Relacje rodzinne nie zawsze wyglądają tak, jak w kolorowych książeczkach dla najmłodszych dzieci. Rzeczywistość okazuje się zupełnie inna niż wyobrażenia. Jednak to zderzenie z realiami nie zawsze musi być bolesne. Kiedy matka wraca do pracy i zostawia pociechę pod czyjąś opieką, czuje się z tym źle. Wyobraża sobie, że jej dziecko odbiera to podobnie. Tyle że jej potomek może równie mocnym uczuciem obdarzyć osobę, która się nią opiekuje. Czasem taka opiekunkę i bratnia dusza okazuje się równie ważna, jak matka. Z kim najłatwiej się porozumieć, gdy z rodzicami nam nie wychodzi? Często okazuje się, że wspólny język znajdujemy ze starszym pokoleniem. W książce Wiktora Krajewskiego pt. „Chciałbym nigdy Cię nie poznać” mowa o wyjątkowo silnej więzi między wnukiem, a jego babcią.
Wiktor Krajewski do tej pory kojarzył mi się z literaturą faktu, a dokładniej z historiami wojennymi. Debiutanckie „Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego” w 2015 roku zdobyły status bestsellera. Potem pojawiły się kolejne książki: „Pocztówki z powstania”, „Wiem, jak wygląda piekło” oraz „Taniec na gruzach”. Teraz możemy sięgnąć po opowieść nieco inną, ale jednak odwołań do przeszłości nie zabraknie.
Kiedy ranimy swoich najbliższych i wytaczamy najcięższą artylerię słowną, to najczęściej robimy to w momencie wielkich emocji. Kiedy one nieco opadną, pojawia się wstyd i żal. Tytuł książki Wiktora Krajewskiego wynika z takiej szczeniackiej obrazy. Dlaczego wnuk chciałby nie poznać własnej babci? Okazuje się to małą prowokacją, bo główny bohater opowiada o swojej wielkiej i czystej miłości do babci. Kiedy kobieta umiera, pojawia się moment gniewu, bo gdyby nigdy nie miał okazji jej znać, nie zaznałby tak wielkiego cierpienia i tęsknoty po stracie.
W niezrozumiałym świecie dorosłych mostem łączącym światy, jest babcia. Zawsze czujna i otwarta na potrzeby dziecka. Zawsze gotowa nieść ratunek, gdy dzieje się coś złego. Takiej wyjątkowej relacji nic nie może zepsuć. Jednak nawet dziecko ma świadomość, że ludzie umierają. Tego chłopiec obawia się najbardziej. Nie chce śmierci babci Zosi, ta jednak uspokaja dziecko mówiąc, że nigdy nie umrze. Obietnica okazuje się kłamstwem. Po wielu latach od jej złożenia, wnuk wciąż ją pamięta i kiedy babcia umiera, czuje się oszukany.
Pierwszoosobowy narrator opowiada o swojej codzienności w relacji z babcią. Opisuje zwykłe dni, nawet te najbardziej nudne i normalne. Dzięki zwyczajnym chwilom narodziła się niezwykle silna więź. Na czym polegała? Czy można zaprzyjaźnić się z własną babcią? Okazuje się, że tak. Zwłaszcza z taką, której można powiedzieć więcej, niż najbliższemu przyjacielowi. Zawsze otwarta na emocje chłopca, wyczuwała natychmiast jego nastrój i potrafiła skupić się właśnie na nim dokładnie wtedy, gdy tego potrzebował.
Łatwo napisać hagiografię, czy laurkę o najdroższej babci. Narrator nie idealizuje starszej pani. Z czasem odkrywa kilka tajemnic, ale nie wszystkie udaje mu się rozwikłać. Co ukrywała babcia Zosia? Dlaczego nie o wszystkim chciała mówić. Ukrywanie niewygodnych faktów to jedno, ale do tego dochodzi niełatwy charakter kobiety. Jaka była naprawdę?
W książce „Chciałbym nigdy cię nie poznać” otrzymujemy zapis intymnej relacji między babcią i wnukiem. Prócz opowieści z życia codziennego, odkrywamy również uczucia, jakie są między nimi w danym momencie. Kiedy babcia umiera, młody mężczyzna czuje się oszukany. Dopadają go skrajne emocje. Z jednej strony w jego sercu istnieje silna miłość, a z drugiej pojawia się gniew. W końcu obietnica okazała się kłamstwem i mrzonką byłoby wierzyć, że Zofii uda się ją spełnić. Narrator nie potrafi jednak myśleć racjonalnie, po śmierci babci żal miesza się z wściekłością. „Umrzeć – tego się nie robi kotu”, tak jak we wierszu Wisławy Szymborskiej „Kot w pustym mieszkaniu”. Tyle że tutaj mamy wnuka, całkiem już dorosłego, a jednak bardzo mocno cierpiącego po śmierci babci. Teraz już nic nie będzie tak samo. Dzięki książce Wiktora Krajewskiego mamy okazję poznać wyjątkową relację, być może odnaleźć w niej cząstkę własnych wspomnień oraz uczuć.