Chorwacka pisarka, Slavenka Drakulić, cieszy się sporym uznaniem i zaliczana jest do najważniejszych głosów kobiecych w swoim kraju. Urodziła się w 1949 roku, co ma znaczenie w kontekście poruszanej tematyki w najnowszym zbiorze opowiadań zatytułowanym „O czym nie mówimy”. O starości, chorobach, bólu się przecież nie opowiada. O czym jeszcze milczymy? Książka została właśnie wydana w Polsce przez Wydawnictwo Biblioteka Słów, a przełożył ją na język polski Siniša Kasumović.
Otrzymujemy niewielki objętościowo zbiór szesnastu niezależnych opowiadań. Choć nie łączą się fabularnie, łatwo znajdziemy wspólny mianownik zarówno tematyczny, jak i emocjonalny. Głównymi bohaterkami tych niedługich tekstów są głównie kobiety. To one zmagają się ze skutkami starzejącego się ciała. Zmęczone życiem, zajęte chorowaniem, opieką nad chorymi, pokazują nam właśnie to, czego na co dzień nie chcemy zauważyć i zaakceptować. Lubimy się oszukiwać w mediach społecznościowych, a przecież i w literaturze znajdziemy historie, w których nie wspomina się o tych niewygodnych kwestiach.
Zaczyna się od opowieści o kilkuletniej dziewczynce z wadą wzroku. Narratorka wspomina samą siebie z wczesnych lat i opowiada o wrażeniach z nauki pływania. Czteroletnie dziecko nie potrafiło opowiedzieć o tym, jak widziało świat, ponieważ nie miało pojęcia, że coś jest nie tak. Dorośli niczego nie zauważyli, dopiero kilka lat później ktoś z zewnątrz dostrzegł, że dziewczynka mruży oczy, jakby była krótkowzroczna. Po latach ta sama osoba wspomina spoglądając na stare fotografie, jak wada wzroku wpłynęła na jej wygląd. Zmrużone oczy, zmarszczone czoło, nienaturalny wyraz twarzy nadmiernie skupionej, jakby obrażonej. Dlaczego rodzice tego tak długo niczego zauważyli? Potem okazuje się, że sytuacja powtarza się z rodzeństwem dziewczynki, a także własnym dzieckiem narratorki.
Pewnych rzeczy nie widzimy, a o innych nie chcemy mówić. Niestety, są tacy, którzy chętnie i boleśnie nam przypomną, a to o zwisającej skórze z ramion, a to o innych przypadłościach wieku. Po latach związku, może okazać się, że oparty został na wspólnym miejscu zamieszkania, w którym ludzi więcej dzieli niż łączy. Widzimy losy kobiet, które skupiły się na drugim człowieku, a nie otrzymały w zmian nic oprócz bólu. A przecież dawały całą miłość ze swojej strony. Trwają razem, jak opisywany w książce pęknięty kafelek w łazience, ponieważ tym co scala, jest lęk przed samotnością.
W opowiadaniach mowa o przypadłościach, które podstępnie zabierają całą przez lata budowaną stałość. Czy będą to choroby onkologiczne, czy powikłania związane z koronawirusem wciąż obecny jest lęk przed tym, co czeka postacie. Być może w to, co piszę, wdziera się nuta melancholii czy smutku, ale są również inne historie. Widzimy choćby kobietę, która zakochuje się w późnym wieku i kieruje się tym, co podpowiada jej serce. Ostatnie opowiadanie pt. „Irena, Berlin” z kolei jest swego rodzaju czułym hołdem dla tytułowej bohaterki.
Slavenka Drakulić w pełen empatii sposób opowiada o kwestiach niewygodnych dla każdego z nas. Młodzi ludzie rzadko zastanawiają się nad przemijaniem, słabościami, jakie pojawiają się z wiekiem. W opowiadaniach nie otrzymujemy wizji silnego i potężnego ciała, jest za to obecność i czułość dla ciała, które zmaga się z cierpieniem. Ból często potrafi być naszym najwierniejszym towarzyszem. Jednak to bez drugiego człowieka, jego bliskości oraz wsparcia, trudno znieść całe cierpienie, jakie się pojawia. Drakulić porusza tematy tabu, zwłaszcza w kwestiach relacji międzyludzkich. Widzimy osoby często samotne, nawet jeśli nie są same. By zwrócić uwagę na tych nieobecnych w społeczeństwie, pisarka po prostu oddaje im głos. Bo warto mówić o sprawach, przed którymi nie ma ucieczki, a Slavenka Drakulić opowiada o tym prosto, a jednocześnie celnie i z wielką wrażliwością.
PS Książkę na język polski przełożył Siniša Kasumović.