„Wszystko, co lśni” – Eleanor Catton

Wszystko, co lśniPamiętam z dzieciństwa, że co jakiś czas lubiłam przenosić się do świata, w którym ważna była podróż w połączeniu z przygodą. Poszukiwacze złota, odkrywcy źródeł rzek, pociągający był każdy obieżyświat. Tyle, że chyba wyrosłam z takich historii. Tak myślałam, dopóki nie sięgnęłam po powieść Eleanor Catton pt. „Wszystko, co lśni”.

Zwróciłam uwagę na tę książkę w momencie, kiedy dowiedziałam się, że autorka w ubiegłym roku otrzymała za nią Nagrodę Bookera. Eleanor Catton to dwukrotna rekordzistka, ponieważ jej powieść jest najdłuższą w historii książką nagrodzona Bookerem, oprócz tego autorka jest najmłodszą zdobywczynią tego prestiżowego literackiego trofeum.

Budowa „Wszystko, co lśni” jest tak precyzyjna, jak szwajcarski zegarek. Autorka skonstruowała powieść podporządkowując ją mapie nowozelandzkiego nieba, ponieważ tam toczy się akcja powieści. W książce fazy księżyca, gwiazdy, horoskopy mają niebagatelne znaczenie. Autorka podzieliła „Wszystko, co lśni” na dwanaście części. Każda z nich, podobnie jak znikający księżyc, jest o połowę krótsza. W związku z tym pierwszy rozdział liczy tych stron aż 423, natomiast ostatni zaledwie dwie.

27 stycznia 1866 roku Walter Moody przybywa do Hokitiki, miasta w Nowej Zealndii. Jest to nieprzypadkowe miejsce, ponieważ właśnie tam trwa gorączka złota. Kiedy Walter melduje się w hotelu Korona, w jej palarni zastaje dwunastu mężczyzn prowadzących rozmowę. Natomiast odbiorca włącza natychmiast kolejne lampki ze skojarzeniami – a to z apostołami, a to z „Dekameronem” Boccacia. W tym przypadku otrzymujemy jedną historię, którą musimy złożyć z wielu narracji. Zadanie okaże się niezwykle trudne, gdyż każdy z mężczyzn coś ukrywa, mataczy, albo nie zna pełnego obrazu sprawy.

W tajemniczych okolicznościach zaginął niezwykle bogaty młodzieniec, a pewna prostytutka próbowała odebrać sobie życie, za co została aresztowana. Umiera samotny pijaczyna, ale w jego chacie znaleziona zostaje fortuna. Co łączy te trzy osoby? Zebrani w palarni mężczyźni próbują rozwiązać tę kryminalną zagadkę. Natomiast czytelnik będzie miał okazję przyjrzeć się bliżej ludziom opętanym gorączką złota, prostytutce uzależnionej od opium, politykowi, burdelmamie, tubylcowi, Chińczykom. Plejada bohaterów jest tak różnorodna, jak gwiazdy na firmamencie nieba.

Na ponad 900 stronach książki śledzimy skomplikowaną intrygę i poznajemy wiele barwnych, choć niekoniecznie wzbudzających sympatię postaci. Łączy ich żądza posiadania złota oraz to, że w jakiś sposób są powiązani z tajemniczą zbrodnią.

Nowa Zelandia niezbyt nam się kojarzy z epoką wiktoriańską. Eleanor Catton pisząc „Wszystko, co lśni” uzupełnia jakby pewną lukę w literaturze. W XIX wieku nikt raczej nie napisał powieści, której akcja toczyłaby się właśnie tam. Autorka postarała się by być wiarygodną. Studiowała pisma wydawane w tamtych czasach, starała się poznać styl w jakim konstruowano zdania. Wszystko po to, by stworzyć wiarygodny kryminał.

W męskim świecie poszukiwaczy złota, kobiety stanowiły mniejszość. W książce są zaledwie trzy bohaterki. Mnie najbardziej zaskoczył system kar panujący na wyspie. Anna karana jest nie za nierząd, którym się trudni, czy za zażywanie narkotyków, a za domniemaną próbę samobójczą. Równie ciekawą postacią jest intrygantka Lydia Weels, czy niepozorna żona naczelnika więzienia. W powieści testosteron aż buzuje, panują męskie zasady.

