Data wznowienia zbioru opowiadań Alice Munro pt. „Kocha, lubi, szanuje…” została określona na 19 lutego, ale udało mi się przeczytać książkę jeszcze przed premierą. Jako, że styl noblistki bardzo do mnie przemawia, niecierpliwie czekałam na ów zbiór. Otrzymałam dziewięć opowiadań i tak jak się spodziewałam, była to niesamowicie przyjemna uczta literacka.
Właściwie na tym mogłabym skończyć wpis o „Kocha, lubi, szanuje…” Alice Munro. Doskonale zrozumie mnie każdy, kto przeczytał choć kilka opowiadań autorstwa kanadyjskiej noblistki. Łatwo znaleźć dla wszystkich historii wspólny mianownik. Czujemy, że autorka wciąż mówi o tym samym. Na pierwszy rzut oka przecież zawsze mowa w tych opowieściach o kobietach oraz o miłości. Jednak, kiedy przyjrzymy się tym tekstom bliżej, zobaczymy, że każde opowiadanie jest zupełnie inne. Podobnie jak z ludźmi, nie sposób znaleźć drugiej takiej samej osoby, a przecież można określić cechy wspólne dla przedstawicieli tego gatunku.
Dlaczego dojrzali ludzie decydują się na wielką zmianę w życiu? Co sprawia, że potrafią porzucić wszystko dla nieznanego? W tytułowym opowiadaniu „Kocha, lubi, szanuje…” obserwujemy bohaterkę, która nadaje meble do Saskatchewan. Dojrzała, samotna osoba postanawia odmienić swój los. Dzieje się tak przez listy, które otrzymuje od pewnego mężczyzny. Zostawia swoje dotychczasowe życie i rusza w nieznane. Drobne z pozoru wydarzenia, przynoszą konkretne skutki, które dla osób stojących z boku mogą się wydawać błahe, dla bohatera, który ich akurat doświadcza, są najważniejszym momentem w życiu.
Emocje, które targają postaciami, nie zawsze są łatwe do rozpoznania. Trudno przecież przewidzieć co czuje kobieta robiąca pranie, czy zmywająca naczynia? Może w tym momencie pragnąć chwili beztroski, zwłaszcza jeśli od lekarza usłyszała o tym, że w jej ciele rozwija się rak. Zaczyna patrzeć na swoją egzystencję inaczej, pozwala sobie na coś, czego kiedy indziej nie dopuściłaby do głosu. Chwilę wesołości i beztroski może jej dać ktoś, kto pokazuje bohaterce wiszący most.
Bohaterowie opowiadań żyją w drugiej połowie dwudziestego wieku. Choć niekiedy nie jest to powiedziane wprost, domyślamy się tego obserwując przemiany społeczne, które wtedy zachodzą. Kobiety stają się bardziej wyzwolone, jednak feminizm nie zawsze jest łatwą drogą. Często trzeba za emancypację zapłacić jakąś cenę. Kiedy młoda mężatka decyduje się na jednorazowy skok w bok, jest zaskoczona, że kochanek nie chce kontynuować tej znajomości. Meriel dostaje pewną nauczkę od życia, po wielu latach wciąż wspomina kochanka, ich namiętność – nawet po jego śmierci („Co się pamięta”).
Niekiedy jednak pozornie nowoczesne społeczności wracają do purytańskich zasad. Przekonuje się o tym nauczyciel biologii z opowiadania „Pocieszenie”, który musi odejść z pracy po tym, jak wybiera racjonalizm, a odrzuca biblijną koncepcję stworzenia świata. Żona Lewisa natomiast wspomina te wydarzenia z przeszłości, gdyż jej właśnie zmarły mąż ma zostać skremowany. Natomiast Nina próbuje się uporać z własnymi uczuciami.
Książę zamyka wspaniałe opowiadanie „Stary niedźwiedź mocno śpi”. Jest to historia mężczyzny, któremu wydaje się, że traci miłość żony, gdyż kobieta cierpi na demencję. Grant obserwuje swoją żonę Fionę w domu opieki, która zakochuje się w Aubreyu – pensjonariuszu i Grantowi sprawia to ból. Po raz pierwszy doświadcza takiego uczucia, choć przecież jego żona ma siedemdziesiąt lat, a bohater ma sobie wiele do zarzucenia. Grant, dawny kobieciarz, obserwując cierpienie Fiony, kiedy Aubrey zostaje wypisany do domu, postanawia odłożyć cierpienie na bok i namówić Marion, by oddała swego męża Aubreya do ośrodka.
Czytając opowiadania Alice Munro ma się wrażenie, że cały świat przechodzi przez ręce bohaterów. Tak jakbyśmy weszli do rzeki i stojąc w miejscu obserwowali, jak zmącona woda odpływa za horyzont. Ta woda to życie bohaterów. Postacie są w jakimś punkcie życia i kiedy coś wspominają, dają czytelnikowi tylko pewne elementy, a dopiero z czasem udaje się ułożyć historię w pewną całość. Czym kierowała się Munro wybierając taką, a nie inną opowieść? Samo pisanie to dla artystki rodzaj pracy „przypominającej bardziej chwytanie czegoś w powietrzu niż budowanie historii” (s. 164). Noblistka w niezwykle subtelny sposób opisuje uczucia bohaterów, które tylko pozornie są zwykłe, a jednocześnie niezwykle ważne, bo jedyne jakie posiadają.
Dziękuję za książkę Wydawnictwu Literackiemu.
wydaje mi się szalenie ciekawa 🙂 z chęcią bym przeczytała 🙂
Polecam 🙂
Proza Munro jest bardzo minimalistyczna, ale jednocześnie autorka potrafi zawrzeć całą gamę emocji w swoich krótkich utworach i to mnie najbardziej pociąga w twórczości Kanadyjki. „Kocha, lubi, szanuje” – wymowny tytuł i trochę szkoda, że wydawcy nie udało się opublikować tej książki 14. lutego – być może sprzedaż byłaby odrobinę większa : )
Rzeczywiście, tytuł byłby wspaniałym prezentem walentynkowym. Myślę, że mało kto potrafi tak pisać o uczuciach, jak Munro.
Do Munro mam niesamowity szacunek i totalną słabość – to jej „Uciekinierka” otworzyła mi oczy na potencjał i możliwość, jaki kryje w sobie opowiadanie – dobrze rozpisane opowiadanie…