„Las zbliża się powoli. Kto po wojnie mordował w Dębrzynie” – Rafał Hetman

Las zbliża się powoli, Rafał HetmanPrzez długi czas Rafał Hetman był dla mnie osobą, która opowiada o literaturze. Czytałam jego recenzje i oglądałam filmy na YouTube. Okazało się jednak, że jest to również autor reportaży. We wrześniu premierę miała jego książka „Las zbliża się powoli. Kto po wojnie mordował w Dębrzynie”. To następny reportaż po wydanej w ubiegłym roku książce „Izbica, Izbica”. Poznałam audiobook, teraz postanowiłam sięgnąć po najnowszą książkę Rafała Hetmana. Czytaj dalej

„Bukareszt. Kurz i krew” – Małgorzata Rejmer

Bukareszt. Kurz i krewO tytule „Bukareszt. Kurz i krew” Małgorzaty Rejmer przeczytałam mnóstwo pozytywnych recenzji. Byłam nawet na spotkaniu z pisarką i w tym momencie nie mogłam pominąć tej książki, ponieważ przekonała mnie do niej sama autorka. Jako, że zachęcająco działają na mnie też nagrody literackie, to i tak zwróciłabym uwagę na „Bukareszt” – w końcu tytuł znalazł się w finałowej siódemce nominowanej do Nike.

Małgorzata Rejmer zadebiutowała w 2009 roku powieścią „Toksymia”. Tym razem ta młoda autorka postanowiła wydać książkę będącą reportażem, ale takim, który łączy w sobie różne formy. Otrzymujemy np. dramat w pięciu aktach o dyktatorze Nicolae Ceaușescu, relację z podróży, elementy eseju, czy baśni. Czytaj dalej

Czarnobyl – F. M. Cataluccio

Czarnobyl„Czarnobylska modlitwa” Swietłany Aleksiejewicz jest podstawowym źródłem wiedzy dla tych, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o katastrofie w Czarnobylu i jej skutkach. Ten świetny reportaż białoruskiej pisarki spowodował, że chętnie sięgam po pozycje nawiązujące do tego tematu.

Dlatego właśnie nie mogłam przejść obojętnie obok niepozornej pozycji z serii Sulina z Wydawnictwa Czarne. Książka pt. „Czarnobyl” Francesca M. Cataluccia uzupełnia w pewien sposób „Czarnobylską modlitwę”, ale też do niej nawiązuje.

Włoski znawca literatury polskiej, wydawca m.in. dzieł Gombrowicza we Włoszech, postanowił przyjrzeć się bliżej historii Czarnobyla. Inspiracją ku temu staje  się pewna mapa, na którą przez przypadek trafił Cataluccio. Przedstawia ona Ukrainę i pochodzi z 1705 roku. Tam właśnie po raz pierwszy autor trafił na miejsce o nazwie „Czernobel”. Pewien tajemniczy człowiek w antykwariacie tłumaczy mu to określenie, które pochodzi od połączenia słów – czarny i łodyga. Językoznawcy wyjaśniają, że chodzi o piołun, jeden ze składników absyntu.

Francesco Cataluccio opowiada o swojej podróży do Czarnobyla po katastrofie. Miejscu, do którego organizuje się obecnie wycieczki. Pisze o swoich obserwacjach i odczuciach. Notuje spostrzeżenia z wymarłego miasta. Obecnie jest to apokalipsa, którą można zobaczyć na własne oczy. Taka atrakcja dla turystów szukających mocnych wrażeń.

Autor wspomina tez jak „bez-sensowność świata” wkroczyła w jego życie. Pierwszy raz stało się to przy okazji służby wojskowej we Włoszech. Po ukończeniu filozofii, Cataluccio dostał wezwanie – miał pracować jako psychiatra wojskowy. Właśnie w szpitalu zetknął się z dwoma żołnierzami, którzy zmarli z powodu napromieniowania. Sprawa była tajna, ale okazało się, że w miejscowości Seveso w 1976 roku doszło do katastrofy, w wyniku której do środowiska dostała się najbardziej trująca substancja o nazwie tetrachlorodibenzoparadioksyna (TCDD).

Drugie zetknięcie z katastrofą dotyczyło oczywiście Czarnobyla. Pisarz przedstawia nam nawet swoje notatki z tamtych czasów. Przebywał wtedy w Polsce i zaczął prowadzić coś na kształt dziennika. Opisuje w nim swoje reakcje, ale też zachowania innych ludzi.

Kolejną ważną sprawą, którą omawia Cataluccio jest problem zła. Autor tłumaczy jak wszystko co najgorsze kumulowało się właśnie na Ukrainie. Pisze o problemach polsko-ukraińsko-żydowsko-rosyjskich. Zaczyna od pierwszych zapisków na temat Czarnobyla z XII wieku. Opisuje walki polsko-kozackie o te tereny. Sporo miejsca poświęca Żydom, jak naruszano ich prawa. Dla autora nazwa „piołun” łączy się z cierpieniami Żydów. W Czarnobylu było sporo chasydów. Wielki Głód pochłonął olbrzymią ilość ofiar, druga wojna światowa spowodowała, że z tych terenów zniknęli właśnie Żydzi. Po wojnie Czarnobyl był na pół wyludnioną mieściną.

