Autor książki „Analfabetka, która potrafiła liczyć” stał się sławny dzięki powieści „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”. Zresztą ta ostatnia powieść została zekranizowana i właśnie dzięki niej postanowiłam sięgnąć po „Analfabetkę, która potrafiła liczyć”. W filmie zaskoczył mnie absurdalny humor i nieoczekiwane zwroty akcji. Ciekawa byłam, czy druga książka Jonassona wydawana w Polsce, będzie napisana w podobnym stylu.
Główną bohaterką powieści „Analfabetka, która potrafiła liczyć” jest Nombeko, żyjąca w największej dzielnicy slamsów w Republice Południowej Afryki. Jej szanse na przeżycie są niemal równe zeru. Matka alkoholiczka i narkomanka, samotnie wychowująca dziecko – czy raczej wykorzystująca Nombeko. Tytułową postać poznajemy, kiedy ma czternaście tat, a od dziewięciu zajmuje się oczyszczaniem latryn. W związku z tym nie potrafi czytać i pisać. Nikt też się nie przejmuje jej losem. Jednak dziewczynka ma dar – potrafi świetnie liczyć. Żeby jednak posiąść umiejętność posługiwania się alfabetem, potrzebuje pomocy. Otrzymuje ją od niedoszłego gwałciciela.
Wszystko w życiu Nombeko Mayeki się komplikuje, kiedy traci pracę. Jednak dzięki swej niezwykłej inteligencji, potrafi wziąć sprawy w swoje ręce. Trafi choćby w miejsce, gdzie produkuje się bomby atomowe, pozna agentów Mossadu, a nawet trafi do Szwecji. Wszystko, co się jej przytrafia jest nieprawdopodobne i stanowi splot niefortunnych zdarzeń. Takich na granicy prawdopodobieństwa – tak jakby trafić szóstkę w lotto. tylko w przypadku Nombeko będzie chodziło nie o nagrodę, a o przetrwanie w brutalnym świecie.
Od kilku dziesięcioleci los dla Europejczyków jest łaskawy. Zwłaszcza tam, gdzie istnieją kraje demokratyczne. Coś co nam wydaje się naturalne, w latach siedemdziesiątych w RPA, wcale takie nie jest. Choćby umiejętność czytania i pisania, albo fakt, że pięcioletnie dzieci pracują fizycznie. Nombeko żyjąc w slamsach w Soweto, dzielnicy Johannesburga, wie, że walczy o przetrwanie. Wystarczy przypomnieć sobie choćby jak zareagował reżim rasistowski, gdy tysiące dzieci murzyńskich wyszło 16 czerwca 1976 na ulicę, bo chciały uczyć się w swoim języku. Za to, że domagały się wyższego poziomu nauki, zostały przywitane strzałami z broni palnej – zginęło ponad sto dzieci. Do tego dochodzi apartheid, przetrzymywanie Nelsona Mandeli w więzieniu. Fakt, że Nombeko umie czytać zdumiewa, bowiem „umiejętność czytania nie była charakterystyczną cechą tutejszych analfabetów”. Czy jednak tak genialny umysł zostanie doceniony? Oczywiście, że nie. Dziewczyna musi ukrywać swą wiedzę, by nie zawstydzać tych, którzy powinni ją posiadać – choćby taki inżynier produkujący bombę atomową, w życiu by się nie przyznał, że doradza mu sprzątaczka.
W „Analfabetce” poznajemy również niezwykłą szwedzką rodzinę Ingmara Qvista. W jaki sposób połączą się losy jego synów i Nombeko Mayeki? Cóż, nie będę zdradzać zbyt wiele. W książce Jonasa Jonassona nie ma rzeczy niemożliwych, jednak nie dochodzą do głosu żadne siły nadprzyrodzone, a tylko i wyłącznie niewielkie statystyczne prawdopodobieństwo. Takie jak jeden do czterdziestu pięciu miliardów siedmiuset sześćdziesięciu sześciu milionów dwustu dwunastu tysięcy ośmiuset dziesięciu – oczywiście zgodnie z obliczeniami tytułowej bohaterki.
Szwedzki pisarz Jonas Jonasson potrafił w sposób niezwykle zabawny połączyć fikcję literacką z współczesną historią świata. Pokazał, że na postacie kierujące państwami mogą wpływać zwykłe jednostki. Motyw znany choćby z „Forresta Gumpa”. Tu został przedstawiony w równie błyskotliwy sposób. Czytelnik śledzi historię tytułowej „Analfabetki” z zapartym tchem, ponieważ wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, chociaż obejmują ponad trzydzieści lat. Zaskakujące zwroty akcji to jeden z plusów tej powieści. Drugi to humor – absurdalny, czarny, za każdym razem błyskotliwy. Jonasson posiada dar, by pod humorystyczną powłoką dać odbiorcom coś jeszcze. Wystarczy świadomość, że mamy do czynienia z satyrą. Wtedy zobaczymy niesprawiedliwość społeczną czy zakłamanie polityków. Okazuje się, że można pisać w sposób niezwykle ciekawy i zabawny, a poruszać jednocześnie poważne problemy. Ciekawe, czy i ta książka Jonasa Jonassona doczeka się ekranizacji?
Ciekawa jestem czym nas autor jeszcze zaskoczy. Póki co, obydwie książki czytało mi się świetnie. 🙂
Sama żałuję, że „Stulatka” poznałam tylko przez adaptację filmową – wolę najpierw przeczytać książkę.
O jej, czytasz teraz mojego Rudisa! Już się nie mogę doczekać Twoich wrażeń. To jeden z moich ulubionych pisarzy (ale pewnie wiesz) (:
Oczywiście, że wiem. Zgadnij przez kogo sięgnęłam po tę powieść?
(zaciesza):D
Ostatnio wpadła mi ta książka w oko w księgarni. Nie skojarzyłam autora ze „Stulatkiem”, ale teraz tam muszę wrócić i kupić. Podobał mi się ten specyficzny humor. 🙂
Taki rodzaj humoru bardzo mi odpowiada, zwłaszcza w szare dni. 🙂
O proszę, nie spodziewałem się, że akcja tej powieści zostanie umiejscowiona w RPA, w końcu autor Skandynaw. Przyznaję, że właśnie przez fakt, że główna bohaterka pochodzi z Afryki, czyni książkę interesującą, przynajmniej w moich oczach. Piętno apartheidu, problem wtórnego rasizmu, o którym się solidarnie milczy – jestem ciekaw czy autor wspomniał o którymś z tematów : )
Wszystkie tematy o których piszesz zostały tu podjęte. Choć książka jest bardzo zabawna, to jednocześnie mocno oberwało się krajom Zachodu, które nie chcą (czy nie chciały) zauważać tego typu problemów.
Hm, kolejny autor do nadrobienia, wciąż jeszcze nie przeczytałem „Stulatka…”
Sama bardzo żałuję, że nie poznałam jeszcze „Stulatka…” w wersji książkowej.
Pingback: Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” – Jonas Jonasson | Czytam, bo chcę i już