Każdy kto był w Pradze, miałby spory problem, by znaleźć jedną z dzielnic miasta, która została opisana w powieści Vojtěcha Matochy. Książka pt. „Truchlin” przeznaczona jest dla młodzieży, a jej akcja rozgrywa się w miejscu, którego nie ma na mapie. Dlaczego opisana w powieści dzielnica Pragi jest tak niezwykła? Tytułowy Truchlin różni się od wszystkich innych miejsc na świecie, nie tylko w Czechach tym, że nie działają w nim urządzenia elektryczne. Nie tylko nie skorzystamy tam z telefonu komórkowego, ale również nie zapalimy światła w lampach i latarkach.
Nastoletni Jirka po raz pierwszy wybiera się do dziadka na Truchlin sam, bez mamy. Jego rodzice udali się do Rzymu, a poruszający się o kulach starszy pan, potrzebuje co jakiś czas pomocy. Tyle, że w miejscu gdzie nie działają telefony, GPS czy nawet zwykła latarka, łatwo o to, by na skórze pojawiły się ciarki. Poczucie niepokoju się wzmaga, gdy okazuje się, że chłopak wplątuje się w pewną niezrozumiałą dla niego intrygę. Gość dziadka, który miał odprowadzić Jirkę ścigany jest przez zbirów. Podczas ucieczki niefortunnie upada i ginie.
Zszokowany chłopak nie wie, co robić i ratuje się ucieczką. Udaje mu się na szczęście wydostać z Truchlina, ale jest w szoku po śmierci Patrika. Postanawia opowiedzieć o wszystkim przyjaciółce. Razem z Em i Tondą będzie mu raźniej stawić czoło niebezpieczeństwu. Zdaje sobie bowiem sprawę, że również dziadkowi może się stać coś złego.
Rozpoczyna się intryga, w którą wplątana zostanie trójka przyjaciół. Dzieciaki odkryją, że dzielnica Truchlin się powiększa i coraz więcej mieszkańców Pragi nie ma prądu. Oznacza to katastrofę, dochodzi do wypadków. Czy nastoletnim bohaterom uda im się odkryć tajemnicę tego miejsca? Jakie sekrety skrywa dziadek?
Dzięki powieści „Truchlin” młodzi czytelnicy wkraczają do mrocznego świata, który znajduje się w zasadzie na wyciągnięcie ręki mieszkańców Pragi. W niegościnnym Truchlinie nie ma miejsca dla obcych, bo choć dwa wieki temu była to kwitnąca dzielnica, teraz niestety mocno podupadła. Dosłownie. Mimo to znalazło się całkiem sporo osób, które zdecydowały się zamieszkać w Truchlinie, a każdy kto przybywa z zewnątrz, jest podejrzany. Mimo to Jirka z przyjaciółmi pragnie dowiedzieć się czegoś więcej o tym, czego chce gang okrutnego biznesmena Klementa Hroudy. Kim był Dalibor Nápravník? Dlaczego dziadek Jirki nie chce powiedzieć dzieciakom wszystkiego? Czy Pradze grożą egipskie ciemności?
Książka Vojtěcha Matochy spodoba się wszystkim tym młodym czytelnikom, którzy cenią sobie wartką oraz trzymającą w napięciu akcję. Z jednej strony mamy do czynienia z historią detektywistyczną, a z drugiej opowieścią, w której nie zabraknie elementów grozy. Klimat przypomina nieco steampunkowe powieści science fiction, w których pojawiają się maszyny z drugiej połowy XIX wieku, choć tu nie do końca wiadomo, co je napędza. Niekoniecznie musi to być para. W naszej epoce smartfonów ów truchlinowy świat może niepokoić, a jednocześnie zmusza młodych ludzi do myślenia. Jak poradziliby sobie bez najnowszych zdobyczy cywilizacyjnych? Czy mogą liczyć na prawdziwych przyjaciół, a nie wirtualnych? Dzięki pełnej przygód powieści odbiorcy otrzymują sporą dawkę przyjemnej rozrywki osadzoną w intrygującym mrocznym klimacie. Można pozazdrościć młodzieży takich książek, albo samemu sięgnąć po tego typu lektury. Nic dziwnego, że „Truchlin” doczeka się wkrótce ekranizacji. Sama liczę na szybkie wydanie w języku polskim drugiej części powieści.