Najnowsza książka Agaty Tuszyńskiej pt. „Czarna torebka” nie bez powodu miała premierę 12 kwietnia tego roku. Tego dnia przypadała osiemdziesiąta rocznica powstania w getcie warszawskim. Autorka, znana mi choćby z takich tytułów jak „Ćwiczenia z utraty” oraz „Tyrmandowie. Romans amerykański” czy „Narzeczona Schulza”, postanowiła tym razem opowiedzieć o swojej babce.
Jak opisać kogoś, kogo się nigdy nie poznało? Kim była Dela? Dlaczego pani Przedborska z domu Goldstein musiała się ukrywać jako Zofia Zmiałowska? Wystarczy tylko wspomnieć, że chodzi o lata II wojny. Dela, by ją przeżyć nie mogła mówić prawdy o sobie. Jako Żydówka nie miała szans na przetrwanie. A jeszcze była Halinka, przyszła matka Agaty Tuszyńskiej. Halina tak bardzo chciała wymazać przeszłość, że swemu dziecku powiedziała o żydowskich korzeniach, dopiero gdy stało się dorosłe.
Po babce została tylko torebka. Oglądamy jej zawartość. Pieniądze, dokumentu, drobiazgi typu znaczki z podobizną Adolfa Hitlera, koronka, listy. Nie znajdziemy w nich ani śladu na żydowskość Deli. Jest nawet obrazek z Jezusem. Nic trefnego, co mogłoby jakoś zdradzić kobietę. Są nawet ślady niemal zwykłej, codziennej egzystencji w postaci przepisów czy rachunków.
Niektórzy cenią sobie minimalizm, ale to co pozostawiła po sobie ta kobieta, to naprawdę nic. Jak zatem zrekonstruować choć w najmniejszym stopniu tę osobę? Kim była, co czuła, co przeżywała w te najmroczniejsze dni wojny? Na zawsze pozostanie nieznajomą osobą, ale dzięki torebce jest jakiś materialny ślad, który pozwala ocalić ją choć trochę.
Agata Tuszyńska daje czytelnikom niezwykłą książkę. W zasadzie nowy akt urodzenia, dokument potwierdzający to życie. Zakończone za wcześnie, choć było naprawdę blisko, by kobiecie udało się przetrwać wojnę. Jej dramatyczne losy odkryć może wyobraźnia i znajomość historii. Zawartość torebki to nie dowód na żydowskość Deli, a raczej jej zestaw ratunkowy. Tożsamości należało się pozbyć i ją wykreślić. Bez tych akcesoriów z torebki nie było to możliwe.
Czytając wspomnienia czujemy, że wkraczamy do mrocznego świata. Nie uda się nam przejść obojętnie obok tej historii, jeśli uświadomimy sobie, co mogła przejść Dela Goldstein. Trudno się pogodzić z tym, jak niewiele po nas pozostaje, gdy ktoś dąży do tego, by człowieka unicestwić. Jak łatwo odebrać mu wszystko i wcale nie chodzi o kwestie materialne. Życie w ciągłym poczuciu zagrożenia jest niewyobrażalne. Strach był tak silny, że nie pozwolił córce przyznawać się do własnej tożsamości. Nawet po wojnie wolała ją ukrywać i znowu z historii wiemy, że ów lęk był uzasadniony.
Pisarka opowiada o dziejach babki w oszczędnym stylu. Niczego nie ubarwia. „Czarna torebka” nie jest jednak zwyczajną książką wspomnieniową. Mamy do czynienia z pięknie wydanym tytułem. Nie brakuje tu zdjęć przedstawiających tytułową torebkę oraz jej zawartość. Są one wykonane w artystycznym stylu. Świetnie wkomponowują się w opowieść i wraz z tekstem budują jej klimat. Agata Tuszyńska dzieli się z czytelnikami osobistą historią i pokazuje, że czas skończyć ze strachem. Wojna skończyła się wiele lat temu, a własne korzenie są ważne i pozwalają zrozumieć, co nas ukształtowało. Poruszająca książka.