O tytule „Bukareszt. Kurz i krew” Małgorzaty Rejmer przeczytałam mnóstwo pozytywnych recenzji. Byłam nawet na spotkaniu z pisarką i w tym momencie nie mogłam pominąć tej książki, ponieważ przekonała mnie do niej sama autorka. Jako, że zachęcająco działają na mnie też nagrody literackie, to i tak zwróciłabym uwagę na „Bukareszt” – w końcu tytuł znalazł się w finałowej siódemce nominowanej do Nike.
Małgorzata Rejmer zadebiutowała w 2009 roku powieścią „Toksymia”. Tym razem ta młoda autorka postanowiła wydać książkę będącą reportażem, ale takim, który łączy w sobie różne formy. Otrzymujemy np. dramat w pięciu aktach o dyktatorze Nicolae Ceaușescu, relację z podróży, elementy eseju, czy baśni.
Jeśli weźmie się pod uwagę tylko pierwszą część tytułu książki, można się nieco zdziwić, ponieważ wcale nie mamy do czynienia z przewodnikiem. Za to „Kurz i krew” dają doskonały obraz tego, co odnajdziemy w tym reportażu. Małgorzata Rejmer od razu wrzuca nas do serca „Białego miasta”, które nazywane też jest małym Paryżem.
Autorka nie zapomniała o krwawej historii Rumunii. Skupia się przede wszystkim na tym, co działo się z miastem i jego mieszkańcami w przeszłości, by pokazać, jakie to przyniosło skutki. Nie jest możliwe, by zrozumieć to miasto, nie znając jego historii. Dlatego sporo się dowiemy o satrapie Nicolae Ceaușescu. Jego absurdalne decyzje miały olbrzymi wpływ na Rumunów. Większość opowieści przeraża – choćby tao dzieciach dekretowych. Ojciec Narodu rozkazał w 1966, by dokonywanie aborcji było karane więzieniem. Ze sklepów znikają też środki antykoncepcyjne. W związku z tym, w 1967 roku rodzi się dwa razy więcej dzieci niż rok wcześniej, choć kobiety radzą sobie w sposób mrożący krew w żyłach. Ale właśnie te dzieci, które przychodzą na świat, przyczynią się do obalenia Ceaușescu.
Rumuni za wszelką cenę chcą zapomnieć o przeszłości. Dlatego Rejmer skupia się na opowieściach zasłyszanych. A w tym przypadku trudno wędzi określić choćby ile ofiar pochłonęła budowa Domu Ludu, do dziś jednego z największych budynków na świecie. Fantazja dyktatora była niezwykle kosztowna, bo pochłonęła 1,75 miliarda dolarów. Jak pisze autorka: „Tak jak faraoni Nicolae Ceaușescu mógł uwierzyć, że jest bogiem” – uważał, że jego budynek wytrzyma wszystkie możliwe trzęsienia ziemi i atak bomby atomowej.
Niewiele pamiętam z dzieciństwa jeśli chodzi o ważne wydarzenia, które potem określono jako historyczne. Do tej pory jednak mam przed oczyma obraz Nicolae Ceaușescu i jego żony po egzekucji. Rzeczywistość okazała się niezbyt przychylna dla Rumunów, bo po jednym dyktatorze nastąpił kolejny. Po prawie 25 latach od obalenia satrapy, w plebiscycie na najlepszego polityka tego kraju w ciągu osiemdziesięciu pięciu lat, zwycięzcą okazał się nie kto inny jak Ceaușescu. To kolejny dowód na to, że Rumuni lubią zapominać.
Książka Małgorzaty Rejmer nie opiewa Bukaresztu. Znajdziemy w niej słodko-gorzki obraz miasta, ale właśnie w tym autorka widzi jego urok. Jest urzeczona tym miejscem, ale zauważa jego wady, choćby hordy bezpańskich psów wałęsających się po ulicach. Znajdziemy w „Bukareszcie” również odwołania literackie – autorka przywołuje balladę „Jagniątko”, czyli najpiękniejszą, według badaczy, rumuńską epopeję pasterską. Nie zabraknie również Herty Müller i Božidara Jezernika.