Po 26 kwietnia 1986 miasto to okryło się sławą. W wyniku katastrofy w elektrownii jądrowej nazwa Czarnobyl stała się metaforą i symbolem oraz tajemnicą, którą dopiero będziemy musieli zgłębić. Cataluccio próbuje spojrzeć na problem z punktu widzenia filozofii. Poprzez liczne nawiązania do literatury rosyjskiej,  stara się pokazać jak postrzegają zło Rosjanie. Według niektórych w katastrofie maczał palce Demon, albo Mefistofeles. Dla autora źródłem zła była zbytnia ufność człowieka w jego możliwości. Z jednej strony Rosjanie byli bardzo zacofani i kopali ziemniaki gołymi rękami, a z drugiej brali się za rozszczepianie atomów.

„Czarnobyl” Francesca Cataluccia zaskakuje ogromem poruszanych problemów. Autor pisze o historii miejsca, swoich wrażeniach z czasów katastrofy, czy o podróży w tamte tereny. Jest to ważny głos, który pokazuje, że po katastrofie świat już nie jest taki sam. Ważne są przemyślenia autora. Dowodzą one, że Czarnobyl nie wziął się znikąd. Jego historia przed katastrofą jest równie ważna. Autor wnika w temat, by pokazać, że Czarnobyl stanowi pewną całość. I choć hekatomba miała miejsce, można z niej zrobić Disneyland – wprawdzie nieco makabryczny, ale chętni się znajdują. Cataluccio podkreśla w swej książce jak wszystkie koszmary Europy spotykają i kumulują się w tym jednym miejscu.

Dziękuję Wydawnictwu Czarne za egzemplarz książki.

Pocztówki z grobu – Srebrenica 1995 rok

Pocztówki z grobuWojna wydaje się być czymś bardzo odległym. Wystarczy jednak prześledzić niedawną historię i przypomnieć sobie, co wydarzyło się dwadzieścia lat temu w dawnej Jugosławii. Kto jeszcze pamięta, ilu ludzi tam ginęło? A co najważniejsze – dlaczego?

Emir Suljagić – autor „Pocztówek z grobu”, urodził się w 1975 r. Kiedy wybucha konflikt w Jugosławii, jest zaledwie siedemnastolatkiem. Jako muzułmanin, podczas wojny domowej w kwietniu 1992 r., musiał uciekać przed Serbami. Bośniaccy muzułmanie przenoszą się do Srebrenicy. W miasteczku powstała enklawa, w której przebywali przez trzy lata.

Nie raz czytałam książki o oblężonym mieście. Tyle, że ta historia wydarzyła się tak niedawno… Sulijagić opowiada o tym, co dzieje się z człowiekiem, który nie ma żadnych perspektyw, ani nadziei. Skądś znamy te opowieści. Przypominają historie łagrowe, albo obozowe. Tylko wtedy nikt nie grał w tetris, ani nie korzystał z komputera.

Chłopak, dzięki znajomości języka angielskiego, zaczyna pracować jako tłumacz dla ONZ. Widzi wiele. Swoje obserwacje przytacza w „Pocztówkach z grobu”. Zastanawiałam się nad tytułem tej książki. Łatwo wyjaśnić drugi człon, bo przecież miejse, w którym przebywał Suljagić stało się grobem dla wielu tysięcy ludzi. A pocztówki? Zapiski, które prowadzi autor, są krótkie i mogą w swej formie przypominać lakoniczne relacje. Jednak, choć świadek tamtych wydarzeń nie używa nadmiaru słów, te które są, zostawiają w czytającym trwały ślad. Każdy z rozdziałów może być potraktowany jako taka kartka. Tytuły mówią same za siebie – „Przetrwanie”, „Wojna”, „Beznadzieja”, „Upadek”, „Ludzie”.

Razem z młodym chłopakiem widzimy absurdy wojny. Ludzie w okupowanym mieście, aby przeżyć zapominają o człowieczeństwie. Poszukiwanie zrzutów pomocy humanitarnej przypomina polowanie stada wilków. Trzeba przetrwać, więc wszystkie chwyty są dozwolone. Niestety, nie wszystkim uda się przeżyć. Wczasie wojny zginęło wielu najbliższych Suljagića – jego ojciec, dziadek, przyjaciele. Najgorsze następuje po tym, gdy Serbowie wkraczają do miasta. Zaczyna się selekcja, oddziela się kobiety i dzieci od mężczyzn. Ginie około osiem tysięcy ludzi. O każdym z nich Suljagić chciałby pamiętać.

Autor pragnie zadać wszystkim pytanie, czy mają świadomość, gdzie byli 15 lipca 1995 roku? Dla niego to data najważniejsza. Chciałby, aby wszyscy pamiętali o tamtych tragicznych wydarzeniach, które nazywa „jedną z największych zdrad, których dopuściła się ludzkość”. Pisze: „Wraz z moimi przyjaciółmi zostaliśmy skazani na śmierć. I nikt z zewnątrz nie chciał nic z tym zrobić”. Suljagić przeżył, głównie dzięki temu, że był tłumaczem. Widział zbrodnie z perspektywy biurokratycznej, poznał tych, którzy stali za masakrą. Dziś jest dziennikarzem, mieszkającym w Sarajewie. Czy udaje mu się choć na chwilę zapomnieć o tch, którzy zginęli?

Historia opowiedziana przez świadka wydarzeń w Srebrenicy jest nie tylko lekturą obowiązkową dla historyka. Każdy z nas powinien sobie przypomnieć od czasu do czasu, jak łatwo wydobyć z człowieka demona. Wystarczy mały impuls, by górę wzięły nasze najprymitywniejsze instynkty. Walka o przetrwanie niewiele ma wspólnego z człowieczeństwem. Książka pozostawiła we mnie pewien niedosyt, bo chciałabym dowiedzieć się więcej na ten temat. Jednak „Pocztówki z grobu” poruszą każdego. Nikt po ich przeczytaniu nie pozostanie obojętny.