Anna Sakowicz pisze książki dla dorosłych i dla dzieci, więc nie powinno mnie dziwić, że premierę ma opowieść dla dzieci pt. „Czarne owce”. Przyzwyczaiłam się do serii dla młodych czytelników pt. „POPR-ańcy”. Zresztą autorka poszerzyła ten cykl o tytuły dla najmłodszych, związane z emocjami. „Czarne owce” są niezależną opowieścią i właśnie to mnie najbardziej zaskoczyło. Książka jest przeznaczona dla dzieci od ósmego roku życia, choć górnej granicy wiekowej nie ma. Każdy coś w tej opowieści odkryje dla siebie.
Pierwszą bohaterką, którą poznajemy, jest dżdżownica Dżodżo. Nie jest zadowolona z tego, że dzieci uważają ją za brzydką i grubą. Traci wiarę w siebie, ale nie ona jedna. Dżdżownica poznaje na swojej łączce komarzycę. Koma nie lubi krwi, zamiast niej woli czerwoną oranżadę. Postanawiają poszukać dla siebie lepszego miejsca i ruszają w stronę legendarnej Krainy Oranżadą Płynącej.
Po drodze poznają czarną owcę Lukrecję, ale to nie koniec. Kiedy owca weźmie ich na swój grzbiet, żeby przyspieszyć podróż, okazuje się, że jest tam już albinos Albin, ślimak pozbawiony muszli, który posiada niezwykły talent do dziergania, oraz Czesio, pchła pochodząca z mądrej rodziny, choć sama nie wierzy we własne możliwości intelektualne.
Na bohaterów czekają przygody, które sprawiają, że akcja toczy się wartko. W ich trakcie zwierzaki mogą się również lepiej poznać. Stopniowo rodzi się między nimi przyjaźń. Odkrywają swoje mocne strony i weryfikują poglądy. Okazuje się, że bardzo potrzebują akceptacji, a także większej wiary w siebie. Dzięki temu, że spędzają razem czas, wspierają się wzajemnie i wiele rozmawiają. 
Dialogi bohaterów są wyjątkowe. Pojawia się humor w wypowiedzi, ale również przemyślenia natury filozoficznej w powiązaniu z zabawnymi grami słownymi. Anna Sakowicz pokazuje odbiorcom, jak ważne jest poszukiwanie własnego miejsca w świecie. Liczy się dążenie do celu i to, kogo na tej drodze spotkamy. Bohaterom udaj się odkrywać wiele mądrości dzięki temu, że wzajemnie się wspierają i mają wiele empatii. Przyjaciele nie wyśmiewania się z inności, za to starają się zrozumieć i akceptować.
Zwierzaki czują się „czarnymi owcami” dlatego, że nikt im wcześniej nie pokazał, jakie są ich mocne strony. Chciałyby czuć się szczęśliwe, ale brak wiary w siebie wcześniej im to uniemożliwiał. Podczas poszukiwań lepszego świata odkrywają pewne ważne prawdy, dzięki czemu mogą docenić wartość przyjaźni i uwierzyć w moc swojej „inności”.
Anna Sakowicz pokazuje czytelnikom, co jest naprawdę istotne, ale robi to w sposób nietypowy. O czymś co trudne, mówi łatwym językiem, a jednocześnie się nim bawi. Jeśli pamiętacie „Kubusia Puchatka” czy „Małego Księcia”, tam również bohaterowie mówili pewne zdania, które okazywały się znacznie głębsze, gdy im się bliżej przyglądamy. Takie historie są według mnie bardzo wartościowe, gdyż dojrzewają z wiekiem czytelnika i każdy z „Czarnych owiec” wyniesie coś dla siebie, niezależnie od wieku.
PS Warto dodać, że całą historię uzupełniają świetne ilustracje Marii Miloś. Przede wszystkim nie są przesadnie pstrokate. Otrzymujemy niewiele kolorów, na pozór nieskomplikowaną kreskę, ale doskonale oddającą nastrój i treść opowieści. 
Nie znam, pierwsze słyszę o autorce.