W reportażu „Bukareszt. Kurz i krew” znalazłam mnóstwo poruszających historii. Niekiedy niezwykle brutalnych i krwawych, ale jednocześnie takich, że nie sposób się od nich oderwać. Małgorzata Rejmer nie ucieka od scen naturalistycznych. Blisko jej do Herty Müller, która doskonale potrafiła oddać lęk, w którym żyli mieszkańcy Rumunii. Autorka reportażu stara się pójść krok dalej i zrozumieć, jakie konsekwencje ma ów strach. Myślę, że świetnie jej się udało odnaleźć nić łączącą przeszłość z teraźniejszością. A jak opisać fantazję i charakter mieszkańców Bukaresztu? Autorka zrobiła to w sposób nieco przewrotny – tłumacząc na język polski rumuńskie wulgaryzmy…
Dla mnie ta książka to mistrzostwo! Może jestem nieobiektywna, bo fascynuje mnie Rumunia, ale chyba jednak trochę jestem, bo na Tobie też jakieś wrażenie jednak chyba zrobiła? Ciesz się, że jest czytana. Trzeba polecać:)
Choć słabo znam współczesną Rumunię, to właśnie dzięki książce Rejmer miałam okazję się tam przenieść. Książka wywołała na mnie olbrzymie wrażenie, choć przyznam, że to pozycja dla ludzi o mocnych nerwach. Jednak dzięki temu „Bukareszt” mnie przekonał – dlatego też uważam, że książkę należy polecać.
Nie przeczytam tej książki! Boję się świata przedstawionego w opowieści, tych wszystkich naturalistycznych „makabresek”. Nie, to zbyt duże wyzwanie jak na moja wrażliwość.
Też byłam na spotkaniu autorskim w Sopocie i wiem że, te opowieści są mocne!
O – jak miło wiedzieć, że byłyśmy w tym samym miejscu o tym samym czasie. Ciekawe, gdzie siedziałaś?
Cenię moje studia za to, że jestem w pewien sposób „zmuszona” do czytania takich wspaniałych książek. Żałuję, że nie mogłam uczestniczyć w spotkaniu z autorką w ramach Conrad Festival.
Takie studia to rozumiem… Autorka potrafi świetnie opowiadać, więc warto wybrać się na spotkanie, jeśli będzie taka możliwość.
Ciężki kaliber. Ale i tak chętnie bym przeczytała. I bardzo, bardzo bym chciała uczestniczyć w spotkaniu autorskim tej pani. Myślę, że nie byłby to stracony czas.
Genialna ksiazka! Czytalam ja rok temu i mysle, ze niedlugo do niej powroce.
O autorce i książce usłyszałam pierwszy raz podczas oglądania programu „Sztuka czytania”. Przy okazji ujrzałam biblioteczkę Małgorzaty Rejmer, dowiedziałam się które książki uważa za ważne…
Lubię oglądać cudze biblioteki, więc poszukam w sieci – może mi się uda znaleźć fragmenty programu.
Cały czas mam gdzieś z tyłu głowy ten tytuł, bo dużo dobrego czytałam na temat „Bukaresztu” 🙂
Forma książki wydaje się ogromnie interesująca. Wzbudziłaś we mnie ochotę, by sprawdzić jak prezentuje się to dzieło w trakcie lektury, tym bardziej, że historię Rumunii znam dość słabo.
O samej historii tego kraju jeszcze byłabym w stanie z kilka zdań powiedzieć, ale o współczesnej Rumunii niewiele wiedziałam.
od tegorocznej nike chodzi za mną ten tytuł. lubię dobre, mocne książki, chyba sobie sprawię