„Cieśniny” – Wojciech Nowicki

Cieśniny, Wojciech Nowicki„Quo vadis, homine”? Takie pytanie chętnie zadajemy sobie i innym, choć często mamy wrażenie, że zmierzmy ku klęsce i zagładzie, więc kiedy taka myśl się nam objawi, pojawia się uczucie lęku i trwogi. Wojciech Nowicki zmienia nieco perspektywę i pokazuje drogę człowieka ku szaleństwu. Dosłowną, bo wytyczoną przez własne nogi. Czy chodzenie można uznać za rodzaj choroby? Czym jest dromomania i dlaczego traktowano ją jako odmianę epilepsji? W „Cieśninach” zobaczymy różne oblicza tego samego lęku, które tli się w każdym człowieku. Co się stanie, gdy rozpali się na dobre?

Wojciech Nowicki opowiada o ludziach, których dwa wieki temu uznano za szalonych. Za jedną z chorób psychicznych uznawano przywoływaną już dromomanię, czyli przymus nieustannego chodzenia. W „Cieśninach” opisany jest Alfred Dadas, człowiek, którego przypadek został opisany po raz pierwszy przez lekarza Philippea Auguestea Tissiégo. Zwykły gazownik z z Bordeaux wędrował, tam gdzie go nogi poniosły w sposób nieświadomy, bez grosza przy duszy czy jakiegoś specjalnego przygotowania. Zatrzymywał się dopiero wtedy, gdy spotykały go jakieś przeszkody np. kiedy gdzieś pod Poznaniem pogryzły go psy. Dopiero kraty więzienia, albo mury szpitala były w stanie powstrzymać tę kompulsywną tułaczkę.

Narrator, który opowiada o tych dziewiętnastowiecznych chorobach, czuje się potomkiem takich włóczęgów. Sam cierpiący na migrenowe bóle głowy, ataki epilepsji, szuka drogi ratunku przed nimi, dlatego często wyrusza w podróż. Najlepiej tak daleko, jak się da. Pozwala mu to poznać odległe miejsca, ale nie opisuje ich, jak w przewodniku. Tu trafiamy do ciemnych zaułków i tytułowych cieśnin, pozwalających czytelnikowi przyjrzeć się różnym obliczom popadania w chorobę.

Nieświadome wędrówki Dadasa nie były jednak tak zupełnie nieświadome, skoro bohater potrafił zaciągnąć się do pracy. Co ważniejsze, owa droga powodowała, że czuł się szczęśliwy. Dlaczego zatem uważano jego zachowanie za odbiegające od normy i opisywano, jako przykład choroby psychicznej? Czyżby mania wędrowania nie wpisywała się w schemat? Dlaczego uważano, że należy zwalczać potrzebę ciała, które domagało się ruchu? Dwa wieki temu lekarstwem na to był brom i przywiązywanie się sznurami do łóżka, ale czy dzisiaj jesteśmy bardziej cywilizowani i świadomi?

Ucieczka przed rzeczywistością może odbywać się również w postaci podróży pod ziemię. Narrator opisuje diuka drążącego podziemne tunele. Takie ekscentryczne zachowanie to zaledwie jeden z wielu przykładów. Nowicki mierzy się również z polskimi legendami. Widzimy starzejącego się Mickiewicza nie jako wieszcza narodowego, a człowieka, który nie potrafi usiedzieć na miejscu i szczerze nienawidzącego Paryż. Kogoś, kto co rusz odsyła żonę do zakładu psychiatrycznego.

W „Cieśninach” Wojciecha Nowickiego wszyscy bohaterowie mierzą się z jakimś rodzajem mroku, który dręczy ich dusze. Dlatego impuls zmuszający ich do chodzenia stanowi swoisty rodzaj ulgi. Nie leczy bólu, który pojawia się w momencie zatrzymania, ale pozwala poczuć się choć przez chwilę lepiej. Pomaga choć na chwilę zapomnieć o ucisku, który tkwi w głowie i nie pozwala normalnie funkcjonować.

Proza Nowickiego zaskakuje czytelnika swoją złożoną budową. Autor kreśli zdania wielokrotnie złożone i zmusza czytelnika do pełnej uwagi, by śledził wszystkie opisy miejsc, w które zaglądamy. Nie zawsze najważniejszy jest zmysł wzroku, bo przecież zapachy i dotyk są równie istotne. Narrator zabiera nas w odległe miejsca nie tyle po to, byśmy je lepiej poznali, ale byśmy zastanowili nad ludzką duszą i nad tą wąską cieśniną, która oddziela nas od szaleństwa. Najtrudniej bowiem podróżować w głąb siebie – może to wywoływać chęć ucieczki.

  1. Dromomania – brzmi bardzo ciekawie. Przyznam, że nie słyszałem wcześniej o tej chorobie, chociaż jej delikatne objawy zacząłem u siebie obserwować. Tyle, że – przynajmniej jak na razie – ja do pieszej wędrówki lubię się przygotować i wiedzieć, dokąd zmierzam 😉 A ruch jako taki to przecież samo życie, jak często podkreśla w swoich książkach Olga Tokarczuk 🙂

    • Zdecydowanie dobrze wiedzieć, gdzie się zmierza (dosłownie i w przenośni) :). Swoją drogą pewnie wszyscy starożytni perypatetycy w XIX wieku byliby uznani za osoby, które należy wysłać do szpitala psychiatrycznego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *