Radek Rak kojarzony jest z literaturą fantastyczną, ponieważ jego wcześniejsze powieści „Kocham cię, Lilith” oraz „Puste niebo” do tego gatunku należały. Jednak najnowsza książka pt. „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” wymyka się z tych gotowych kategorii i nie pozwala się łatwo zaszufladkować. Natomiast jeśli chodzi o postać tytułową i rabację galicyjską, o której uczymy się w szkole, to sposób w jaki opowiada o niej pisarz nie pozwala zaliczyć książki do typowej prozy historycznej. Wszystko przez sposób, w jakim opowiedziana jest historia głównego bohatera.
O Jakubie Szeli wiemy, że był chłopem, który stanął na czele powstania chłopskiego przeciwko szlachcie. Rabacja galicyjska wybuchła w 1846 roku i miała charakter krwawy i antyszlachecki. Dlaczego do niej doszło, specjalnie nie dziwi, jeśli weźmie się pod uwagę sposób, w jakim traktowano chłopów. Tragiczne wydarzenia pozostawiły swój ślad w literaturze, choćby w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego, czy poemacie „Słowo o Jakubie Szeli” Brunona Jasieńskiego.
Radek Rak do historii o rzezi galicyjskiej podszedł w bardzo oryginalny sposób. Zaskoczył mnie zupełnie poziomem swojej wyobraźni, ponieważ opowieść o Jakóbie Szeli to na pozór opowieść przekazywana z ust do ust. Sugerują to słowa w stylu „Powiadają, że”. Ten ludowy charakter wypowiedzi powoduje, że nic nie może być traktowane jako pewnik. Nie zapomnimy, że oto mamy do czynienia z mitologizowaniem wydarzeń, gdy do realistycznych i prawdopodobnych wydarzeń dochodzą elementy fantastyczne, które bardziej kojarzą się z baśnią, niż historią opartą na faktach.
Poznajemy głównego bohatera, jako młodego chłopca wychowywanego przez dziadka. Stary Myszka śpiewa Kóbie chłopskie pieśni, one towarzyszą im w trakcie trudnej i mozolnej pracy. Chamskie życie nie jest łatwe, towarzyszy mu stałe zginania karku przed panem, często pojawia się głód. Młody Szela dorasta obserwując swój mały świat, zakochuje się w pięknej Malwie. Oddaje jej nawet własne serce. Bez niego jednak nie jest się tym samym człowiekiem, co wcześniej.
W opowieść o dojrzewaniu stopniowo wkradają się bohaterowie i wydarzenia o charakterze fantastycznym. Realne splata się nierozerwalnie z nierealnym. Śledzimy historie, które kojarzą się z lokalnymi legendami i baśniami. Do akcji wkroczą diabły, węże, koguty zaklęte w koty i czarownice. Widzimy świat, który popada w chaos przez swoją surowość. Dzięki ludowemu tłumaczeniu tej rzeczywistości nabiera ona jakiegoś sensu, choć nie będzie to klasyczna baśń, w której dobro zwycięża ze złem.
Historia prowadzi nas do krwawego finału, ale w trakcie lektury fakty historyczne przestaną być najbardziej istotne. Wprawdzie się pojawiają, ale najważniejsze okazuje się coś innego. Oglądamy rzeczywistość przez pryzmat chłopskiej ludowości. Dostrzegamy nierówności społeczne, brak perspektyw i biedę. Urozmaiceniem się jedynie razy wydawane z rąk panów. Owa warstwa realna okazuje się trudna do zniesienia, dlatego jednym ratunkiem jest mitologizowana opowieść, czasem (dla równowagi) wzbogacona o elementy komiczne. Taka, która podkreśla bogactwo wyobraźni. Radek Rak czerpie garściami z tych opowieści ludowych, ale nie zapomina, że ma do czynienia ze współczesnym odbiorcą. Owe węże, diabły, przemiany bohaterów uatrakcyjniają powieść i zmuszają czytelnika do nieustannej gotowości na przyjęcie kolejnej nieprawdopodobnej historii, z której wydobywamy nowe przesłania. Wprawdzie za chwilę może się okazać, że to co uznaliśmy za trop interpretacyjny należy odrzucić i przyjąć kolejny, bardziej prawdopodobny. Radek Rak wielokrotnie będzie wodził nas za nos. Przyznam jednak, że takie wpuszczanie w maliny okazało się niezwykle oryginalne i ciekawe.
Ogromnie ciekawi mnie ten tytuł z racji samej historii rabacji oraz z uwagi na fakt, że poprzednia książka Radka Raka pt. „Kocham Cię, Lilith” przypadła mi do gustu.
„Baśń o wężowym sercu” to pierwszy tytuł Radka Raka, po który sięgnęłam, ale było warto. 🙂