Jak opowiedzieć dzieciom o wojnie? W jaki sposób przybliżyć im ten problem, pokazać, że miał miejsce, ale w taki sposób, by nie przerazić, a uświadamiać. Powstało kilka książek, które w sposób subtelny uczą, ale jednocześnie nie wszystko pokazują wprost. Wystarczy sięgnąć po „Dym”, czy „Pamiętnik Blumki” Iwony Chmielewskiej. Teraz sięgnęliśmy po „Ostatnie przedstawienie panny Esterki” Adama Jaromira i ilustracjami Gabrieli Cichowskiej.
W książce mowa o dzieciach z Domu Sierot, który prowadził Janusz Korczak. W czasie wojny sieroty zostały przeprowadzone do dzielnicy żydowskiej, na teren getta warszawskiego. O białym gmachu na ulicy Krochmalnej i wielu swobodach musiały zapomnieć. Jak utrzymać dwie setki dzieci? O to martwi się Stary Doktor – o jego rozterkach dowiadujemy się z przytoczonych fragmentów dziennika autorstwa Korczaka.
„Ostatnie przedstawienie panny Esterki” zostało podzielone na dwie narracje. By się nie pogubić, zaznaczono je różnymi czcionkami. Narratorami są: doktor Korczak oraz mieszkanka Domu Sierot – dwunastoletnia Genia. Stary Doktor namówił wielu podopiecznych do tego, by prowadzili dzienniki. Sam też pisze o swoich rozterkach, problemach, przemyśleniach. Dzięki zapiskom sierot, dowiadujemy się, czym się zajmowały, jakie miały problemy o czym marzyły, kim chciałyby zostać w przyszłości.
Życie w mrocznych czasach było niezwykle trudne. Zdajemy sobie sprawę, że brakowało wszystkiego – jedzenia, lekarstw, ubrań. Tymi sprawami zajmował się Janusz Korczak. Dzieci dostrzegały coś zupełnie innego – że brakuje kolorów, nie można nigdzie wyjść się pobawić, zniknęły nawet ptaki. Świętem staje się moment zakwitnięcia pelargonii – ich kwiaty ożywiają szarość i tę zewnętrzną, jak i znajdującą się wewnątrz serc dzieci.
Tytułowa panna Esterka, która była wychowanką Domu Sierot, wpada na pomysł, by zorganizować przedstawienie. Dzieciom brakuje sensu, celu i bez tego popadają w dziwną melancholię. Kiedy jednak przygotowują się do wystawienia sztuki teatralnej indyjskiego poety Rabindranatha Tagorego nagle ożywiają się. Zapominają o głodzie, chorobach i zagrożeniu. W tym samym czasie Janusz Korczak walczy o to, by znaleźć dla nich choć odrobinę jedzenia, czy pieniądze na utrzymanie sierocińca.
Dzięki pannie Esterce maluchy choć na chwilę odrywają się od poczucia zagrożenia. Przedstawienie pozwala im zapomnieć o szarych chwilach, bez perspektywy. Co więcej, dzieciaki za sprawą przedstawienia, mają szansę odbyć przygodę życia, podróż do baśniowych Indii. Dwunastoletnia Genia czuje się potrzebna dzięki roli, do której się przygotowuje. Natomiast panna Esterka zachwyca swoją postawą – w obliczu zagrożenia nie myśli o sobie, tylko o tych najsłabszych. Jednocześnie marzy o życiu „ani lekkim, ani wesołym”, chciałoby się dodać – zwyczajnym.
Dorośli doskonale sobie zdają sprawę, jak skończy się ta historia. Tu zostało to również powiedziane w sposób delikatny na wstępie: ” O tym, co działo się na ulicach i w domu, co dzieci tam widziały, słyszały i o czym myślały, zanim wczesnym rankiem piątego sierpnia 1942 roku do ich drzwi zapukał Anioł Śmierci, opowie Wam dwoje jego mieszkańców”. Na końcu napisano, co stało się z dziećmi, Januszem Korczakiem i panną Esterką.
Historia o dzieciach z Domu Sierot jest niezwykle poruszająca. Spora w tym zasługa ilustratorki – Gabrieli Cichowskiej. Młodzi odbiorcy otrzymują picture book – książkę obrazkową, w której równie ważne jak słowa, są obrazy. Do młodych czytelników przemówi stylizowanie „Ostatniego przedstawienia panny Esterki” na stary i zużyty dziennik. Dominuje szary, brązowy i czarny kolor. Tylko od czasu do czasu pojawia się jakiś stonowany kolor – choćby owe kwiaty pelargonii. Mroczne czasy wymagają tego, by mówić o nich w szczególny sposób. Dlatego właśnie technika kolażu świetnie się tu wkomponowuje w całość. Zastosowanie w kompozycji kartek z kalendarza, czy gazet z tamtych czasów dopełnia treść.
Moje dzieci z uwagą śledziły opowieść Geni. Natomiast z Januszem Korczakiem spotkały się już wcześniej. Dla siedmiolatka początkowo problemem było sięgnięcie po tę książkę – bał się, że będzie mowa o wojnie w sposób zbyt dosłowny. Na szczęście historia została tak subtelnie opowiedziana, że jego obawy były zupełnie niepotrzebne. Dzieciaki śledziły uważnie ilustracje, niektóre strony były rozkładane, a wszystkie przybliżały historię. Książka Adama Jaromira nie tylko uczy, ale też pozwala poznać uczucia i myśli żydowskich podopiecznych Janusza Korczaka.
Dziękujemy Media Rodzinie za książkę.
Nawet nie wiedziałam, że powstają książki tego typu dla dzieci. Ale to dobrze, bardzo dobrze. Szczerze mówiąc sama chciałabym przeczytać „Ostatnie przedstawienie…” i pewnie to zrobię 🙂
Tu jeszcze ważna jest warstwa estetyczna – przepiękna pozycja warta nie tylko przeczytania, ale też oglądania. 🙂
Ha, zaczynasz wyrastać na specjalistkę od książek dla dzieci, w których poruszane są trudne i raczej niewygodne tematy. Wspaniała propozycja, która przypomina także o niezwykłej postaci, jaką niewątpliwie był Korczak.
Książki łatwe i przyjemne też tu się wkrótce pojawią. Jednak ważne jest też, by książki oprócz rozrywki dawały maluchom pewną wiedzę – nawet tak trudną. Myślę, że trzeba uczyć historii nawet kilkulatków.
Świetnie, że powstają tego typu książki. Dzieci oglądające Czterech pancernych chcą iść na wojnę. Ta książka pokazuje prawdziwe oblicza, także oczami dzieci.
Sama jako dziecko bawiłam się w pancernych, bo nam dzieciom wydawało się, że wojna to tak zabawa dla aktywnych. Dzisiaj szuka się takiej formy i takich treści, by nie wystraszyć, ale też rzetelnie informować – już najmłodszych.
Pingback: „Zguba Michałka” – Julia Hartwig, Gabriela Cichowska | Czytam, bo chcę i już