Zdzisław Beksiński został świetnie sportretowany w książce Magdaleny Grzebałkowskiej pt. „Beksińscy”. Potem powstał film „Ostatnia rodzina”. Teraz możemy dowiedzieć się jeszcze czegoś innego o malarzu za sprawą listów, które pisał do Normana Leto. Korespondencja artystów nie była tradycyjna, ponieważ miała formę e-maili. Jak to możliwe, że udało się dziewiętnastolatkowi nawiązać przyjaźń korespondencyjną z człowiekiem ponad pół wieku starszym?
Zbiór „Detoks. Zdzisław Beksiński, Norman Leto. Korespondencja/rozmowa” zaczyna się od wstępu, który wprowadza czytelników w tematykę. Jarosław Skoczeń opowiada o początkach znajomości internetowej między Zdzisławem Beksińskim i Normanem Leto. Artystów różniło wiele. Zarówno charakter, wiek, etap twórczy. Norman Leto, wtedy jeszcze nazywał się Łukasz Banach, dopiero był na początku artystycznej drogi. Pierwszy list, który wysłał do Beksińskiego był tradycyjny, ale ku zaskoczeniu młodego artysty Beksiński na niego odpisał. Tak zaczyna się kilkuletnia znajomość, o której można powiedzieć, że stopniowo przerodziła się w przyjaźń.
Kiedy czytamy tę liczącą ponad 800 stron książkę, otrzymujemy wywiad z Normanem Leto, dzięki któremu poznajemy go nieco lepiej. Zobaczymy człowieka, który został dostrzeżony przez wielkiego malarza na długo zanim zyskał uznanie w świecie artystycznym. Na początku tego roku Leto został laureatem Paszportów „Polityki”: „za budowanie pomostów między sztuką a nauką”. Doceniono jego film „Photon”.
Kiedy kończył się XX wiek, to człowiekiem, który zyskał już sławę w kraju, a także na świecie był Beksiński. Jednocześnie artysta nie chciał występować przed młodym człowiekiem z pozycji mistrza, a być dla niego partnerem. Choć początkowo Łukasz Banach (jeszcze nie przyjął pseudonimu Norman Leto) będzie chciał poznawać technikę i warsztat malarski Beksińskiego, sam miał również coś do zaoferowania artyście. Młody twórca doskonale sobie radził z grafiką komputerową i właśnie on wprowadzał w ten świat uznanego malarza.
Jeśli ktoś kojarzy Zdzisława Beksińskiego, jako osobę mroczną i depresyjną, warto żeby sięgnął po ten zbiór korespondencji. Młody malarz i dojrzały twórca wymieniają między sobą ogromną ilość listów, czasami po kilka dziennie. Łukasz Banach pyta o wszystko, a Beksiński cierpliwie odpowiada nawet na najbardziej banalne pytania. Wyraża swoje poglądy na temat sztuki, ale wspomina też o sprawach przyziemnych i zwyczajnych. Dzięki temu możemy zobaczyć obu artystów, ich codzienność i to jak ewoluowała ich znajomość.
Najpierw szczegóły techniczne, tematy obrazów, a także delikatne wspieranie młodego twórcy, by szukał własnych dróg. Banach na początku wydaje się być człowiekiem, który nie potrafi tworzyć bez wyraźnych nawiązań do swojego mistrza. Z czasem odnajduje swój własny styl. Od Beksińskiego może spodziewać się pomocy, co młodemu malarzowi ułatwia życie, ponieważ Norman Leto nie zdecydował się na studia artystyczne. Postanowił zdobyć doświadczenie na własną rękę. Na szczęście na swojej życiowej drodze trafił na Beksińskiego.
Kiedy między artystami nawiązała się korespondencja, Beksiński był już wdowcem. W noc sylwestrową z roku 1999 na 2000 stracił jedynego syna. Kiedy Łukasz Banach pisze listy do znanego malarza jest w trudnym momencie pod względem emocjonalnym, ale może ta korespondencja dawała mu coś więcej niż zwykła wymiana zdań? Szybko się okazuje, że to właśnie Beksiński mimo jakiegoś wewnętrznego poczucia fatalizmu, potrafi pomóc Banachowi ze stanami depresyjnymi w które popada ten młody człowiek. Co więcej, uznany malarz ma zarówno dystans do siebie, jak i poczucie humoru, które ujawnia właśnie w listach.
Zbiór korespondencji „Detoks. Zdzisław Beksiński, Norman Leto. Korespondencja/rozmowa” to pozycja, dzięki której czytelnicy będą mogli zobaczyć dwóch artystów zarówno przy pracy, jak i prywatnie. Obserwujemy jak między mężczyznami stopniowo rodzi się przyjaźń i rodzaj partnerstwa. Choć Łukasz Banach zaczyna od etapu fascynacji twórczością Beksińskiego, potem rozwija się w samodzielnego twórcę. Tu widzimy jak kierunkuje się jego droga artystyczna. Dzieje się tak za sprawą samego mistrza (choć on sam nigdy by nie przyjął takiego tytułowania). Zdzisław Beksiński i Łukasz Banach piszą o wszystkim. Nie zabraknie intymnych i bezpośrednich wypowiedzi, zwierzeń a także przyziemnych problemów, z którymi obaj artyści mają do czynienia. Zaczynają początkowo od zwykłej wymiany doświadczeń, stopniowo listy nabierają innego charakteru. Nie brakuje wypowiedzi na temat problemów natury egzystencjalnej, poglądów filozoficznych i na temat sztuki, czy o śmierci i sprawach intymnych, poprzez zwykłe narzekanie na niedoskonałości ciała. Ot, zwyczajne życie niezwyczajnych ludzi. Im bardziej jednak zbliżałam się ku końcowi tego zbioru, tym wolniej go czytałam, bo wiedziałam, co spotka Zdzisława Beksińskiego 21 lutego 2005 roku. Chciałam odwlec ten tragiczny moment. Sama książka pozwala poznać lepiej Beksińskiego, a także Normana Leto. Do zbioru dołączono także wcześniej niepublikowane zdjęcia prac artystów.
Jeśli chodzi o Beksińskiego, to oglądałem „Ostatnią rodzinę”, ale książka M. Grzebałkowskiej ciągle przede mną. Korespondencja pomiędzy Beksińskim a Normanem Leto wydaje się świetnym uzupełnieniem, tym bardziej, że tak jak piszesz Beksiński nie występuje jedynie w roli mistrza, nauczyciela. A tak na marginesie to chyba znamienna cecha dla wielkich ludzi – nie wywyższanie się i nieustanna obserwacja świata połączona z czerpaniem doświadczeń od innych.
Książka „Detoks” pokazuje Beksińskiego z nieznanej strony, bo pokazuje warsztat mistrza i jego poglądy na sztukę i właśnie ową skromną wielkość, która się nie boi przyznać do błędów i słabości.
Ciekawa lektura do uzupełnienia informacji…