„Wszystko, co lśni” zaskakuje swoją formą. Można odczytywać powieść jak zwykły kryminał. Kiedy jednak rozdziały stają się coraz krótsze, zauważamy ów wpływ księżyca na budowę książki. Jednak nie tylko mapa nieba ma tu znaczenie. Zaskakuje ilość problemów, które porusza autorka. Można się skupić na głównym wątku, ale nie można przecież pominąć miejsca i czasu, w którym osadzona jest akcja powieści. Wtedy zauważymy choćby problem kolonializmu.

Okazuje się, że i dziś można się poczuć, tak jak wtedy, gdy z wypiekami na twarzy czytało się przygodowe opowieści. Przenieść się w świat, który rządził się innymi prawami niż dziś, ale jednocześnie odkrywać jego mroczne strony, a to nie lada gratka. Elaanor Catton potrafiła połączyć powieść kryminalną z fazami księżyca i jednocześnie sprawić odbiorcy intelektualną rozrywkę. Do tej pory w tej roli świetnie sprawdził się Umberto Eco ze swoim „Imieniem Róży”. Teraz na piedestał można wynieść również Eleanor Catton…

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.

  1. Coraz mocniej się utwierdzam w przekonaniu, źe chyba jednak warto było po pierwsze wydać tyleeee monet na tę książkę, po drugie warto było zdecydować sie na nią ze względu na jej rozmiar- a bałam się, że mogę gdzieś utknąć czytając, ale po tym jak ją opisałaś czuję, źe mimo objętości czyta sie ją szturmem. A może właśnie to tak przez tę objętość 😉

  2. Mój apetyt na powieść wzrósł po tym, jak przeczytałam wywiad z autorką. Przybliżała swoim czytelnikom (w skrócie ujmując) pracę z niebem i gwiazdami oraz swoje inspiracje. Mam nadzieję, że w tym miesiącu będę miała trochę więcej czasu na czytanie, pokończę ciągle niedokończone inne grube książki i wreszcie sama zaczytam się w opasłej Catton.
    Twoja recenzja jednak mi podburza ten plan, bo ją przeczytałam i mój wewnętrzny dzieciak mi teraz wrzeszczy: „nie, ja chcę teraz!” 😀
    Cieszę się, że Ci się spodobała, bo to znak, że można czytać bez obaw (:

    • Również czytałam ten wywiad, choć wtedy te opisy aplikacji, map nieba, którymi posłużyła się autorka, mocno mnie przestraszyły, bo nie wiedziałam, czy jestem w stanie coś z tego pojąć. Jednak okazało się, że dałam radę.

  3. Ha, ja także podekscytowałem się jak dziecko, gdy tylko przeczytałem o konstrukcji tego utworu – niebywale fascynująca sprawa! Uwielbiam, kiedy pisarz „zabawia się” w ten sposób z czytelnikiem. 900 stron również robi ogromne wrażenie.

    • Kto by pomyślał, że forma tak korzystnie wpłynie na odbiór tej powieści… Według mnie pomysł na znikające rozdziały, zgodnie z fazami księżyca, jest genialny.

  4. to o to chodzi z tymi 'znikającymi’ rozdziałami! 😀
    „Wszystko, co lśni” to kawał naprawdę dobrze zrobionej książki, chociaż mnie niestety nie porwała

    • Też na pierwszy rzut oka nie zwróciłam na nią uwagi. Dopiero jak zaczęłam czytać pierwsze opinie, to poczułam się zaintrygowana.

  5. To mój kolejny tytuł, którym zdążyłam się już wielokrotnie zachwycić i nazachwalać wszędzie, gdzie się da – doskonała, wymagająca powieść przygodowa z niezapomnianym klimatem, nie wspominając o rewelacyjnym języku Catton i stylizacji. Cudeńko 🙂

  6. Pingback: „Próba” – Eleanor Catton | Czytam, bo chcę i już

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *