„Moja walka. Księga 5” – Karl Ove Knausgård

Moja walka. Księga 5, Karl Ove KnausgårdCzytając kolejne tomy „Mojej walki” Karla Ove Knausgårda odnosimy wrażenie, że świetnie znamy ich autora. Kiedy więc wydana została piąta część zadałam sobie pytanie, czy pisarz przypadkiem nie powiedział już wszystkiego? Czy jest jeszcze w stanie czymś mnie zaskoczyć? W poprzednim tomie główny bohater był człowiekiem wchodzącym w dorosłość. Tyle, że jedynie metryka mogła o tym zaświadczyć. Teraz przenosimy się wraz z nim do miejsca, w którym Karl rozpoczyna studia, by móc wreszcie zostać wielkim pisarzem.

Bohater „Mojej walki” przez czternaście lat mieszkał w Bergen, ale wydaje mu się, że nie zapamiętał zbyt wielu wydarzeń z tego czasu. „Z tysięcy dni, które spędziłem w tym niewielkim mieście na zachodzie Norwegii, wśród jego wąskich uliczek, lśniących od deszczu, pozostało jedynie kilka zdarzeń, za to mnóstwo nastrojów.” (s. 9). Aż trudno uwierzyć, że z tej niepamięci powstanie ośmiusetstronicowa książka, w której ważne okażą się nie tylko zdarzenia, ale uczucia narratora. Na nich przede wszystkim buduje „Moją walkę”.

Dziewiętnastoletni Karl Ove jest pewien jednego: uważa że jego przeznaczeniem jest pisanie. Podczas wakacji podróżował stopem po Europie, ale wraca do Norwegii, ponieważ dostał się do Akademii Sztuki Pisania. Przez rok uczy się od najlepszych, ale nie radzi sobie zbyt dobrze. Jest najmłodszy w grupie i tak naprawdę niewiele ma do powiedzenia. Nie potrafi wymyślić nic oryginalnego, na dodatek wszyscy wydają mu się lepsi od niego. Rodzi to frustrację, niemoc twórczą i obawę, że może jednak nie uda mu się osiągnąć wymarzonego celu.

Nauka to jednak tylko mały fragment egzystencji Karla Ovego. Bohater przede wszystkim stara się uczestniczyć w życiu studenckim, przyczepiając się do brata. Jednocześnie zazdrości mu pewności siebie oraz tego, że jest lubiany przez innych. Yngve wydaje mu się we wszystkim lepszy i próbuje go naśladować. Starszy brat odbija mu też dziewczynę. Karl rozpacza, ale kiedy imprezuje, nie wie, co to umiar. Stopniowo stacza się na samo dno. Pije, popełnia błędy, które następnego dnia kończą się kacem moralnym. Zbyt szybko przehulany kredyt studencki, kolejne nieudane związki wpływają na to, że Karl Ove czuje się źle. Dzieje się tak tylko z jego własnej winy. Zdradza, oszukuje, nie pisze, tak jak powinien. Nic zatem dziwnego, że niewiele mu się udaje, ale w jego duszy panuje coraz większy mrok.

Kiedy kończą się pieniądze, bohater znajduje pracę. Ma troszczyć się o niepełnosprawnych, ale znowu skupia się tylko na sobie. Egocentryzm powoduje, że gardzi innymi. Jego reakcja na chorych psychicznie zaskakuje, ponieważ Karl w zasadzie brzydzi się chorymi. Uważa, że ośrodki i szpitale dla osób niepełnosprawnych psychicznie są jak przechowalnie, w których nie ma szansy na rozwój, a jest tylko oczekiwanie na śmierć. Szybko jednak znajdziemy analogię do tego, jakie sam prowadzi życie. Jego egzystencja jest pusta i jałowa. Ogranicza się do użalania nad sobą i popełniania kolejnych błędów.

Podczas lektury „Moja walka. Księga 5” razem z głównym bohaterem zanurzymy się w ciemność. Z czasem uświadamiamy sobie, że oglądamy narodziny pisarza. Knausgård wprawdzie nie jest dobrym studentem, a pisanie idzie mu jak po grudzie. W pewnym momencie zostaje zauważony jako krytyk. Czyta książki, pisze o nich do gazet, przeprowadza wywiady, pracuje w radio, gra w kapeli na perkusji i pisze słowa do piosenek dla brata. Nie to jest jednak dla niego szczytem ambicji. Na dodatek zżera go zazdrość, kiedy jego koledzy po piórze zaczynają odnosić pierwsze sukcesy. To Karl Ove miał być geniuszem, którego książki znajdą się na listach bestsellerów, a tu okazuje się, że próby pisarskie Knausgårda nie podobają się redaktorom.

Autor piątej części „Mojej walki” pisze o tym, jak trudna i bolesna może być młodość. Wracamy też do niektórych wydarzeń opisanych w poprzednich częściach, jak choćby dotyczących śmierci ojca. Bohater książki, którego utożsamiamy z pisarzem, przeżywa katusze związane z niemocą twórczą, a do tego jego własne życie dalekie jest od ideału. Kiedy udaje mu się z wielkim trudem znaleźć na pierwszym szczeblu drabiny do kariery pisarskiej, natychmiast burzy pewną małą stabilizację, którą zbudował ze swoją ukochaną. Jedno zyskuje, a drugie traci. Czytelnik natomiast zanurza się w autodestrukcji bohatera, a jego uczucia zachęcają nas do zastanowienia się nad naszymi własnymi doświadczeniami. Czy jego refleksje okażą się bliskie temu, co sami przeżyliśmy, będąc w podobnym wieku? Czytając tę część „Mojej walki” razem z jej autorem przeżyjemy jego lęki, a jednocześnie zobaczymy, w jaki sposób rodzi się pisarz.

    • Powoli można zaczynać – został już tylko 6 tom, więc będzie to lektura na kilka nocy (tych bezsennych). 🙂

  1. Mam wielką słabość do długich cykli (choć napotykałem je głównie w fantastyce), ale tu mam reakcję obronną – im więcej tych tomów, tym mniej chcę się za nie zabierać. Może to przez świadomość tego, ile czasu zajmie mi dobrnięcie do końca? Ale może kiedyś choć spróbuję sił z pierwszym tomem.

    • Fakt, nie przeczytałam książki „W poszukiwaniu straconego czasu” z tego samego powodu. Natomiast kiedy zaczynałam „Moją walkę” nie w pełni zdawałam sobie, że te sześć tomów, przełoży się na taki potężny stos.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *