Literatura kanadyjska nie jest tak popularna, jak ta z USA. Choć kilka nazwisk natychmiast przychodzi mi do głowy, kiedy pomyślę o tym wielkim kraju, to wydaje mi się to wciąż za malo. Pierwsze skojarzenie oczywiście związane będzie z Alice Munro, a zaraz potem Margaret Atwood, czy Patrick DeWitt. Teraz do tego grona dołączył Bill Gaston, za sprawą zbioru opowiadań „Bogowie pokazują klaty”. Polscy czytelnicy mogą po raz pierwszy sięgnąć po tłumaczenia na język polski. Przekładu dokonali Krzysztof Majer i Kaja Gucio. Autor opublikował w Kanadzie siedem zbiorów opowiadań i tyle samo powieści, a także dwie książki wspomnieniowe. „Bogowie pokazują klaty” to wyjątkowy zbiór, dzięki któremu otrzymujemy wybór dziewiętnastu krótkich tekstów, które wybrano spośród wszystkich opowiadań Billa Gastona dla polskich czytelników.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że oto mamy zwyczajne historie i bohaterów. Rodzina z opowiadania pt. „Numer z latawcem” wybiera się nad wodę, by spędzić czas z wujkiem Philem. Tego ostatniego poznajemy z perspektywy chłopaka, który obserwuje wujka, aż do tragicznego końca. Czy można być zazdrosnym o Leonarda Cohena? Vera ukrywa przed bliskimi chorobę, ale bilet, który otrzymuje w prezencie od córki sprawił jej radość. Wszystko psuje były mąż, człowiek, z którym wciąż wiele ją łączy. Inny tekst to wyznanie mężczyzny, który twierdzi, że jego ojcem jest Malcolm Lowry. Czy to wypowiedź szaleńca, a może kryje się w niej nuta prawdopodobieństwa?
Bill Gaston porusza w swoich opowiadaniach na pozór zwyczajne tematy, czy raczej takie z którymi wciąż się na nowo zmagamy. Czy dotyczy to pisarstwa, czy kwestii związanymi z imigrantami, albo religijności, to zawsze te historie zaskakują odbiorcę. Oglądamy bohaterów, którzy dążą do tego, by ich życie stało się choć odrobinę lepsze, a skutek często jest odwrotny do zamierzonego.
Pisarz nie ogranicza się do ukazywania męskich postaci wypowiadających się w pierwszej i trzeciej osobie. Bill Gaston potrafi zmienić narrację na żeńską i kobieca perspektywa okazuje się niezwykle wiarygodna. Nie znajdziemy tu żadnych fałszywych tonów. Sposób w jaki są skonstruowane opowiadania pokazuje mistrzostwo pisarza. Nie ma tu żadnych niepotrzebnych zdań, a zwroty akcji czy puenta nie raz zaskoczą czytelnika i zmuszą do myślenia.
Trudno wrzucić opowiadania do jednego worka. W niektórych dominuje realizm, czasem w minimalistycznej wersji, inne zmierzają ku grotesce. Wszystkie pozwalają przyjrzeć się bohaterom z jednej strony zwyczajnym, a z drugiej w jakiś sposób wyróżniającym się. Kolejny tekst wywołuje zadumę i za każdym razem zmierza do jednego. Powoduje, że szukamy odpowiedzi na podstawowe egzystencjalne zagadnienia. Zastanawiamy się, co doprowadziło postacie do tego punktu, w którym ich widzimy.
Zbiór „Bogowie pokazują klaty” pozwolił mi poznać wybitnego twórcę, bo tak można nazwać Billa Gastona. Jego opowiadania są jak świetnie skrojone ubrania, pasują jak ulał. Potrafią wprawdzie uwierać, ale tylko wtedy, gdy poprzez opisane historie zobaczymy siebie. A taka wizja bywa niewygodna w momencie, gdy opisana postać nie należy do tych pozytywnych. Emocji nie zabraknie, a opowiadania kanadyjskiego twórcy bywają podszyte humorem. Mam nadzieję, że wkrótce doczekamy się kolejnych dzieł tego pisarza, a samego Billa Gastona zobaczymy podczas Festiwalu Literacki Sopot w 2020 roku, bo Kanada będzie gościem honorowym podczas najbliższej edycji.