czytam, bo chcę i już

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *