Czeski pisarz Jaroslav Rudiš jest u nas niezwykle popularny. Na spotkania z autorem nie brakuje chętnych, a na każdą kolejną książkę czytelnicy czekają niecierpliwie. Nie tak dawno temu premierę miała „Aleja Narodowa”, która wydana została przez Książkowe Klimaty i choć jest niewielka pod względem objętości, może zaskoczyć. Jej głównym tematem jest bowiem nacjonalizm.
W „Alei Narodowej” mamy do czynienia z monologiem mężczyzny. Vandam, bo tak się przedstawia główny bohater, wyraża swoje poglądy. Jego pseudonim wziął się od fascynacji aktorem grającym w filmach akcji Jean-Claude Van Damme’m. Sama należę do pokolenia wychowanego na kasetach VHS, kiedy po czasach PRL-u nagle pojawiły się pirackie taśmy i kraj zalały kiepsko tłumaczone filmy „kopane”, czy te klasy B. Bohater książki „Aleja Narodowa” – Vandam wprowadzał w życie sceny, które mógł obejrzeć w tych filmach.
Mężczyzna opowiada swoją historię, ale przede wszystkim wylewa żale. Choć wcale nie uważa, że jest nazistą, to jego wypowiedzi tak właśnie brzmią. Zaczyna się robić niebezpiecznie od pierwszego zdania:
„Adolf Hitler uratował mi życie.
Wiem, co chcesz powiedzieć. Ale nie mów nic.” (s. 9)
Vandam uważa się za prawdziwego mężczyznę, który nie ulega słabościom, a tam gdzie trzeba, potrafi swoim użyć pięści. Oprócz tego główny bohater to wojownik i ostatni Rzymianin (dlatego używa starożytnego pozdrowienia i na przywitanie podnosi rękę). Swoją wypowiedź kieruje do syna. Daje mu wskazówki, jak ma żyć i jakim człowiekiem powinien się stać. Na początek powinien robić dwieście pompek dziennie, oprócz tego wiele różnych ćwiczeń fizycznych, które zrobią z niego twardziela. Jak brzmi manifest Vandama?
Po prostu ćwicz.
Haruj.
Ale też dużo czytaj. Książki nie są dla głupków.
A ty jesteś kumaty gość. Czytaj o wojnach i bitwach i wielkich słynnych wojownikach. Czytaj tak
jak ja.
Ćwicz i czytaj i haruj i czytaj i ćwicz, żebyś był w gotowości, jak znowu wszystko się sypnie.
Bo zanim gruby schudnie, chudy zdechnie. (s. 23)
Bohater twierdzi, że nikt mu nie przeszkadza. Żaden obcokrajowiec, student, czy ćpun, pod warunkiem, że nie robi „syfu”, wtedy idzie im powiedzieć, że stanowi dla niego problem, ponieważ „porządek musi być” (s. 28). Vandam twierdzi, że prędzej czy później czas pokoju się skończy i wtedy trzeba być przygotowanym na obronę swojej ojczyzny i bliskich.
Tytuł powieści nawiązuje do wydarzeń z 1989 roku, kiedy właśnie demonstracja na Alei Narodowej została brutalnie stłumiona przez policję. Kto zaczął te działania, które doprowadziły do wybuchu „aksamitnej rewolucji”? Vandam twierdzi, że to właśnie on, tylko po której stał stronie? Ostatecznie bohater nie został beneficjentem tej transformacji ustrojowej, niczego nie zyskał niezależnie od tego, w którym miejscu się znalazł.
Adolf Hitler miał swoje „Mein Kampf”, ale czy manifest Vandama brzmi poważnie? W końcu hasło czeski nazizm może brzmieć nieco niepoważnie, biorąc pod uwagę choćby położenie geograficzne i historię tego kraju, gdzie spotykało się tak wiele narodowości w jednym miejscu i raczej trudno znaleźć Czecha czystej krwi. Tytułowy bohater właśnie za kogoś takiego się uważa, a Jaroslav Rudiš dowodzi, jak absurdalne jest takie twierdzenie. Vandam ma spore poważanie w knajpie do której chodzi, wszyscy uważają go za kogoś, na kogo można liczyć w potrzebie.
Czytelnicy podczas lektury mają okazję zobaczyć, że współczesny nazizm to coś niezwykle niebezpiecznego. Zaczyna się przecież niewinnie, bo kto nie chciałby porządku na ulicach, szacunku i poczucia, że jego kraj należy do tych silnych. Ale już Vandam mówi o Czechach: „Jesteśmy rozerwani na pół. Jesteśmy Europejczykami. Jesteśmy Antyeuropejczykami. Jesteśmy wkurwieni. Szczerzymy się. Jesteśmy rozgoryczonymi patriotami. Jesteśmy lewakami. Nie chodzimy do kościoła. Ale wierzymy w Swiętego Mikołaja. Zawsze jesteśmy gdzieś tylko do połowy.” (s. 112)
Jaroslav Rudiš przedstawia bohatera, który w swych niebezpiecznych deklaracjach również bywa śmieszny. Zaprzecza sam sobie oraz posługuje się stereotypami, ale jest przekonany o własnej nieomylności. Pisarz pokazuje jedną stronę medalu, ale najbardziej zaskakujący okaże się finał, który obnaży całą prawdę o postaci. Wprawdzie trzeba sobie nieco dopowiedzieć, bo nie wszystko jest powiedziane wprost, ale dzięki książce możemy się zastanawiać, co tak naprawdę wiemy o Czechach? Co denerwuje samego Rudisa? Książka zmusza do refleksji, bo wiele problemów wspomnianych w powieści jest niezwykle aktualnych i bolesnych oraz dotyczy również naszego społeczeństwa.
No popatrz – u mnie też dzisiaj „Aleja Narodowa” na tapecie 🙂 Mocna książka, choć taka króciutka. W pierwszym odruchu nie wiedziałam, jak ją potraktować, bo Rudiš biegł w niej na łeb na szyję. Ale warto się trochę nad nią pochylić (może nawet przeczytać drugi raz) i wyłuskać z niej wszystkie smaczki.
Też tak myślę, warto się nad tą powieścią trochę zatrzymać, ponieważ objętość jest niewielka, ale refleksji nie zabraknie. A swoją drogą ciekawy przypadek – tak się zgrać z lekturą. 🙂
Muszę przeczytać. 🙂
Polecam – lektura na jeden wieczór. 🙂
Ha, gdy tylko zobaczyłem pseudonim bohatera, mnie również automatycznie skojarzył się on z Van Damme’m. Sylwetka protagonisty przywodzi na myśl naszych narodowców, dlatego książka wydaje się całkiem interesująca. Poruszana tematyka – rozczarowanie UE, ksenofobia – jest b. aktualna. Książka kusi mnie tym bardziej, że moja przerwa od literatury czeskiej trwa ciut za długo : )
Współczesna literatura czeska wydaje mi się, że ma sporo do zaoferowania czytelnikom, ale Rudiš jest u nas chyba najbardziej popularnym autorem (przynajmniej w blogosferze książkowej). 🙂