„Bękarty Wołgi. Klechdy miejskie”

Bękarty Wołgi. Klechdy miejskieW 2014 roku redakcja pisma Ha!art ogłosiła konkurs dla czytelników. Jeden z numerów miał zostać poświęcony ich twórczości. Napłynęło 560 tekstów, z których 35 opublikowano. Oprócz tego pięć opowiadań wyróżniono w sposób szczególny. Zostały opublikowane w zbiorze: „Bękarty Wołgi. Klechdy miejskie”.

Motywem przewodnim tej książki jest miasto. Staje się ono bohaterem zbiorowym. Jednocześnie poznajemy jego mieszkańców, którzy powtarzają sobie z ust do ust legendy miejskie. Co ciekawe wybrane opowieści powtarzają się w kolejnych opowiadaniach. Można śledzić te same motywy, w niektórych tekstach jedynie się o nich wspomina, w innych zostają rozbudowane.

W opowiadaniu „Petycja” Michał Zantman pokazuje niemożność wyrwania się z miasta. Zwyczajni ludzie pragną się z niego wydostać, ale nie potrafią. Wywołuje to u nich frustrację, popadają w dziwny stan zawieszenia. Klimat tej opowieści przypomina opowiadania Schulza w połączeniu z Gombrowiczem – zauważyć można podobne poczucie humoru, jak u autora „Ferdydurke”. Jest tu też coś z Kafki – zwłaszcza ponura wizja rozpadającego się miasta.

Aleksander Przybylski w „Kontrabasistce” przenosi nas w świat rodem z opowieści grozy Stephena Kinga w połączeniu z humorem Rolanda Topora. Mroczna opowieść, w której oglądamy pewien mit symbiozy człowieka i instrumentu. Miasto skrywa w sobie tajemnicę, a finał naprawdę trzyma w napięciu.

Maciej Bobula w „Dunkelheit” zabiera czytelnika na poszukiwania. Zamiast dużego miasta mamy do czynienia z prowincją. Bohater przeżywa „lato miłości” tyle, że pod wpływem narkotyków, dlatego trudno oddzielić prawdę od wizji. Psychodeliczne opowiadanie przywołuje natychmiastowe skojarzenia z muzyką, choćby albumem „Strange Days” – The Doors, czy  „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” – The Beatles. W każdym razie będzie to doskonały podkład do „Dunkelheit”.

„Skarb fabrykanta” Adama Miklasza spaja legenda o duchu Sztajna. Według tej klechdy bogaty właściciel fabryki po swojej śmierci pilnuje ukrytego w podziemiach miasta złota. Historia została dosyć rozbudowana, poznajemy kilka postaci które łączy mit. W tym przypadku widzę podobny klimat, co w „Szczęśliwej ziemi” Łukasza Orbitowskiego.

W „Klęsce urodzaju” Katarzyny Gondek zauważamy zabawę formą. Zmienia się narracja, ale tę opowieść łączą bohaterowie żyjący na jednym blokowisku. Jak wygląda ów świat? Co kryje za swoimi murami? Rutyna doskwiera, ale może zbliża się wojna, która z niej wyzwoli?

Opowiadania zawarte w „Bękartach Wołgi” różnią się od siebie czy to tematem przewodnim, czy formą. Łączy je legenda miejska. Klechdą są tu dymy z kominów, wywołujące niepłodność, kontrabasistka, tatuaże zawierające LSD, starsza pani która zwisa nogami w dół z trzepaka, jak siedmiolatka, czy bimber nazywany sztajnówką. Autorzy deprymują owe mity, nadają im nazwę bękartów. Natomiast z mitem czarnej wołgi spotkał się każdy, kto przeżywał dzieciństwo przed upadkiem komunizmu. Miasto pod wpływem owych legend nabiera charakteru, wyróżnia się w ten sposób spośród wielu innych. Czytelnik otrzymuje pewien patchwork, połączony nicią czarnego humoru. Można łatwo zauważyć, że autorzy, którzy podjęli się pisania tych opowiadań nie są przypadkowi, mają talent literacki…

  1. Ha, miałem już okazję czytać opowiadania, których motywem przewodnim było szeroko rozumiane miasto. Ciekaw jestem jak prezentują się utwory omawiane przez Ciebie, które celują w miejskie legendy. Twoje podsumowanie zdradza niebanalną i nieszablonową lekturę 🙂

  2. Piszę, żeby się przywitać, bo już ponad tydzień temu poznałam pani blog. Jest bardzo ciekawy. Dodałam go do obserwowanych. Czytam Pani recenzje z ciekawością. Nie skomentowałam żadnej jeszcze, bo nic mądrego mi do głowy nie przyszło. Ale jestem i czytam.
    Pozdrawiam

Skomentuj Ambrose Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *